Historia Sylwii pokazuje, jak szybko może zmienić się życie. Najpierw pojawił się niedowład nogi. Potem była wizyta w szpitalu i rezonans. Wynik? Guz na kręgosłupie. Dwa dni później kobieta była już na stole operacyjnym. Lekarze mieli podjąć próbę odbarczenia guza – jeśli to okaże się możliwe. Niestety, spełnił się najczarniejszy scenariusz. Guz okazał się nieoperacyjny.
To glejak stożka rdzenia IV stopnia złośliwości – bardzo rzadki i niezwykle agresywny nowotwór. Jego usunięcie oznaczałoby całkowite porażenie, dlatego lekarze nie podjęli się operacji.
„Żyję z wyrokiem”
Sylwia nie ukrywa, że usłyszała bardzo trudne rokowania. Choroba postępuje szybko. Dziś porusza się na wózku. Jest w stanie zrobić zaledwie kilka kroków. Każdy dzień przynosi pogorszenie stanu zdrowia.
– Mam świadomość, że całkowite porażenie i tak nastąpi. Po prostu nie wiem kiedy – mówi.
Rozpoczęła już leczenie – chemioterapię i radioterapię, które mają spowolnić rozwój choroby. Równolegle konieczna jest intensywna rehabilitacja.
Największym bólem dla Sylwii nie jest jednak sama choroba. To jej dzieci. Leoś ma 7 lat, Rysio 4, a najmłodszy Stefcio zaledwie 2 lata. To jeszcze bardzo małe dzieci, które widzą, że mama nie chodzi, ale nie rozumieją, co tak naprawdę się dzieje.
– Nie chcę myśleć o tym, że mnie zabraknie w ich życiu, że nie zobaczę, jak dorastają – przyznaje.
Codzienność pełna barier
Choroba zmieniła życie całej rodziny. Mąż Sylwii musiał ograniczyć pracę, by się nią opiekować. Każdy wyjazd do lekarza to ogromne wyzwanie – rodzina mieszka na trzecim piętrze, w bloku bez windy.
A leczenie dopiero się zaczyna. Przez najbliższe tygodnie Sylwia będzie codziennie dojeżdżać około 50 kilometrów do Warszawy.
Trwa walka i zbiórka
Dla Sylwii i jej bliskich rozpoczął się najtrudniejszy czas. Koszty leczenia, rehabilitacji i codziennego funkcjonowania są ogromne. Dlatego ruszyła zbiórka, której celem jest wsparcie tej walki. Na dziś udało się zebrać część potrzebnej kwoty, ale do celu wciąż brakuje ponad 100 tysięcy złotych.
Każda wpłata to realna pomoc – i nadzieja. Sylwia nie prosi o wiele. Chce tylko jednego – mieć szansę być jak najdłużej przy swoich dzieciach.
– Proszę, dołączcie do mojej walki i pomóżcie mi ją wygrać – apeluje.

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.