Ciekawe tematy

Robię swoje – rozmowa z Martyną Szczęch

Dodano:
garwolin -  Robię swoje – rozmowa z Martyną Szczęch

Zastanawiam się jak przedstawić dziewczynę, którą większość z nas kojarzy z występów Must be the music. Wtedy 13-letnia Martyna Szczęch, obecnie 21-letnia Martina Collins, bo pod takim pseudonimem artystycznym tworzy. Młoda, przebojowa, pewna siebie, nie boi się wyzwań ani komentarzy na swój temat. Ma spory dystans do siebie i to pomaga jej w branży muzycznej. Co jest w niej cenne? Przede wszystkim to, że nie traci czasu, działa.


Kurier Garwoliński: Śpiewasz od…?
Martina Collins:
Śpiewam od dziecka. Pochodzę z małej miejscowości  Kaleń Drugi, gmina Sobolew. W szkole podstawowej nauczyciele poszukiwali osób, które mogłyby muzycznie reprezentować szkołę, dlatego brałam udział w lokalnych konkursach międzyszkolnych i gminnych. Wtedy wkręciłam się w śpiew dosyć mocno, była to dla mnie frajda. Potem podjęłam naukę w szkole muzycznej, w Garwolinie, do której zaczęłam uczęszczać od pierwszej klasy gimnazjum. A tam, wiadomo, koncerty, występy. Podobało mi się to na tyle, że postanowiłam coś z tym zrobić. Moja siostra zobaczyła spot w TV, było to zaproszenie na precasting do I edycji Must be the music. No i rodzina mnie namówiła (śmiech).


KG: Co wtedy czułaś?
MC:
Nie docierało to do mnie, miałam wtedy 13 lat. Nie bardzo wiedziałam na czym polegają występy w tego typu programach i z jakim stresem przyjdzie mi się zmierzyć. Media zainteresowały się mną głównie ze względu na to, że zaśpiewałam piosenkę Miley Cyrus. Stwierdzono, że jestem do niej bardzo podobna i nawet podobnie byłam ubrana podczas mojego występu. Zaczęto mnie określać mianem polskiej Miley Cyrus, a w tle dyskusje dotyczące podobieństwa. Pojawiły się również różne komentarze w sieci. Komentowano nie tylko mój głos, ale i wygląd. Dla 13-letniej dziewczyny to mega cios. Wtedy za wszelką cenę chciałam się odciąć od tamtego występu, nie chciałam być postrzegana przez pryzmat Miley Cyrus. Ale ostatnio do tego wróciłam, coraz częściej sama przyklejam sobie tę łatkę (śmiech).

KG: Skąd ta zmiana?
MC:
Po prostu ludzie kojarzyli mnie właśnie z występu w Must be the music. To był punkt zaczepienia. Zresztą teraz nie przejmuję się tym, co mówili inni, konsekwentnie robię swoje.

KG: To znaczy, że nie interesuje Cię opinia innych?
MC:
Wcale tak nie jest. Ale teraz podchodzę do tego zupełnie inaczej, niż wcześniej. Prezentując się publicznie na scenie, zawsze jesteśmy narażeni na krytykę ze strony innych ludzi. Takie są blaski i cienie tego zawodu.


KG: Co połączyło Cię z Garwolinem?
MC:
„Przyczepiłam” się Garwolina, albo Garwolin „przyczepił” się mnie (śmiech). A tak poważnie, to w Garwolinie stawiałam swoje pierwsze kroki na dużej scenie. Miałam okazję supporrtować Polskie gwiazdy: Doda, Myslovitz, Red Lips, Enej. Koncertowałam dużo uczęszczając do szkoły muzycznej. Po koncercie na dniach Garwolina podszedł do mnie chłopak i zaproponował współpracę, to był Jakub Liszko, który pochodzi z Garwolina. I tak już zostało, tworzymy razem od 8 lat.

KG: Opowiedz o tym, czym zajmowałaś się przez te lata?
MC:
Pierwsze profesjonalnie nagrane  covery powstawały  właśnie u Kuby, w jego studio. Pierwszym większym wspólnym projektem była piosenka „Your Love”, to było na początku liceum. Potem Ariana Grande - zrobiliśmy własną aranżację i teledysk do piosenki „Side to Side”. I to było już coś, bo usłyszałam dużo pochlebnych opinii. Następnie nadszedł czas na moją autorską  piosenkę „Be my KING.”  Jest w niej coś niezwykłego – jest moim,  jak ja to nazywam – pierwszym dzieckiem. Tekst, video, aranżacja – wszystko było moim pomysłem. No i nadszedł czas na moją drugą, tegoroczną piosenkę „Life of the Party”. Kuba zaproponował mi żebyśmy nagrali piosenkę z amerykańskimi producentami, którzy tworzyli między innymi dla: Rihanna, Ushera czy Jay-Z. Produkcja trwała około roku.

KG: Jak wyglądał proces tworzenie tej piosenki?
MC:
Nagrania w studio trwały od września do grudnia 2017 roku, potem wzięliśmy się za video. Niestety pierwsze video zostało wyrzucone do kosza. Drugie podejście: 19 kwietnia pojechaliśmy do Lublina większą ekipą, z prawdziwymi filmowcami. Po 11 godzinach pracy non stop, zobaczyłam co to znaczy ciężka praca w tej branży.

REKLAMA:


KG: Mówiłaś, że pojawiało się wiele propozycji związanych z muzyką. Skąd wiedziałaś, które są dobre, a które przyniosłyby więcej szkody, niż pożytku?
MC:
Szczerze powiedziawszy do wszystkiego podchodzę z dużym dystansem, żeby nie powiedzieć z nieufnością. Dlatego na większość propozycji od „specjalistów  z branży”, odpowiadałam stanowczo NIE – dziękuję. Nie lubię nagabywania. Obecnie podjęłam współpracę z menedżerem, który koordynuje moje wszystkie formalne sprawy. Mam też oczywiście „osobistego” menedżera, mojego tatę, który nigdy mnie nie opuszcza (śmiech). Niestety mam też negatywne doświadczenia; kiedyś w JuraParku w Bałtowie, z którym współpracuję, spotkałam znaną osobę z branży muzycznej, po krótkiej współpracy zostałam oszukana, wówczas bardzo się rozczarowałam.


KG: Jaki masz sposób na siebie? Jak zaistnieć? Jak się przebić? Konkurencja jest ogromna…
MC:
Myślę, że trzeba robić coś swojego, z czym będziemy mogli się utożsamiać. Poza tym trzeba mieć własny styl. Sam śpiew nie będzie wystarczający, kiedy nie na scenie nic nie będzie się działo. Jeśli już coś robić, to z przytupem (śmiech). Mimo wszystko nie nastawiam się na autopromocję, to wymaga czasu, a studiując i jednocześnie pracując tego czasu mam mało, stąd współpraca z menedżerem. Współpracujemy razem od czerwca tego roku, obecnie przygotowujemy plan działań, aby wiosną 2019 roku ruszyć z koncertami.

KG: Piosenki, teledyski – to wymaga wkładu finansowego. Skąd pozyskujesz na to fundusze?
MC:
Ja jestem w dobrej sytuacji, ponieważ mocno wspiera mnie rodzina. Trudno jest znaleźć sponsorów.



KG: A koncerty?
MC:
To wszystko zależy od tego czy przypadkiem nie robi się czegoś po znajomości (śmiech). Dlatego potrzebny jest menedżer, który podejdzie do wszystkiego na chłodno.

KG: Kto jest Twoim muzycznym idolem?
MC:
Osobiście nie mam kogoś takiego, na kim się wzoruję, ale oczywiście mam swoich idoli. Wokalistką wszech czasów, moim zdaniem jest Ariana Grande. Jeśli chodzi o polskich wykonawców, to grupą, która daje mi naprawdę dużo pozytywnej energii, jest zespół Łąki Łan. Mogłabym ich oglądać i słuchać codziennie.

KG: Czym zajmujesz się na co dzień?
MC:
Moja praca zupełnie nie ma związku z muzyką. Na co dzień pracuję Fundacji DKMS dawców szpiku. Poza tym studiuję dziennikarstwo i komunikację społeczną. Ale to była zbyt pochopna decyzja. Na szczęście mam możliwość wyboru specjalizacji, która bardziej mnie interesuje.

KG: Twój start w Miss Warszawy 2018, to ukłon w stronę modelingu? Myślisz o tym?
MC:
Skąd. O castingu dowiedziałam się od koleżanek z pracy. Ten start był dla mnie czymś w rodzaju sprawdzianu i oczywiście cennym doświadczeniem. Oczywiście, na casting weszłam z przytupem (śmiech). Nie lubię być w miejscu, w którym nic się nie dzieje. Rozgrzewałam atmosferę, bo wbrew pozorom modelki są bardzo poważne.

KG: A co z muzyką?
MC:
Trudno powiedzieć. Niedawno uświadomiłam sobie, że jestem bardziej nastawiona na tworzenie. Dla mnie sam proces tworzenia muzyki, pisania tekstów to coś pięknego i niezwykłego. Oczywiście występy na scenie są dopełnieniem twórczości i na dzień dzisiejszy nie zrezygnuję z tego.



KG: Masz jakieś motto życiowe?
MC:
„Myśl dobrze, mów dobrze, rób dobrze, a będzie dobrze”. To słowa z piosenki, które zapamiętałam i które często sobie powtarzam. Mimo wszystko przez muzykę straciłam wiele osób, które były mi bliskie.
 
KG: Co ci zarzucali?
MC:
Na przykład, że nie mam dla nich czasu. Często pojawiały się pytania dlaczego to tak zrobiłam, dlaczego ich nie uwzględniłam, itp. Trzeba sobie uświadomić, że jeśli ktoś się w coś angażuje, niezależnie od branży, to często tego czasu zwyczajnie brakuje. 

KG: Jakie są pozytywy?
MC:
Super jest to, że ciągle poznajesz wielu nowych, często ciekawych ludzi. Zawsze myślałam, że jeśli nie jesteś znana, to nikt z tobą nie zechce rozmawiać. Okazuje się, że nic bardziej mylnego, ludzie naprawdę są otwarci.

KG: Jakie masz plany na przyszłość?
MC:
Co prawda moje plany na przyszłość w dużym stopniu  związane są z muzyką, ale dla mnie najbardziej liczy się rodzina, dlatego do trzydziestki chcę założyć swoją rodzinę.

KG: Czyli szalona, ale jednak tradycjonalistka?
MC:
Tak, jak najbardziej (śmiech).


Odwiedź nas na facebooku