Od domu do domu, od serca do serca. Powrót „Dziękusa” w Gocławiu

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: ok

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z powiatu garwolińskiegoNa Mazowszu były takie dni, kiedy ciszę wsi przerywał śpiew, śmiech i dźwięk akordeonu. W Niedzielę Wielkanocną ten klimat powrócił do Gocławia. Po latach przerwy na ulice znów wyszli dyngusiarze – niosąc ze sobą nie tylko muzykę, ale i pamięć o dawnych czasach.
reklama

Po wielu latach przerwy na ulice Gocławia powróciła jedna z najpiękniejszych wielkanocnych tradycji. W Niedzielę Wielkanocną mieszkańcy mogli ponownie zobaczyć i usłyszeć dyngusiarzy, którzy z muzyką, śpiewem i życzeniami odwiedzali domy, przywracając dawny klimat świąt.

Dawny zwyczaj, który budował wspólnotę

Chodzenie „po dyngusie”, znane na Mazowszu jako „Dziękus”, było jednym z najbardziej barwnych zwyczajów wielkanocnych. Rozpoczynało się często już po zmroku w Niedzielę Wielkanocną i trwało do późnych godzin nocnych, a nawet do poranka w Poniedziałek Wielkanocny.

Po wsiach wędrowały grupy młodych mężczyzn – kawalerów, ubranych odświętnie, często w kilkunastoosobowych zespołach. Towarzyszyła im muzyka, śpiew i charakterystyczne atrybuty: wózki dyngusowe, kosze na datki czy drewniane sikawki do oblewania wodą.

reklama

Odwiedzali domy, szczególnie te, w których mieszkały panny. Śpiewali pieśni dyngusowe – życzące, żartobliwe, czasem zaczepne, ale zawsze pełne uroku i lokalnego kolorytu:

„W tym okienku firaneczki,
Są tu ładne panieneczki,
Jedna mała, jedna duża,
A ta trzecia jest jak róża…”

„Wykup” i gościnność

Ważnym elementem tradycji był tzw. „wykup”. Gospodarze zapraszali dyngusiarzy do środka i częstowali ich tym, co najlepsze – jajkami, wędlinami czy domowymi wypiekami. W zamian mogli liczyć na życzenia pomyślności i… uniknięcie oblania wodą. Był to czas otwartych drzwi, serdeczności i budowania sąsiedzkich relacji. Dyngusiarze nie byli intruzami – byli mile widzianymi gośćmi.

reklama

Równolegle po wsiach chodziły także dziewczęta z gaikiem – zielonym, przystrojonym drzewkiem, symbolem odradzającego się życia i wiosny. Ten obraz dopełniał wielkanocnego krajobrazu Mazowsza.

Obchody kończyły się wspólną biesiadą – w ostatnim odwiedzonym domu lub w ustalonym miejscu. To tam wybrzmiewały ostatnie pieśni, a uczestnicy mogli odpocząć po całonocnej wędrówce.

Tradycja wraca dzięki ludziom

Powrót dyngusiarzy do Gocławia nie był przypadkiem. To efekt zaangażowania wielu osób i środowisk, które postanowiły przywrócić zapomniany zwyczaj.

W inicjatywę włączyły się Koła Gospodyń Wiejskich z Żelaznej, Kalonki i Gocławia, muzycy z Kapeli Niwińskich i Szkoły Tradycji Mazowsza Leśnego, uczniowie i nauczyciele Szkoły Podstawowej w Gocławiu oraz lokalne organizacje i pasjonaci kultury ludowej.

reklama

To właśnie dzięki nim dawne pieśni znów wybrzmiały między domami, a mieszkańcy – otwierając drzwi – przyjęli dyngusiarzy z ogromną życzliwością.

źródło foto: UMiG Pilawa/facebook.com

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo