Ciekawe tematy

W czym tkwi tajemnica sukcesu firmy RPC Zeller Plastik Poland?

Dodano:
garwolin - W czym tkwi tajemnica sukcesu firmy RPC Zeller Plastik Poland?

Powstała na potrzeby chwili, a przetrwała ponad dwadzieścia lat i nadal ma się dobrze. Firma ze stuprocentowym kapitałem zagranicznym, a jednocześnie polska, z siedzibą w Woli Rębkowskiej, skąd, jak sami mówią „ widać cały świat”. Były upadki i wzloty – rynek wymuszał na nich ciągłe zmiany. Ale te zmiany zawsze służyły rozwojowi. Miałam przyjemność spotkać się z pierwszym pracownikiem, człowiekiem, który tworzył podwaliny tej firmy.

Zapytany o to co stanowi największą wartość firmy, bez namysłu odpowiada: pracownicy. Rozmowa z Jarosławem Janowskim - Dyrektorem Generalnym, Członkiem Zarządu RPC Zeller Plastik Poland.



Kurier Garwoliński: Prawie dwadzieścia trzy lata firmy to kawał czasu. Pamięta Pan swoje początki?

Jarosław Janowski:
Pamiętam, dużą rolę odegrał przypadek. W roku 1994  koncern Procter& Gamble otwierał zakład w Warszawie. W zakładzie tym miano produkować szampony Head&Shoulders i wybielacz Ace. Trzyletni kontrakt na dostawy opakowań otrzymał francuski koncern CarnaudMetalbox (CMB). CMB musiał znaleźć obiekt, w którym można by było uruchomić produkcję, oraz dyrektora nowo powstającego zakładu. Zwrócili się z propozycją do mojego kolegi z poprzedniego miejsca pracy. Kolega odmówił, ale wskazał mnie jako kogoś, kto jego zdaniem podoła zadaniu. Skontaktowałem się zatem z panem Rogerem Morganem i zostałem zaakceptowany. Wspólnie rozpoczęliśmy poszukiwania odpowiedniego miejsca. Chodziło o halę, z dobrym zaopatrzeniem w energię elektryczną, którą można by było zaadaptować do  naszych potrzeb i szybko rozpocząć produkcję. Wskazanie padło na Wolę Rębkowską, a dokładnie filię zamiejscową Zakładów Radiowych Kasprzaka, która notabene już wtedy była w stanie upadłości. Dodatkowo, na miejscu spotkałem pana Zygmunta Korczaka, specjalistę w dziedzinie projektowania i wytwarzania wyrobów z tworzyw sztucznych, któremu zaproponowałem objęcie stanowiska dyrektora techniczno – produkcyjnego. Szybko doszliśmy do porozumienia i wspólnie rozpoczęliśmy proces rekrutacji załogi. Ważnym aspektem powodzenia całej sprawy była również przychylność lokalnych władz. To byli ludzie z otwartymi głowami…

KG: Ile osób liczyła sobie pierwsza załoga? Jak to wygląda aktualnie?

JJ:
Maszyny każdy może kupić, to jest tylko kwestia pieniędzy. Najważniejsi są ludzie. Nam bardzo szybko udało się stworzyć doskonały zespół. Siedemnaście osób –  to był ten trzon, pierwsza obsada. Z grupy tej, oprócz kilku pracowników, którzy przeszli na emeryturę, obecnie w dalszym ciągu pracuje trzynaście osób. I tak piątego września 1994 roku firma oficjalnie zaczęła istnieć, a w listopadzie tegoż roku ruszyliśmy z produkcją. Na początku była to jedna, dzierżawiona hala produkcyjna. Obecnie mamy trzy hale produkcyjne oraz  halę magazynową. Na 7000m2 pod dachem pracuje łącznie sto dziewięćdziesiąt osób. Jeśli chodzi o grunty, to mamy do dyspozycji dziewięć i pół hektara, zatem możemy dobudować drugie tyle hal i jeszcze trochę wolnego miejsca  zostanie (uśmiech).

KG: Kontrakt był podpisany na trzy lata. Co takiego się wydarzyło, że z tych trzech wyszły dwadzieścia trzy?

JJ:
Zawsze wychodziłem z założenia, że należy wykonywać swoją pracę tak, jakbyśmy mieli pracować do końca świata i o jeden dzień dłużej. Dlatego, już w drugim roku działalności, z własnej inicjatywy zaczęliśmy poszukiwać w Polsce nowych klientów. Poszerzyliśmy również nasz asortyment o różnego rodzaju zamknięcia. Trzy lata współpracy z partnerem o bardzo wysokich wymaganiach utorowało nam ścieżkę do kolejnych zleceń. Dwadzieścia wadliwych wyrobów na milion dostarczonych do klienta. Osiągaliśmy wyniki nawet znacznie poniżej tego limitu. To może zabrzmi niewiarygodnie, ale tak wysokich wymogów nikt potem nam już nie postawił. Wielokrotnie  próbowaliśmy później podjąć z klientami ten typ współpracy, jednak nie znaleźliśmy takiego partnera. Dodatkowo Procter& Gamble był wtedy bardzo otwarty na współpracę i pomoc. Co tu dużo mówić – gwarantem ponadprzeciętnych efektów jest owocna współpraca.

Kurier Garwoliński: Ponad rok temu kolejny raz zmieniliście nazwę. Z czego to wynika?

JJ:
(uśmiech) Tak, jesteśmy specjalistami od zmiany nazwy…  To, co nas charakteryzuje, to fakt, że my się nie zmieniamy, rotacja naszej załogi  jest na poziomie poniżej jednego procenta. Natomiast zmian nazw było bardzo dużo. Zaczynaliśmy jako „CarnaudMetalbox Tworzywa Sztuczne”, potem, po dziewięciu latach zmieniliśmy nazwę na „Crown Plastics Polska”. To było preludium do mających nastąpić dalszych zmian. W 2006 roku zostaliśmy sprzedani nowej grupie „Global Closure Systems” (GCS) i zmieniliśmy nazwę na „ Zeller Plastik Polska” by w wyniku połączenia spółek przekształcić się w „ Zeller Plastik Poland”.  Następnie, w marcu 2016 roku, spółka, wraz z całą grupą GCS, została sprzedana koncernowi RPC, stąd zmiana logo . Tym razem, jak dotąd, nazwa pozostała  niezmieniona. RPC to koncern z obrotami rzędu trzech miliardów funtów rocznie, a cele stawiamy sobie ambitne – wejście do pierwszej setki na giełdzie londyńskiej. W tej chwili RPC ma zakłady w trzydziestu trzech krajach świata. W Polsce jest ich siedem. Jeśli chodzi o najbliższe sąsiedztwo  – „Plastiape”, tuż przy płocie firmy „Avon” – to jest nasz siostrzany zakład. Kolejny znajduje się w Otwocku.

KG: A jak wygląda struktura firmy?

JJ:
Ja jestem Dyrektorem Generalnym, ale sam nic bym nie zdziałał. Wspierają mnie: Specjalista do spraw Zapewnienia Jakości, Dyrektor Techniczno-Produkcyjny, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu, Dyrektor Finansowy i Kierownik Działu Personalnego. To oni stanowią pierwszą linię zarządu. Gros pracowników firmy podlega Dyrektorowi Techniczno-Produkcyjnemu, który ma swojego zastępcę – Kierownika Produkcji. Ale podstawowymi pracownikami są ci, którzy doglądają tej produkcji bezpośrednio, czyli: kierownicy zmian, operatorzy, pakowacze – kontrolerzy i montażystki - kontrolerzy. Zmiany są dwunastogodzinne. Pracujemy w systemie czterozmianowym, dwadzieścia cztery godziny na dobę z jedyną przerwą w okresie świąt Bożego Narodzenia.

REKLAMA:


KG: Wspominał Pan, że rotacje, jeśli chodzi o pracowników, utrzymują się na poziomie poniżej jednego punktu procentowego. W jaki sposób dbacie o pracowników?

JJ: Staramy się zachowywać przyzwoicie. To jest takie słowo, które w tej chwili wyszło już z użycia. Możemy dodać przypis, z krótkim wyjaśnieniem znaczenia (uśmiech). Staramy się wzajemnie szanować. Wszyscy tworzymy tę firmę i wszyscy pracujemy na jej sukces. Dodatkowo  staramy się jak najgłębiej delegować odpowiedzialność i oczekujemy odpowiedzialnych działań od każdego pracownika. U nas nigdy nie było stanowiska pakowacz, tylko pakowacz - kontroler. To jest zasadnicza różnica. Osoba, która jako pierwsza  widzi wyrób, musi się czuć za niego odpowiedzialna. To jest filozofia, która nam przyświeca. Kolejna sprawa – pozyskujemy kadrę na wyższe stanowiska z poziomu podstawowego. Nasi operatorzy byli początkowo, w stu procentach, pakowaczami-kontrolerami. Powiem więcej; szef logistyki zaczynał u nas jako pakowacz-kontroler. Nasz szef  działu personalnego również, a dopiero po ukończeniu studiów awansował. I tak dalej.  Mamy również inicjatywę Tytułu i Odznaki Zasłużonego Pracownika. Chodzi o uhonorowanie wszystkich tych, którzy wielokrotnie dali dowody na to, że są najlepszymi z najlepszych.

KG: Co dokładnie produkuje firma?

JJ:
Nasze portfolio jest dosyć zróżnicowane. Produkujemy elementy opakowań z tworzyw sztucznych dla kosmetyków, chemii gospodarczej i przemysłu spożywczego. Są wśród nich różnego typu zamknięcia, opakowania typu roll-on, słoiki, butelki jak również kapsułki do zmywarek (chodzi o tę część ze specjalnego tworzywa rozpuszczającego się w wodzie).

KG: Dla kogo produkujecie i gdzie dostarczacie Wasze produkty?

JJ:
Produkujemy przede wszystkim  dla dużych koncernów międzynarodowych, ale nie tylko. Naszym klientem jest firma dr Irena Eris. Wyroby dostarczamy do zakładów rozsianych po całym świecie. Większość wyrobów jedzie oczywiście do zakładów w Polsce, ale eksportujemy je również do krajów Unii Europejskiej, Rosji, Stanów Zjednoczonych, na Ukrainę, do Turcji i krajów Afryki  Północnej.

KG: Podczas obchodów dwudziestolecia firmy mówił Pan o tym, że chciałby podwoić obroty, do około dwustu milionów rocznie. Czy udało się to osiągnąć?

JJ:
(uśmiech) W tym roku obroty przekroczą sto dwadzieścia milionów złotych. Jeszcze dużo pracy przed nami by osiągnąć docelowe dwieście milionów. Jednak, biorąc pod uwagę zmiany w strukturze naszych wyrobów, jakie  nastąpiły po 2010 roku wskutek strategicznej decyzji „GCS”, to i tak nie jest źle.

KG: Może Pan to rozwinąć?

JJ:
Grupa do której wtedy należeliśmy - „GCS”, postanowiła skupić się na produkcji zamknięć. Kiedy to ogłosiła, straciliśmy większość produkowanych przez nas butelek,  ponieważ klienci stwierdzili, że jeśli firma nie chce się angażować i inwestować w nowe maszyny do ich produkcji, to poszukają sobie innego dostawcy. W tym czasie blisko czterdzieści procent naszej sprzedaży stanowiły butelki. W tej chwili jest to mniej niż dziesięć procent. To spowodowało, że z roku na rok właściwie łataliśmy dziurę po ich stracie. Szczęśliwie dla nas, strategia nowego właściciela jest bardziej przychylna butelkom, co powinno nam pomóc w szybszym osiągnięciu sprzedaży na zakładanym poziomie dwustu milionów złotych. 

KG: Jak firma wpisuje się w lokalne inicjatywy?

JJ:
Przyczynek do tworzenia  więzi nieformalnych w załodze, to drużyna piłki nożnej. Gramy z kolegami z siostrzanych zakładów grupy. Ostatnio wygraliśmy z Rumunią. Gramy również w Garwolińskiej Lidze Piłkarskiej. W 2011 roku nasza drużyna halowej piłki nożnej zdobyła po raz  trzeci, tym razem na własność, Puchar Ligi Profi GLP. Niedawno została również utworzona grupa siatkarzy. Chcemy i na tym polu zaistnieć, pokazać swoje umiejętności. Natomiast jeśli chodzi o inicjatywy lokalne, to mamy grupę przyjaciół, których wspieramy. Po pierwsze Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom. Jesteśmy z nimi od pierwszego dnia. Wspieramy Przedszkole Plastuś w Garwolinie. Mamy nawet kilku pracowników z tego przedszkola. Jak widać, to nie jest takie całkiem bezinteresowne (uśmiech). Od lat wspieramy Gimnazjum w Woli Rębkowskiej. Tam fundujemy lekcje językowe, stypendia, wyjazdy. Te trzy placówki to przykłady takich organizacji, którym się chce chcieć – a my wspieramy takich, którzy w swojej działalności tworzą wartość dodaną. Takim ludziom warto pomagać.

KG: Jakie są Pana plany i marzenia na przyszłość?

JJ:
Aktualnie czekamy na zaakceptowanie nowego planu zagospodarowania przestrzennego, co jest w rękach wójta gminy Garwolin. Liczymy, że wszystko pójdzie dobrze i w ciągu kilku miesięcy dostaniemy potwierdzenie. Wtedy już  nic nas nie będzie powstrzymywało technicznie, jeśli chodzi o rozwój. A to bardzo ważne. Trend w technologii przetwórstwa tworzyw sztucznych jest taki, że maszyny są coraz większe, a co za tym idzie wymagania odnośnie budynku są inne niż lata wcześniej. Poza tym cały czas  staramy się pozyskać nowych klientów. Nie spuszczamy z tonu. Tyle o planach odnośnie firmy. Jeśli chodzi o  moją osobę, to niedługo wybieram się na emeryturę. O firmę jestem spokojny. Załoga jest tak silna, że na pewno sobie poradzi. Wie co robić, wie jakie decyzje podejmować.  Z zamiłowania natomiast jestem genealogiem i przejście na emeryturę umożliwi mi to, co od dawna planowałem. A zamierzam coś napisać, poszperać w archiwach …

KG: Ja w takim razie życzę panu, żeby te plany, zarówno zawodowe, jak i prywatne spełniły się. Dziękuję za rozmowę.

JJ:
Ja również dziękuję.


Autor: Iwona Ostrowska

Odwiedź nas na facebooku

Galeria 7