Ciekawe tematy z Garwolina

Michał Pyza: Nigdy się nie poddaję

Dodano:
garwolin - Michał Pyza: Nigdy się nie poddaję

Pochodzi z Górek koło Garwolina. Jego przygoda konstruktorska rozpoczęła się na studiach, wtedy też pojawiły się pierwsze sukcesy. Opracowana przez niego ruchoma kładka dla pieszych jest efektem poszukiwań innowacyjnych rozwiązań w budownictwie. To pierwszy tego typu projekt w Polsce, który wprowadza ruch w konstrukcję. Obecnie zainteresował się przemysłem kosmicznym. Tu też ma na koncie świeży sukces - zawody Spaceport America Cup 2019, w których jego team zajął drugie miejsce.



Kurier Garwoliński: Zaczęło się od...?
Michał Pyza:
Trudno powiedzieć. Od dziecka uwielbiałem majsterkować. W wieku 8 lat dostałem swoją skrzynkę z narzędziami, która była moim pierwszym warsztatem. Uwielbiałem pomagać tacie, tu coś przykręcić, tam coś przypiłować (śmiech). Większość wolnego czasu spędzałem pomagając tacie przy hodowli koni (wywiad z Piotrem Pyzą, tatą Michała TUTAJ). Muszę przyznać, że tamten etap bardzo ukształtowało mój charakter, przede wszystkim pokazał mi, że ciężką, sumienną pracą można zdziałać wszystko.

KG: Potem był etap liceum i przyszedł czas na wybór studiów. To był ten wymarzony kierunek?
MP:
Nie do końca. Po ukończeniu liceum nie wiedziałem co chce dokładnie robić. Wiedziałem, że musi to być coś związanego z techniką, ale nie miałem pojęcia co to ma być dokładnie. Przez całkowity przypadek zacząłem studia na kierunku budownictwo w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

KG: Konkursy to rodzaj sprawdzenia siebie?
MP:
Tak, coś w tym rodzaju (śmiech). Pierwsze dwa lata studiów to poznawanie miasta, uczelni oraz ludzi. Gdy zaczęło brakować nowych wyzwań, a zajęcia nie zaspokajały w pełni mojej ciekawości, razem z kolegą, Piotrem Roszkowskim postanowiliśmy wziąć udział w ogólnopolskim konkursie „Most 3D Wanted”, w którym zadaniem było zaprojektowanie oraz wykonanie modelu mostu za pomocą druku 3d. I udało się, debiutując zajęliśmy trzecie miejsce, wygrywając ze starszymi kolegami z całego kraju. Jak to się mówi apetyt rośnie w miarę jedzenia– tak było w naszym przypadku. Po tym sukcesie, chcieliśmy iść dalej i stworzyć coś ciekawszego niż mały nieruchomy model.

KG: Jak narodził się pomysł stworzenia ruchomej kładki?
MP
: Od początku w naszych działaniach pomagał nam dr inż. Henryk Ciurej, który inspirował oraz wspierał nas merytorycznie. Nie inaczej było i tym razem, gdy w poszukiwaniu nowego wyzwania pokazał nam zwijaną kładkę dla pieszych, „Rolling bridge”, która znajduje się w centrum Londynu. Stwierdziliśmy, że budowa takiej kładki na AGH będzie niesamowitym wyzwaniem i świetną zabawą.





KG: Od razu wiedzieliście jak ten pomysł zrealizujecie?
MP
: Zdecydowanie nie. Budowa kładki nie była takim prostym zadaniem, jak model drukowany na drukarce 3D. Londyńska kładka była tylko inspiracją, ale wszystko musieliśmy zaprojektować od początku. Zależało nam na tym, żeby kładka, pomimo że to tylko model, mogła być w pewnym stopniu możliwa do użytku. Dlatego stwierdziliśmy, że zbudujemy ją w skali  ¼, w porównaniu z oryginalną kładką.

KG: Na jakim etapie pojawiły się pierwsze problemy?
MP:
Problemy napotykaliśmy od samego początku; od braków merytorycznych dotyczących budowy ruchomego obiektu budowlanego (na studiach tego nie uczą), kończąc na środkach finansowych, bez których, jak wiadomo żaden projekt nie ma racji bytu.
Dlatego musieliśmy znaleźć sponsorów, którzy sfinansują nasz pomysł. Prezesi firm nie rozdają pieniędzy na prawo i lewo, bardzo rozważnie lokują je w odpowiednie inwestycje. Dlatego naprawdę musieliśmy się napracować, żeby przekonać kogoś do studenckiego projektu. Grunt to dobrze sprzedać swój pomysł. Po wielu nieudanych próbach udało nam się namówić do współpracy firmę MP Mosty, która zdecydowała się w całości sfinansować nasz projekt. Zapewnienie finansowania pozwoliło nam się wreszcie skupić na części merytorycznej.

KG: Jak długo powstawała kładka?
MP:
Projekt, od pierwszego pomysłu, do w pełni działającego modelu, trwał około 1,5 roku i zakończył się obroną pracy inżynierskiej na ten temat.

REKLAMA:


KG: Jak finalnie wygląda kładka?
MP:
Ostateczny model składał się z 8 segmentów poruszanych przez 7 par siłowników elektrycznych. W pozycji rozłożonej rozpiętość modelu to około 3,5 metra, szerokość 0,5 metra. Gdy kładka jest rozłożona, mogą na niej przebywać dwie dorosłe osoby.

KG: Po tym sukcesie chciałeś więcej?
MP:
Ne do końca chodzi o to więcej, po prostu konstruowanie jest dla mnie czymś  fascynującym. Jeszcze pracując nad kładką, dołączyłem do koła naukowego „AGH Space Systems”, zajmującego się zagadnieniami z przemysłu kosmicznego. Częściowo z ciekawości, trochę z chęci sprawdzenia samego siebie...
Koło składało się w tamtym czasie z trzech sekcji: rakietowej zajmującej się budową rakiet sondujących, sekcji Cansata przygotowującej sondę atmosferyczną na zawody w USA oraz sekcji Łazika. Dołączyłem do sekcji rakietowej bo wydawało mi się to najbardziej ekscytujące. Od razu zostałem dołączony do prac nad strukturą rakiety, która miała powstać w kole. Po kilku miesiącach pracy udało nam się zbudować rakietę o napędzie hybrydowym, o nazwie „Bagieta”, która odbyła swój pierwszy lot na pustyni błędowskiej.



KG: Jak to się stało, że postanowiliście wziąć udział w największych na świecie mistrzostwach inżynierii rakietowej Spaceport America Cup...
MP:
  To jedyna możliwość zmierzenia się z największymi uczelniami technicznymi na świecie oraz zdobycia nowych doświadczeń. Razem z moim teamem zbudowaliśmy rakietę hybrydową „Panda 3”, na zawody Spaceport America Cup 2018. Pomimo uzyskania pozytywnych ocen sędziów oraz pozwolenie na start, elektronika rakiety odmówiła współpracy. Rakieta nie wystartowała zajmując dziewiąte miejsce w swojej kategorii. W tych samych zawodach brał udział drugi team z naszego koła, z rakietą “Turbulencja” zasilaną paliwem ciekłym. “Turbulencja” debiutując zajęła 2 miejsce w swojej kategorii. To naprawdę duży sukces.



KG: Opowiedz o przygotowaniach do  tegorocznego konkursu.
MP:
Po debiucie w zawodach Spaceport America Cup 2018 zdecydowaliśmy się przygotować nową rakietę na zawody odbywające się w czerwcu 2019 roku. W oparciu o ubiegłoroczne doświadczenia oraz wyciągnięte wnioski z poprzedniego projektu, nasz zespół stworzył rakietę „PROtotype”. Jest to rakieta sondujące zasilana silnikiem hybrydowym o ciągu 3 kN. Głównym celem misji było wyniesienie 4 kg ładunku badawczego na 10 000 ft (około 3 km) oraz odzysk rakiety. Podczas pracy nad rakietą zbudowaliśmy nowy silnik hybrydowy pracujący na poliamidzie oraz podtlenku azotu. Do tego układ paliwowy z systemem rozpalania silnia oraz układami bezpieczeństwa. W naszym przypadku payload był to eksperyment biologiczny z pszczołami. Miał on pokazać wpływ przeciążeń podczas startu oraz lotu na pszczoły. System dwustopniowego odzysku miał za zadanie bezpiecznie po locie sprowadzić rakietę na ziemię. Składał się on z dwóch spadochronów uwalnianych w odpowiedniej sekwencji. Nad wszystkimi wymienionymi systemami pracowaliśmy cały rok tak, aby jak najlepiej zaprezentować się na zawodach w Nowym Meksyku.

KG: Tym razem się udało?
MP:
Już od pierwszego dnia zawodów zostaliśmy docenieni przez sędziów za ciekawe rozwiązania techniczne, co było nie lada wyzwaniem, zwłaszcza gdy konkuruje się z najlepszymi uczelniami technicznymi z USA. Po uzyskaniu pozwoleń, byliśmy w pełni gotowi do lotu. Niestety nie mogło się obejść bez problemów. Podczas pierwszej próby nie udało się zatankować rakiety potrzebnym do lotu utleniaczem. Po diagnozie i naprawie usterki, podjęliśmy próbę lotu w kolejnym dniu zawodów. Rakieta wystartowała, lecz nie do końca sprawny układ paliwowy nie pozwolił na poprawny lot. Pomimo problemów nasza praca została bardzo dobrze oceniona przez sędziów. Pozwoliło nam to na zajęcie drugiego miejsca w naszej kategorii. Dodatkowo zostaliśmy nagrodzeni specjalną nagrodą „Jim Furfaro Award for Technical Excellence” za rozwiązania techniczne, którą podczas zawodów przyznaje się tylko jednej drużynie.

KG: Nad  czym obecnie pracujesz? Czym się zajmujesz?
MP:
Lipiec i sierpień to czas, kiedy trzeba podładować akumulatory, ale zapewne od września rozpoczniemy pracę nad ulepszoną wersją rakiety tak by w przyszłym roku wrócić z  pierwszym miejscem. Nigdy się nie poddaję (śmiech).

KG: Jakie masz marzenia?
MP:
Chciałbym, żeby przemysł kosmiczny w Polsce był tak rozwinięty jak w Stanach Zjednoczonych albo na zachodzie Europy. Dawałoby to większe możliwości oraz szersze perspektywy.  Chociaż ostatnie lata pokazują, że powoli gonimy resztę świata. Zatem jest duża szansa na coraz ciekawsze projekty również u nas, a co za tym idzie możliwość pracy przy tego typu projektach. I tego sobie życzę...


Odwiedź nas na facebooku