W pobliskiej gminie Wiązowna doszło do zdarzenia, które – jak podkreślają świadkowie – mogło zakończyć się tragedią.
Niebezpieczna sytuacja miałą miejsce pod koniec ubiegłego roku, w ciągu dnia – przed godziną 13. Mężczyzna przebywał w lesie, który – jak sam podkreśla – jest często odwiedzany przez spacerowiczów, biegaczy i rodziny z dziećmi. Nagle usłyszał głośny wystrzał. Chwilę później zobaczył, że sarna została trafiona i padła około 40 metrów od niego. Jak relacjonuje – stał dokładnie na linii strzału
– Był głośny huk i sarna padła 40 metrów ode mnie. Stałem na linii strzału – relacjonował mężczyzna
Po wszystkim myśliwy miał podjechać w okolice miejsca zdarzenia samochodem terenowym. Mężczyzna przyznaje, że był w szoku i – jak mówi – dochodził do siebie przez kilka dni.
Mieszkańcy nie ukrywają obaw. Jak twierdzą, podobne sytuacje nie są odosobnione, a odgłosy strzałów regularnie rozlegają się w lesie.
W sprawie bezpieczeństwa w lesie Malcanów głos zabrało Nadleśnictwo Celestynów, które zarządza tym terenem.
Oficjalne stanowisko jest takie, że leśnicy nie mają realnego wpływu na polowania, gdyż nadleśnictwo zarządza lasem, ale nie łowiectwem.
Za polowania odpowiadają koła łowieckie i Polski Związek Łowiecki, a leśnicy mogą reagować tylko wtedy, gdy dochodzi do złamania prawa.
Zgodnie z przepisami myśliwy przed oddaniem strzału musi dokładnie rozpoznać cel i teren. Jednak – jak pokazuje ten przypadek – w praktyce może dochodzić do niebezpiecznych sytuacji.
– Kto idąc na spacer sprawdza, czy ktoś akurat poluje? – pytają zaniepokojeni mieszkańcy.
Okoliczności zdarzenia bada prokuratura w Otwocku. Mężczyzna przekazał zdjęcia dokumentujące sytuację, w tym pojazd myśliwego.
źródło: Gazeta Wyborcza

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.