Ciekawe tematy

Wojciech Baduchowski w drugiej (muzycznej) odsłonie

Dodano:
garwolin - Wojciech Baduchowski w drugiej (muzycznej) odsłonie

Całkiem niedawno na stronie Kuriera Garwolińskiego ukazał się wywiad dotyczący Szkoły Tenisa Wojciecha Baduchowskiego, która świętowała swoje 25-lecie. Zgodnie z obietnicą, tym razem o muzyce, a właściwie o miłości do muzyki, muzycznej pasji , muzykowaniu.

Energii i charyzmy można mu pozazdrościć. Zresztą, jak sam przyznaje, jest głodny życia i ciągle stawia sobie nowe wyzwania. Od 12 lat tworzy zespół „Wojtek i Przyjaciele”, a na jego koncertach sala zawsze wypełniona jest po brzegi. Jak to robi? Posłuchajcie historii o tym, jak połączyć pasję z prozą życia, co zrobić żeby być wiarygodnym na scenie, albo co zrobić żeby na niej w ogóle być. O inspiracjach, pozytywnej energii i projektach muzycznych – tych zrealizowanych i tych, które dopiero powstaną.




Kurier Garwoliński: Czy pochodzi Pan z rodziny o tradycjach muzycznych?
Wojciech Baduchowski: 
Jeśli chodzi o tradycje rodzinne, takie o jakich się potocznie myśli, czyli szkoła muzyczna, rodzice z wykształceniem muzycznym, grający, śpiewający – to nie (chociaż mama grała kiedyś na skrzypcach). Ale muzyka zawsze w naszym domu była obecna. Pamiętam pierwszy gramofon Bambino. Pocztówek dźwiękowych stos, poza tym tradycja wspólnego oglądania festiwali muzycznych, wspólne śpiewanie, kolędowanie.  W tym znaczeniu dom muzyką żył cały czas. I to chyba miało  spore znaczenie, ponieważ moja córka, siostrzenice, moje chrześnice, poszły już o krok dalej kształcąc się muzycznie, grają, śpiewają. Biorąc to wszystko pod uwagę, w tym kontekście możemy mówić  już o tradycjach muzycznych.

KG: Kto zaszczepił w Panu pasję do muzyki?
WB:
Zaczęło się dosyć zwyczajnie, pierwsze szkolne akademie, potem rodzice kupili mi pierwszą gitarę. Uczyłem się sam bo, powiedzmy sobie szczerze, to były zupełnie inne czasy, to wszystko nie wyglądało tak jak teraz. Później pojawiły się historie związane z wyjazdami; obozy sportowe,   harcerskie. I na to nałożyły się wydarzenia związane z tym co działo się w Polsce w latach 80. Teksty, które pojawiały się wówczas w piosenkach Perfectu, Maanamu, Budki Suflera, Dżemu, Lady Pank, Oddziału Zamkniętego, T. Love,  – niosły za sobą silną emocję i inspirację, zresztą nadal niosą, ponieważ młode pokolenia ciągle słuchają tych kapel. Przy ogniskach graliśmy piosenki Krzysztofa Klenczona – podobał mi się jego twórczy niepokój, ale jednocześnie było w nim bardzo dużo romantyka, pogodnego gościa, który swoim głosem czarował i przyciągał. Jednocześnie nie stroniłem od muzyki z gatunku poezji śpiewanej. I tak to się wszystko zaczęło. To wszystko było dla mnie potężną inspiracją. Na tym etapie kluczem do rozwijania mojej pasji muzycznej było wejście w posiadanie stereofonicznego odbiornika Amator II b z kolumnami, a jeszcze wcześniej kasetowego Kasprzaka – kolejki po ten sprzęt były tasiemcowe, na dostawę czekało się miesiącami. Dodatkowo gramofon Emmanuel, słuchawki  plus pierwsze single, które wówczas wydał Tonpress  i już byłem w raju. Główną inspiracją dla osób, które interesowały się muzyką, każdy z mojego pokolenia to  potwierdzi,  było Polskie Radio - Muzyczna Trójka. Muzyczna poczta UKF, W tonacji trójki, nocne audycje Piotra Kaczkowskiego. Posiadanie kaset z nagraniami kapel rockowych to był obowiązek. No i te wymiany nagrań między kolegami na osiedlu, poczynając od Led Zeppelin, The Rolling Stones, The Beatles, Deep Purple, Pink Floyd itd., cała klasyka tego gatunku. Wtedy wciągnęło mnie to strasznie mocno. Z tamtego czasu pozostało mi wiele płyt, które mam do dziś.

KG:  Czyli pasja?
WB:
Kiedy nauczyłem się, na swoje potrzeby, grać na gitarze muzyka pochłonęła mnie całkowicie. Jeśli przychodzi taki moment, kiedy każdą  wolną chwilę poświęcasz  muzyce i ona wciąga cię na tyle, że nie możesz oderwać się od instrumentu, śpiewasz sobie i po porostu przechodzą cię dreszcze, to jest właśnie to. I nie chodzi tu nawet  o poziom zaawansowania -  jeżeli jest w tym tak potężna emocja, to jesteśmy w raju, w świecie pasji.



KG: Udaje się Panu łączyć pasję z pracą; naprawa, naciąganie rakiet tenisowych, a przy okazji słuchanie muzyki, płyty winylowe. Jest klimat, jest moc!
WB: 
(śmiech) Bo to ta sama energia…

KG: Od kiedy pasja przerodziła się w coś więcej? Kiedy ośmielił się Pan stanąć na scenie?
WB: 
Mój pierwszy występ na scenie to chyba rok 2004. Zaczęło się od supportu na Festiwalu Piosenki Jacka Kaczmarskiego w Garwolinie. Występowałem wtedy przed  bardzo fajnymi zespołami, które pojawiały się na festiwalu w charakterze gwiazdy wieczoru.  I to były moje początki. Tak  było kilka lat z rzędu.  Ale właściwie wszystko zaczęło się od piosenek Krzysztofa Klenczona – to był kolejny krok; W kawiarence Moja Muzyka zorganizowałem koncert pod tytułem „Gdy kiedyś znów zawołam cię” i zaprosiłem tam osoby z kręgu moich znajomych. Zagrali ze mną ten koncert chłopaki z zespołu Alien oraz na harmonijce zagrał mój przyjaciel, Janusz Izdebski. Nie zapomnę bardzo ciepłego przyjęcia publiczności.  Po tym koncercie postanowiliśmy wyjść na dużą scenę i zagraliśmy koncert Zapal świeczkę, poświęcony nieżyjącym artystom polskiej sceny rockowej. I ta formuła obowiązywała przez pierwsze siedem lat. A następnie, do tej pory włącznie, koncert odbywa się w grudniu, ciągle pojawiają się piosenki nieżyjących artystów, ale włączamy w to również perełki znanych kapel rockowych - niekoniecznie są to utwory z pierwszych pozycji list przebojów. Po tym pierwszym koncercie dostałem od znajomych. Złotą płytę z naszym zdjęciem  i wzruszającą dedykacją. To był fantastyczny koncert; mówię oczywiście o klimacie. Dodatkowo były również liczne supporty na Dniach Garwolina, pamiętam jak przed zespołem Video graliśmy dla kilku tysięcy ludzi, niesamowite uczucie...


KG: Jak Pan to robi, że na Pana koncertach zawsze są tłumy?
WB:
Mamy z żoną liczną rodzinę, to już pół sali. Nie wyjdą przez grzeczność. Druga połowa to kumple, koledzy. No nie wyjdą… ( śmiech)



KG: A tak na serio?
WB:
Ja tylko raz, właściwie przez chwilę zastanawiałem się nad tym. To się po prostu dzieje. Cały czas oscylujemy wokół repertuaru rockowego polskojęzycznego. Gramy covery, które uważam trzeba grać chociażby dlatego aby ocalić i kultywować klimaty, które w naszej rodzimej muzyce  na to zasługują. Śpiewam to tak jak czuję i są w tym emocje. Ludzie to chyba czytają, bo gdyby tego nie czytali to po prostu by ich nie było. Na dodatek na scenie towarzyszą mi ludzie, dla których muzyka to pasja,  ludzie uwrażliwieni, zaawansowani muzycznie. To wszystko sprawia, że chyba jesteśmy wiarygodni w tym co robimy. Coraz częściej zdarza mi się, że ludzie zaczepiają mnie na ulicy i pytają: „Panie Wojtku, kiedy koncert?” I to jest bardzo miłe - ale ja mam do tego ogromny dystans,  pilnuję tego  dystansu jak oka w głowie (śmiech). Chcę żeby to co robimy miało taki prawdziwy wymiar,  z bardzo przyzwoitym poziomem artystycznym, który  udało nam się chyba osiągnąć. Wojtek i Przyjaciele – bawimy się muzyką! I myślę, że w tym jest jakaś siła, która sprawia, że ludzie chcą na taki koncert przyjść.  To wszystko latami nakłada się na siebie i tworzy  pewną całość i tradycję.


KG: Sportowiec czy muzyk?
WB:
Z mojego punktu widzenia lepsze byłoby pytanie; trener czy artysta? Słowo muzyk oznacza dla mnie profesjonalistę, który zajmuje się muzyką zawodowo. Artystą jest ten, kto wychodzi do ludzi proponując im swoją interpretację szeroko rozumianego tekstu kultury. Słowo trener natomiast oznacza bliższą więź  z podopiecznym. Trener to bliższa korelacja, jest w tym więcej wysiłku, ale i więcej satysfakcji. Oczywiście to tylko kwestia terminologii, ale moją profesją jest tenis oraz praca z młodzieżą w szkole. Natomiast jeśli chodzi o muzykowanie, to jest to absolutny lajcik. Gramy już dwunasty rok i w tym gatunku imprezy z podobną tradycją nie kojarzę. Do tej pory żadnych pieniędzy za moje występy nie wziąłem.  Zatem i artysta, i trener, a może być i sportowiec, i muzyk – jeżeli ktoś potrafi zachować dystans do terminologii – a ja go mam. Co nie oznacza, że uważam, że jestem  muzykiem – po prostu bawię się muzyką. Cytując słowa jednego z artystów polskiej sceny: „Muzyka jest oceanem, kosmosem, w którym każdy coś może dla siebie znaleźć i dla każdego jest tam miejsce”. Dlatego ja nie szereguję muzyki na gorszą i lepszą, ale na bardziej i mniej  ambitną już tak. Dla jednych muzyka to proste, radosne rytmy, inni szukają w niej inspiracji do głębokich, duchowych przeżyć - kwestia oczekiwań.  I nie ma w tym nic złego, nie ma się co licytować.

KG: O gustach podobno się nie dyskutuje, ale jeśli wychodzi się na scenę, to musi Pan przyznać, że pewien poziom musi być zachowany.
WB:
Zdecydowanie. Śpiewać każdy może, ale każdy sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy chce to robić na scenie. Przez moje projekty przewinęło się około 60 osób, miałem przyjemność grać z wieloma utalentowanymi ludźmi, a jest ich w naszym mieście i powiecie wielu. Zdarzyło mi się też występować z muzykami, którzy grali z najlepszymi polskimi kapelami. I to jest fajne, że od każdego z nich czegoś się nauczyłem. Ciągle poznaję nowych ludzi, lubię z nimi przebywać. Wszystko to sprawia mi ogromną frajdę, a moim kumplom, dzięki którym projekt ciągle żyje, jestem wdzięczny i  wszystkich pozdrawiam!

KG: Wojtek i Przyjaciele, czyli …?
WB:
To właśnie ci, którzy występują ze mną gościnnie. Kiedy patrzę i słucham jak grają, to myślę, że mógłbym nosić za nimi instrumenty, zresztą jak tylko mi pozwalają to z przyjemnością to robię. Jedni przychodzą, inni znikają i za jakiś czas znowu się pojawiają. Grają ze mną młodsi, starsi. Coraz większy krąg fantastycznych ludzi, których łączy muza...


KG: Jak łączy Pan pasję z prozą życia codziennego?
WB:
Proza życia, to w potocznym rozumieniu coś co nas trochę przytłacza, przygniata. A właśnie, że nie! Bo ta proza życia i drugi biegun - święto, czyli poezja jako wartość dodana, wyższa i reglamentowana, one muszą się przenikać. I wtedy proza nie jest w kolorach szarych. Jeżeli pasja przenika tę prozę, to proza jest bardziej kolorowa i odpłaca się tym, że dzięki niej możemy realizować się w świecie swojej pasji. Trzymając się wątku muzycznego -  potrzebne są pieniądze, trzeba kupić piec, pianino, wzmacniacz, gitarę i jeżeli to wszystko się przenika, a tak jest w moim życiu, to  robi się bardziej kolorowo. I ta proza nie jest już określeniem pejoratywnym.

KG: Jest mnóstwo osób, które mają pasję, mają frajdę z tego co robią, ale im nie wyszło…
WB:
Liczy się charyzma, przekaz.  Jest wiele osób pięknie śpiewających, których niewielu chce słuchać, nie mogą znaleźć swojego miejsca, swojej bramy... Muzyka rockowa to przede wszystkim emocje, ale też wirtuozeria w wielu obszarach. Ja bawię się śpiewaniem podziwiając wielkich artystów polskiej i zagranicznej sceny, nie odczuwam ciśnienia, jestem pasjonatem - amatorem co nie oznacza, że nie mogę czegoś zrobić profesjonalnie.

KG: Czyli jest trener, jest artysta, ale i nauczyciel. Wspominał pan również o zainteresowaniach psychologią.
WB:
(śmiech) Ja w ogóle jestem głodny życia. Wychodzę mu naprzeciw. Ciągle trzeba się rozwijać, zrozumiałem to, pracowałem nad sobą długo. To wszystko mnie bardzo kręci. I ta emocja, kiedy się wychodzi na scenę do ludzi… To jest potężny ładunek frajdy, satysfakcji.


KG: A stres?
WB:
Jest, oczywiście, ale w postaci mobilizacji. No ale potem to działa tak, że jeśli się nawiąże energetyczny przekaz – a to się czuje, to jest  bardzo fajna nagroda za to wszystko. I cieszę się, że przekaz trafia do ludzi. Kiedyś ktoś zadał mi pytanie po co ja to robię? Z wielu przyczyn: bo lubię, bo chcę, bo jest energia, jest kontakt z ludźmi, którzy przenoszą się w trochę inny wymiar, w inny obszar. Masz coś, podziel się tym z ludźmi! Nie musi to od razu oznaczać ukrytej strategii zarabiania pieniędzy – niektórzy tak do tego podchodzą, nie do końca przyswajając fakt, że można coś robić tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji.

KG: Najbliższy koncert?
WB:
W niedzielę, 10 grudnia 2017 roku, godzina 19.00, CSiK w Garwolinie. Zapraszam wszystkich serdecznie. Po raz drugi wystąpi ze mną córka; bez ciśnienia z mojej strony; bo chce, bo mamy taką fają chemię, co sprawia mi ogromną radość.

KG: Jakie są Pana marzenia i plany  związane z muzyką?
WB:
Rzeczywiście plany są i wierzę, że uda mi się je zrealizować. Projektów muzycznych w głowie mam bardzo dużo. Marzy mi się duży koncert poświęcony jednemu z wykonawców. Ale po pierwsze piosenki Krzysztofa Klenczona akustycznie. I chciałbym tę płytę nagrać studyjnie. Chciałbym żeby taka płyta ujrzała światło dzienne i marzy mi się promocyjny koncert na sali w Garwolinie. W kwestii planów dojrzewam też do tego żeby  napisać jakiś tekst. Rośnie potencjał muzyczny w rodzinie, może kiedyś  zaowocuje to jakąś wspólną kompozycją. I na to wspólne muzykowanie ogromnie się cieszę.

KG: Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko kibicować aby te plany się zrealizowały.  I czekać na płytę. Dziękuję za rozmowę
WB:
Również dziękuję i  zapraszam na koncert.


Autor: Iwona Ostrowska

Odwiedź nas na facebooku

Galeria 26