O stanie rozwoju ówczesnego rzemiosła dowiadujemy się z łamów tygodnika naukowego, społecznego, literackiego i politycznego "Ogniowo". W numerze 47. z 14 listopada 1903 roku (rok I), w tekście N. Rabka pt. "Garwolin (O drobnym przemyśle w powiecie garwolińskim)", na stronie 232. (strony łączone), czytamy (pisownia oryginalna): "Sitarstwo słabo jest rozwinięte. Siciarze zamieszkują tylko okolice Żelechowa, mianowicie: jeden w Zakrzówku, jeden w Kotłówce, dwu w Budkach Zadybskich i dwu w Żelechowie. Ojcowie lub dziadowie ich przybyli z Biłgoraja; kupują włosień u Żydów, płacąc 50 - 60 kop. za funt, wyrabiają plócicnkasami, lub sprowadzają gotowe z Biłgoraja. Sita wyrabiają najzwyklejsze w cenie 20 - 25 kop. za sztukę, sprzedają po jarmarkach w bliższej okolicy: w Garwolinie, Rykach, Żelechowie, Adamowie. Specjalnie samym sitarstwem nie zajmują się, gdyż z powodu niewielkiego odbytu (sita metalowe wypierają ich towar) nie mogliby się utrzymać, skutkiem tego specjalność swoją traktują jako dodatek przy głównym zajęciu na roli. Sit jedwabnych, droższych, na potrzeby aptek nie wyrabiają".
Polewę sprowadzali z Warszawy
Garncarstwo, wcześniej dosyć rozwinięte, na początku wieku, stopniowo zanikało. Garncarze znajdowali się jeszcze w osadach Łaskarzewie i Osiecku. W tym ostatnim z 30 garncarzy stale pracowało 15.
Fragment tekstu: "Garncarze utrzymują, że mają bardzo lichy zarobek z powodu drogiego drzewa i niewielkiego odbytu na swój towar, wypierany powoli przez garnki żelazne; sami czują, że garncarstwo nie ma przyszłości. Wyrabiają garnki, miski, wazony i t. p. i sprzedają tylko w bliższych okolicach na jarmarkach. Polewę sprowadzają z Warszawy".
Kuśnierstwo istniało tylko pomiędzy mieszczanami w Garwolinie, którzy mieli swój cech oddzielny, zatwierdzony 100 lat wcześniej. Specjalność wyrobu kożuchów przechodziła z ojca na syna, jednak z samego rzemiosła nie mogliby się utrzymać, traktując przeto je jako dodatkowe zajęcie przy głównej pracy na roli.
"Ogniowo": "Skóry zakupują u Tatarów w Charkowie i u Czerkiesów na Kaukazie, płacąc mniej więcej po 1,65 rb. na miejscu. Wyrobione kożuchy w cenie rb. 8 - 14 sprzedają w ciągu trzech miesięcy, t. j. w październiku, listopadzie i grudniu, w Parysowie, Łaskarzewie na jarmarkach, pewną część towaru zbywają na jarmarku w Łowiczu. Na kożuch wychodzi cztery skóry. Kuśnierze opowiadają, że każda okolica kraju ma swój właściwy ubiór, i to im mocno utrudnia sprzedaż towaru. Mieszczan w Garwolinie, zajmujących się kuśnierstwem jest kilkunastu, niektórzy z nich trzymają po kilku czeladników".
Traktowali wyrób koszyków jako dodatkowe zajęcie
Na przestrzeni przeszło 50 wiorst powiat garwoliński od strony zachodniej graniczył z Wisłą. Grunta włościańskie lub miejskie sześciu gmin: Warszawice, Sobienie Jeziory, Wilga, Podłęż, Maciejowice i Stężyca dotykały bezpośrednio rzeki, przedstawiając przeto naturalny teren do plantacji wierzby koszykowej, w jednej gminie Sobienie Jeziory przeszło 60 mórg ziemi nadbrzeżnej zajętych było pod wiklinę.
Na stronie 132. czytamy: "Ludzi specjalnie wykwalifikowanych w koszykarstwie niema, znajduje się około 10 koszykarzy - samouczków, z miejscowych młodszych gospodarzy w Sobieniach i okolicy, którzy zapoczątkowali swój przemysł od 8 - 10 lat, wyrabiają kufry, walizki, kosze i t. p., skupowywane przeważnie przez Żydów i sprzedawane w Warszawie, zresztą wszystkie prądki zakupywane są przez koszykarzy z Siekierek i Góry Kalwarji w cenie do rb. 6 za centnar białych. Brzegi Wisły porastają wikliną, plantacji niema żadnych".|
Przyszłość koszykarstwa nad Wisłą w granicach powiatu garwolińskiego na początku XX wieku wydawała się wielka, albowiem znaczne przestrzenie zajęte były pod samorodną wiklinę, która bez żadnych nakładów sama się odnawiała, będąc zasilana wylewami Wisły. Dla rozwoju koszykarstwa niezbędnym stało się założenie szkoły koszykarskiej w osadzie Sobienie lub we wsi Wildze albo utrzymanie odpowiedniego instruktora przy szkołach ludowych.
Fragment tekstu: "Dzieci, dosyć licznie uczęszczające do pomienionych szkółek, z łatwością przyuczyłyby się do wszelkich robót koszykarskich. Dzisiaj trafiający się zrzadka koszykarze traktują wyrób koszyków jako dodatkowe zajęcie przy swej pracy na roli. We wsi Korzeniowie, położonej nad Wieprzem, stanowiącym południową granicę powiatu, bardzo wielu miejscowych gospodarzy zakupują w okolicznych majątkach prądki i wywabiają grubszą tylko robotę: kosze, koszyki, opałki, półkoszki i t. p. i sprzedają swoje wyroby w Rykach".
Było paru takich, którzy trzymali do 12 robotników
Mieszczanie żelechowscy od początku wieku XIX uprawiali szewstwo, które od roku około 1890 - z chwilą wyrobionego odbytu na rynkach Cesarstwa - zaczynało się silnie rozwijać i przybierać większe rozmiary. W 1903 roku Żelechów posiadał około 400 majstrów z czeladnikami i zużytkowywał całkowitą produkcję miejscowych 17 garbarni, znajdujących się w rękach żydowskich - podeszwy sprowadzali z Warszawy.
"Ogniowo": "Wyrabiany przez nich towar, pośledniego gatunku, w cenie po 2.85 - 3.00 -3.50 za parę butów, wyłącznie jest wywożony do Cesarstwa i sprzedawany w Berdyczowie, Łucku, Kiszyniowie, Odesie, Połtawie, Bałcie, Orenburgu i innych, idzie i na Kaukaz. Kilku z mieszczan wyrabia kamasze z materjału sprowadzanego z Warszawy, w cenie od 3.40 do 4.10, odchodzący do Cesarstwa. Trudno na razie obliczyć roczną produkcję, w każdym razie wywozi się przeszło 100 tysięcy par obuwia wartości około 400 tys. rubli".
W Żelechowie znajdowało się około 200 warsztatów z 3 - 5 robotnikami przy warsztacie. Było też paru takich, którzy trzymali do 12 robotników i więcej. Żelechowscy szewcy byli przeważnie mieszczanami. Pomiędzy nimi znajdowało się wielu Żydów, którzy mieli swe posesje, niektórzy i grunty - wyłącznie zajmowali się szewstwem. Brak jednak ułatwionego i dogodnego kredytu wpływał, że pomimo licznych obstalunków nie ciągnęli tych korzyści, jakie zapewnić by im mogło stale wzrastające zapotrzebowanie towaru do Cesarstwa.
Na stronie 133. czytamy: "Przed paru laty otwarto w Żelechowie prywatną instytucję kredytową i szewcy miejscowi mogą otrzymać gotówkę przy złożeniu na zastaw dowodów kolejowych o wysłanym towarze i pomimo, że jest kredyt krótkoterminowy i obłożony wysokim procentem, jednak rzemieślnicy skwapliwie korzystają z niego, jako jedynego źródła otrzymania w każdym czasie gotowizny. W Żelechowie założono przed dwoma łaty Tow. pożyczkowo-oszczędnościowe; nic rozporządzając jednak odpowiedniemi funduszami, w żaden sposób nie może zaspokoić licznych zapotrzebowań. W miejscowej kasie gminnej można czasem otrzymać niewielką pożyczkę, chociaż mieszczanom bardzo niechętnie udzielają z powyższego źródła pożyczek. Kasa miejska posiada swego kapitału przeszło 30 tysięcy rubli unieruchomionego w depozytach państwowych".

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.