Ciekawe tematy

Karate to coś więcej niż sport (wywiad z Grzegorzem Jarząbkiem)

Dodano:
garwolin - Karate to coś więcej niż sport (wywiad z Grzegorzem Jarząbkiem)

Kawę? Nie, dziękuję, staram się ograniczać, nie można sobie za bardzo pobłażać… Tak rozpoczęło się moje spotkanie z sensei [przyp. red. nauczyciel, mistrz], który z Garwolinem jest związany od wielu lat. Spokój, opanowanie, uśmiech na twarzy i godzinna rozmowa, przekonały mnie, że karate to coś więcej niż sport.

Interesujące jest to, że w dobie ciągłego pośpiechu, miliona spraw, które trzeba było zrobić na wczoraj, są zawodnicy karate, którzy mają świadomość, że będą doskonalić się w swej sztuce przez całe życie. I podchodzą do tego ze spokojem, wzajemnym szacunkiem, a przede wszystkim z pokorą. Klub liczy około 150 członków, zajęcia odbywają się, między innymi w Garwolinie, Warszawie, Siedlcach, Borowiu, Wołominie, Kobyłce.  Rozmowa z sensei 6 dan karate, 4 dan kobudo, Grzegorzem Jarząbkiem, prezesem Wołomińskiego Klubu Shorin - Ryu Karate, którego zawodnicy odnoszą nieprzeciętne sukcesy.

(na zdjęciu wprowadzającym od lewej: Kuba Jarząbek, Grzegorz Jarząbek, Kenyu Chinen, Kasia Jarząbek i Maciek Jarząbek)


KG: Od czego się zaczęło?
GJ:
Zaczęło się od książek… z serii Tomka, Alfreda Szklarskiego. Zawsze uważałem, że mężczyzna powinien umieć walczyć, dbać o siebie, o rodzinę. Początkowo miały to być zapasy, ale zabrakło mi odwagi żeby się zapisać na zajęcia, wstydliwość nie pozwalała… Przygoda z karate, to przypadek losowy. To były lata 80., kiedy w Zespole Szkół Nr 2, w Garwolinie, pojawił się plakat informujący o zapisach na karate. Więc się zapisałem. I dalej jakoś tak samo poszło.  Trenowałem 1,5 roku, potem były zajęcia w Michałówce, które prowadził pan Władysław Wcisło. Następnie poszedłem do wojska  i przestałem trenować w Michałówce. Po wyjściu z wojska podjąłem pracę w delegacji i na jednym z takich wyjazdów, dokładnie w Tarnowskich Górach, zacząłem trenować Kyokushinkai . W 1990 roku ożeniłem się i osiadłem w Kobyłce. Pewnego dnia, na drzwiach jednej z wołomińskich aptek, zauważyłem plakat promujący zajęcia shorin-ryu seibukan. Zapisałem się i trenowałem przez rok. Od 1991 roku ćwiczę shorin-ryu karate i kobudo, jestem głównym instruktorem i tak niezmiennie przez 26 lat.

 
staż karate 2006r.


KG: Sport? Pasja? Czym jest dla Pana karate?
GJ:
Karate to coś znacznie więcej niż sport. To nieustanna droga, aby nią podążać, trzeba bardzo dużej pokory i samodyscypliny. Systematycznie doskonalę swoje umiejętności podczas   treningów prowadzonych przez mistrzów: prof. dr inż.  Aleksandra Staniszewa-  Prezydenta Polskiej Unii Shorin-Ryu Karate Kobudo (PUSKK) oraz  Prezydenta Kenyu Chinena  World Oshu Kai Okinawa Shorin-Ryu Karate Do Kobudo Federation (W.O.F.). Szkolenia odbywają się w Pińczowie, Warszawie oraz Thonon le Bains we Francji, w Naha na Okinawie, w Tokio. Ciągle się uczę i stając w szeregu staram się doskonalić techniki karate i kobudo, uczę się od moich mistrzów aby przekazywać wiedzę oraz nabyte umiejętności swoim uczniom.



staż w Warszawie 2003r.


KG: Czyli nie sport, tylko styl życia?
GJ
: Chyba też nie do końca. W moim przypadku to miłość. Jestem typem człowieka, któremu ciężko coś zacząć, ale jak już zacznę, jak się odważę, to daję z siebie wszystko i jestem w tym konsekwentny.

KG: Mam wrażenie, że nic w Pana życiu nie dzieje się przypadkowo, wszystko jest zaplanowane, poukładane…
GJ:
(śmiech) To tylko pozory. Jak każdy mam swoje słabości, chociaż staram się kontrolować, ograniczać. Życie przecież niesie wiele niespodzianek, na które nie mamy wpływu.

KG: Co może Pan powiedzieć na temat swoich osiągnięć?
GJ:
Startowałem w zawodach kilka razy, między innymi w Grudziądzu, Pińczowie, Paryżu, na Mistrzostwach Europy. Moimi największymi sukcesami są sukcesy moich uczniów, jestem z nich bardzo dumny. Są wśród nich studenci, którzy mają na koncie światowe sukcesy.


Mistrzostwa Europy w Paryżu 2005r.

KG: Czym w takim razie różni się sport od sztuki walki?
GJ:
Między sportem a sztukami walki jest bardzo cienka granica. Kwestia nastawienia i sposobu treningu. Wszystko można bardzo szybko przemienić w sport. Ale nam  nie o to chodzi. Sztuka shorin-ryu karate oraz kobudo, którą uprawiam stawia nie tyle na sukcesy medalowe, co na osobisty rozwój ćwiczącego. Doskonalimy ciało i ducha pokonując własne słabości, a medale to wypadkowa naszej ciężkiej pracy.

KG: O co w takim razie chodzi w karate?
GJ:
Chodzi o idealne panowanie nad własnym ciałem i umysłem. Dla sportowców, dla kick-boxingu czy karate sportowego jest to niezrozumiałe.

KG: Jak wygląda trening?
GJ:
Karate shorin-ryu (karatedo) jest sztuką walki z Okinawy, podstawą której są określone kata i ich interpretacja nauczane "ręka w rękę". A trening jest bardzo prosty, nie ma w nim nic czarodziejskiego. Każdy trening to rozgrzewka, ćwiczenia ogólnorozwojowe, specjalistyczne, rozciągające, poprawiające motorykę, koordynację ruchową, zwiększające dynamikę i siłę. Ćwiczymy kichony, kata, indywidualnie i w parach kładąc nacisk na obronę i bezpieczeństwo.


trening z Mistrzem Pucharu Świata z 2017r.


KG: A zawody?
GJ:
Startujemy w  regionalnych turniejach shorin-ryu karate oraz Mistrzostwach Polski Shorin-Ryu Karate i Okinawa Kobudo, Akademickim Pucharze Polski Shorin-Ryu Karate oraz w W.O.F. World Cup (Pucharze Świata). Oczywiście start w zawodach jest uzależniony od funduszy każdego z zawodników. Staramy się pozyskiwać sponsorów. Bardzo się cieszę z licznych sukcesów moich studentów. Są wysokiej klasy karatekami, udowadniają to zdobywając medale na turniejach i zawodach. W ostatnich latach mamy na koncie pasmo sukcesów. Studenci Wołomińskiego Klubu Shorin- Ryu Karate prowadzą w klasyfikacji medalowej klubów w Mistrzostwach Polski od wielu lat. Podobnie w Pucharze Świata w Warszawie 2015 roku (7 złotych medali), w Pucharze Świata w Tokio w 2017 roku
(6 złotych medali). Jesteśmy taką małą potęgą (śmiech). Są to najbardziej lukratywne osiągnięcia; srebrnych i brązowych medali nie zliczę.

KG: Czyli same sukcesy…
GJ:
Sukcesy? Ja bym powiedział konsekwencja i ciężka praca.



Okinawa Naha staż 2017r.


KG: Tak, ale medale to zwieńczenie tej ciężkiej pracy, jak to inaczej nazwać?
GJ:
Chodzi o to, że najważniejsza jest wytrwałość i praca, bez niej nic samo nie przyjdzie.

KG: Pan jest trenerem swoich dzieci?
GJ:
Tak, to nie jest zbyt szczęśliwy układ, ale nie ma innej możliwości. Oczywiście, jak to dzieciaki, próbowały swoich sił w różnych dyscyplinach sportowych, ale karate wygrało. Cała trójka od czwartego roku życia systematycznie trenuje karate shorin-ryu. Nieraz wyjście z domu na trening sprawiało im wielki problem, ciekawsze, łatwiejsze są przecież chociażby gry komputerowe. Rolą rodzica jest wskazywanie drogi życiowej swoim dzieciom, jest to możliwe dzięki konsekwencji w działaniu i podejmowaniu decyzji za dziecko dla jego dobra. Systematyczne zajęcia karate, ciężka praca moich dzieci przyniosły owoce. To wielokrotni mistrzowie Polski, mistrzowie Pucharu Świata, ale najważniejsze jest to, że są mądrymi i pracowitymi ludźmi, wrażliwymi na potrzeby drugiego człowieka.


staż Thonon Francja 2015r.

KG: Od kiedy jest Pan senseiem?
GJ:
Od wielu lat. Jak wszyscy zaczynałem od białego pasa, potem żółty, kolejny i kolejny. I przyszedł taki moment, że zdałem egzamin na czarny pas. W Garwolinie prowadzę zajęcia od 1995 roku, konsekwentnie w każdy wtorek, każdy czwartek, tu nic się nie zmieniło.

KG: Jak Pan to robi?
GJ:
Ciężko pracuję, tata zawsze powtarzał: „Rób, samo się nie zrobi”. Poza tym kocham to, co robię.

KG: Jak wygląda Pana dzień?
GJ:
Rano jadę do pracy, a po południu jadę na trening, trwa on około 2-3 godziny dziennie. 

KG: Co jest najtrudniejsze w karate?
GJ:
Cierpliwość, dużo pokory. Bo zakładam, że ten, kto przychodzi na trening karate, jest pracowity. Często uśmiecham się, kiedy przychodzą do nas nowi studenci. Oni chcieliby posiąść wszystkie umiejętności tu i teraz, niemalże natychmiast; gdyby mogli je kupić, byłoby wspaniale (śmiech). Niestety, wszystko trzeba wypracować własnym potem, własnymi mięśniami, czasem nawet siłą woli, bo każdy tak ma, że czasami mu się nie chce.


przed treningiem Okinawa Naha 2017r.


KG: I Pan też? Kiedy rozmawiam z Panem, wydaje mi się, że to niemożliwe.
GJ:
Ależ ja też jestem człowiekiem… (śmiech).

KG: Jak określiłby Pan siebie jako senseia?
GJ:
Szukam sposobów, aby wydobyć z uczniów to, co najlepsze. Przede wszystkim staram się być konsekwentny. Aby przekazać im arkana karate, nieustannie podnoszę również swoje kwalifikacje.

KG: Jak Pan ocenia zawodników z Garwolina i okolic?
GJ:
Do Garwolina czuję sentyment, ponieważ jest to moje miasto, tu się urodziłem, kształciłem oraz mieszkałem przez 25 lat. Dzięki karate jestem z nim nadal związany. A jeśli chodzi o zawodników trenujących w Garwolinie, są bardzo utalentowani, zdobywają medale. Na zajęcia karate przychodzą systematycznie, ciężko pracują. Niektórzy z nich są znani nie tylko w Polsce, ale i za granicą.


Reprezentacja Polski Wołomiński Klub, Puchar Świata w Tokio 2017r.

KG: Jakie są Pana plany i marzenia?
GJ:
Trzeba się cieszyć tym, co jest. Wybiegając zbyt daleko w przyszłość, możemy zapomnieć o tym co jest dzisiaj. Potrafię cieszyć się z małych rzeczy, jestem zdrowy, mam dzieci, rodzinę, wnuka; mam nadzieję, że będzie ćwiczył karate (śmiech). Czuję się spełniony. Oczywiście jakieś ukryte marzenia mam, tak jak każdy. Ale staram się żyć teraźniejszością, cieszyć się z dnia dzisiejszego, doceniać to, co mam tu i teraz.

KG: Dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że tych powodów do radości będzie coraz więcej, również w 2018 roku.



staż Thonon we Francji 2016r.


Odwiedź nas na facebooku

Galeria 7