Ciekawe tematy

Terenowe Koło Hodowców Koni z historią w tle

Dodano:
garwolin - Terenowe Koło Hodowców Koni z historią w tle

Terenowe Koło Hodowców Koni zrzesza pasjonatów, ludzi, których łączy miłość do koni. Ich historia sięga początków XX wieku. O działalności koła, jego zasięgu oraz sukcesach, opowiada prezes i wieloletni hodowca Piotr Pyza.

Na zdjęciu wprowadzającym Piotr Pyza z małżonką Marią


Garwolin. Typowe małe prowincyonalne [pisownia oryginalna] nasze miasteczko, pełne brudu, bez śladu kultury. Nie ma wcale hotelu, ba! Nie ma nawet zajazdu. Na placu jednak – nieogrodzonym – niespodzianka: z górą dwieście koni włościańskich i dworskich… I jakich koni?! Jakbyś był we Francyi i Belgii. Po 700 rb. za parę wałachów. Jak Garwolin Garwolinem nic równie wspaniałego tu nie widziano.

Tak rozpoczyna się artykuł zamieszczony w gazecie Świat z 1908 roku dokumentujący pierwszą wystawę hodowców koni w Garwolinie. Mimo że realia się zmieniły, o Garwolinie już nie wspomnę, widać historia lubi się powtarzać bo coroczna impreza organizowana przez Terenowe Koło Hodowców Koni w Garwolinie niezmiennie przyciąga tłumy.

Kurier Garwoliński: Koło Hodowców Koni to kawał historii?
Piotr Pyza: Tak, dotarliśmy do materiałów z 1908 roku – wtedy odbyła się pierwsza wystawa w Garwolinie. I od tamtego czasu, przez ponad sto lat koło zaznaczyło swoją obecność na terenie powiatu garwolińskiego, szczególnie w okresie powojennym.W przyszłym roku będziemy mieć okrągłą rocznicę; 110 lat istnienia koła na terenie Powiatu Garwolińskiego. Natomiast jako Polski Związek Hodowców Koni obchodziliśmy już 120-lecie.


KG: Jak rozpoczęła się Pana działalność w Kole Hodowców Koni?
PP:
Bardzo zwyczajnie; dwanaście lat temu do wstąpienia w szeregi koła namówił mnie kolega, i tak już zostało. Tak naprawdę nigdy nie mogłem usiedzieć w miejscu, dlatego też zacząłem się udzielać społecznie. Od 2013 roku zaczęliśmy organizować Regionalne Święto Hodowców Koni w Górkach. A że cieszy się ono dużym zainteresowaniem, to i satysfakcja jest podwójna.

KG: A od kiedy jest Pan hodowcą?
PP:
Hodowcą można powiedzieć jestem od dziecka, chociaż moi rodzice nie mieli nic wspólnego z hodowlą koni, w ogóle z gospodarstwem. Za to miałem dziadka, który mieszkał na wsi. Każdą wolną chwilę spędzałem właśnie u dziadka. To on wpoił mi miłość i szacunek do zwierząt. Zawsze powtarzał, że zanim sami zjemy, musimy nakarmić zwierzę bo jesteśmy za nie odpowiedzialni. Jak nie masz ochoty dbać, oddaj, sprzedaj – powtarzał. W 2000 roku mój stryjeczny dziadek kupił konia sportowego, a kiedy zmarł, dostałem tego konia w spadku. O sprzedaży nie było mowy. Nie potrafię powiedzieć kiedy to się stało, w każdym razie zaangażowałem się w to tak bardzo, że zacząłem kupować kolejne konie. Przez około dwanaście lat hodowałem tylko konie sportowe, wyścigowe. Obecnie hoduję konie zimnokrwiste; mam trzy klacze i jednego ogiera. Moją pasję związaną z hodowlą śmiało mogę porównać do uzależnienia.

KG: Na czym opiera się działalność Terenowego Koła Hodowców Koni?
PP:
My, jako TKHK,  jesteśmy najniższą jednostką, następnie jest Wojewódzki Związek Hodowców Koni, a  jeszcze wyżej Polski Związek Hodowców Koni, który obejmuje cały kraj. WZHK ma osobowość prawną, dlatego podlegamy bezpośrednio pod nich. Biorąc pod uwagę całe województwo mazowieckie, jesteśmy największym i najprężniej działającym kołem; obecnie mamy stu dwudziestu członków. Na naszym terenie mamy zróżnicowane hodowle.  Konie zimnokrwiste stanowią 60-70% wszystkich hodowli, ale mamy również hodowle koni sportowych, na przykład u pana Roberta Talarka w Czyszkówku mamy konie czystej krwi arabskiej, są to jedne z lepszych koni w Polsce. Pan Henryk Mianowski ma konie, które w tym roku zakwalifikowały się do mistrzostw Polski. Mamy również bardzo dużo dobrych reproduktorów rasy zimnokrwistej. Spektrum działania jest bardzo duże, dotyczy to wszystkich ras. Dodatkowo możemy się pochwalić lokalną zawodniczką, reprezentantką kraju – Martą Dziak-Gierlicz, która na stałe jest w drużynie reprezentacji Polski. Trzy lata temu startowała w mistrzostwach świata.


REKLAMA:


KG: Jaki jest zasięg koła?
PP:
W zasadzie jest to koło powiatowe, ale są w nim zrzeszeni również hodowcy z powiatów ościennych. Przy okazji święta hodowców koni, przyjeżdżają do nas hodowcy z całego województwa mazowieckiego, a także z innych województw. Zauważyłem duże zainteresowanie naszą imprezą mediów, nie tylko lokalnych – relacje z tegorocznego święta pojawiły się w Programie Pierwszym Polskiego Radia, w Radiu Dzieciom, w telewizji WOT. Doczekaliśmy się nawet transmisji na żywo w TVP Info.

KG: Teatr konny, policja konna, wyścigi zaprzęgowe, skoki przez przeszkody, pokazy hodowlane w rasach –  to tylko niektóre punkty programu wrześniowej imprezy. Jak udaje się Panu ściągnąć do Górek tyle atrakcji, a co ważniejsze tłumy ludzi?
PP:
Przyjąłem sobie za cel, że to musi być coś ciekawego, w dużym tempie, ludzie nie mogą się nudzić. Pokazy trwają maksymalnie trzy, cztery godziny. To musi być esencja. Co roku staramy się wprowadzić coś nowego. W tym roku zorganizowaliśmy akcję charytatywną dla dzieci, które mogły korzystać z wszystkich atrakcji zupełnie za darmo.

Jest satysfakcja, frajda. Ludzie to doceniają. Ci, którzy przyjeżdżają do nas z zewnątrz, mówią, że w tej chwili nie widzą drugiej takiej imprezy w Polsce. To cieszy. Na pewno wkładam w to dużo serca i pracy, ale bez pomocy kolegów hodowców nie byłbym w stanie wszystkiego zorganizować. W takim wymiarze jest to nierealne. Duże podziękowania należą się proboszczowi parafii Górki, księdzu Czesławowi Kneblowi, który udostępnia nam cały teren. Lokalne władze również nas wspierają. Chciałbym z tego miejsca podziękować Wójtowi Gminy Garwolin, Marcinowi Kołodziejczykowi, Posłowi Ziemi Garwolińskiej, Grzegorzowi Woźniakowi, Staroście Powiatu Garwolińskiego, Markowi Chciałowskiemu oraz włodarzom okolicznych gmin.


KG: Jakie są Pana plany i marzenia?
PP:
Z planami bywa różnie. Co roku, średnio na tydzień przed świętem w Górkach, obiecuję sobie, że to ostatni raz. Ale kończy się impreza i zaczynam myśleć co można by zrobić w przyszłym roku. Na pewno przyjdzie taki czas, że powiem dość, ale to jeszcze nie ten moment. Dodatkowo jesteśmy na etapie tworzenia sztandaru TKHK - to dla mnie bardzo ważna kwestia. Kiedy organizacja ma swój sztandar, ona musi żyć, musi istnieć. Poza tym przygotowujemy się już do przyszłorocznej imprezy.

KG: Jest się czym pochwalić. Oby tak dalej. Życzę Panu dużo sił na kolejne lata działalności. Dziękuję za rozmowę.
PP:
Ja również dziękuję.



Autor: Iwona Ostrowska

Odwiedź nas na facebooku

Waszym zdaniem

Redakcja serwisu "Kurier Garwoliński" nie odpowiada za żadne działania Czytelników niezgodne z prawem lub regulaminem, w szczególności za treści zamieszczone w formie komentarzy. Jednocześnie w razie konieczności zastrzega sobie prawo do ich usunięcia, jeśli uznane zostaną za niezgodne z prawem lub regulaminem, a także w sytuacji, gdy uzna to za stosowne.