Ciekawe tematy z Garwolina

Barbara Mączka: Póki walczysz, nie jesteś przegrany

Dodano:
garwolin - Barbara Mączka:  Póki walczysz, nie jesteś przegrany

Muszę przyznać, że spotykając się z ludźmi biznesu rzadko zdarza mi się rozmawiać z kobietą. Zdecydowana większość firm w powiecie garwolińskim zarządzana jest przez mężczyzn. Tym bardziej miło mi było spotkać się z Barbarą Mączką – właścicielką hurtowni spożywczej ROBU, która opowiedziała mi historię swojej działalności. Niezwykła życzliwość do ludzi, charyzma, otwartość. Nie boi się nowych wyzwań bo, jak sama mówi, ma duszę sportowca – i to są cechy współczesnej, przedsiębiorczej kobiety…

KG: Proszę opowiedzieć o początkach firmy…
Barbara Mączka:
W czasach przemian rynkowych, przypomnę były to lata 90., wiele osób próbowało swoich sił w handlu. U nas było podobnie. Na początku zatem były sklepy spożywcze. Dzięki tym sklepom mieliśmy rozeznanie w branży spożywczej, dlatego pojawił się pomysł założenia hurtowni. W 1992 r powstała  Spółka Cywilna Ryszard Budnicki & Jerzy Rogala. Sprzedawaliśmy wtedy hurtowo, głównie tłuszcze, kawy i herbaty. Następnie w 1994 roku, po rozejściu się wspólników, powstała firma Robu, której właścicielem i głównym strategiem przez długie lata  był Ryszard Budnicki.

KG: Dawniej, tłuszcze, kawa i herbaty, a teraz?
BM:
Od tamtego momentu, nasza oferta produktowa znacznie się poszerzyła (śmiech). Są to słodycze, produkty sypkie, napoje, konserwy, przetwory, chemia gospodarcza, w sumie ok 4000 różnych produktów.

KG: Firma ROBU ma obecnie stosunkowo nową lokalizację.
BM:
Tak, w styczniu 2017 roku, ukończyliśmy budowę nowej siedziby, która powstała już na własnym placu.  Bardzo dobra lokalizacja oraz nowoczesny magazyn z rampą przeładunkową i chłodnią, duży plac manewrowy, prezentują się znakomicie i dają nam oraz naszym partnerom handlowym olbrzymi komfort pracy. Taka baza stwarza nowe możliwości.

KG: Ale na przestrzeni lat tych lokalizacji było kilka. Czy miało to związek z rozwojem?
BM
: W dużej mierze tak. Pierwsza siedziba mieściła się przy ulicy 1 Maja (obecnie, Jana Pawła II), dawne pawilony usługowe – myślę, że było to nie więcej niż 50 m2. Następnie przenieśliśmy się do pawilonu handlowego na osiedlu przy ul. Korczaka. Powiększyliśmy wtedy powierzchnię magazynową do około 600 m2. Mimo, że w umowie najmu zastrzegliśmy sobie prawo pierwokupu, niestety nie udało nam się nabyć tego obiektu. Znaleźliśmy nowe miejsce w Woli Rębkowskiej - był to magazyn zbożowy, ruina: przeciekający dach, dziury w podłodze, szybko przeprowadziliśmy adaptację budynku pod nasze potrzeby gdyż nie było wówczas innej alternatywy. To był rok 1998 i od tego momentu ja stałam się właścicielką hurtowni. W tym obiekcie o powierzchni 900m2 funkcjonowaliśmy przez 12 lat, jednak mimo remontów warunki pracy nie były zadowalające. W 2010 roku udało mi się wynająć lokal po sąsiedzku o powierzchni 1200m2. Tu na standard obiektu nie można było już narzekać,  był naprawdę wysoki. Jednak w naszej głowie właściwie od początku był plan wybudowania własnego lokalu, dlatego w  2003 roku kupiliśmy plac, na którym obecnie znajduje się siedziba firmy. W nowej siedzibie część magazynowa to powierzchnia 2250m2, a biurowa 300m2.

KG: Ilu pracowników było zatrudnionych na początku, a jak wygląda to teraz?
BM:
Jak w większości nowo powstających firm, cały ciężar obowiązków spoczywał na właścicielach i ich rodzinach. Ale oczywiście wraz z rozwojem firmy zatrudnialiśmy nowych pracowników. Obecnie zatrudniamy 24 osoby, a w sezonie letnim liczba zatrudnionych zwiększa się  do 30.

KG: Jakie przeszkody napotykała Pani po drodze?
BM:
Budowanie i rozwój biznesu to poważne zadanie. Mogę śmiało powiedzieć, że dzięki rozsądkowi i świetnej kadrze pracowników, uniknęliśmy krytycznych momentów. Jednak trzeba podkreślić, że zmiany, które od kilku lat zachodzą na spożywczym rynku dystrybucyjnym stawiają przed nami  bardzo duże wyzwania. Nie oznacza to, że zawsze było łatwo. Wielu problemów przysporzyła mi droga dojazdowa oraz klasyfikacja ziemi przy budowie własnego budynku. Ale ja się nie poddawałam, bo mam duszę sportowca (śmiech). Z wykształcenia jestem trenerem akrobatyki sportowej, a sportowiec się nie poddaje. Jestem nauczona, że trzeba walczyć do końca; póki walczysz nie jesteś przegrany. W tej batalii pomógł mi poseł Grzegorz Woźniak, dlatego ukłony w jego stronę.

KG: Czy ROBU to firma rodzinna?
BM:
Tak, bezwzględnie. Moja córka pracuje tu już od 18 lat, poza tym zięciowie, którzy wspierali działalność firmy na różnych płaszczyznach… Mimo że wszystkie strategiczne decyzje od 8 lat podejmuję sama, bez wzajemnej współpracy by się to nie udało. Uwielbiam ludzi, pracowałam w szkole przez 34 lata, było to dla mnie cenne doświadczenie, może dlatego stawiam na ludzi młodych, to takie moje dzieci (śmiech). Ważna jest dla mnie sama atmosfera, ale też liczą się również dobre warunki pracy. Pracownik, który wychodzi zadowolony z pracy, to z mojego punktu widzenia niezwykle cenne.

REKLAMA:


KG: Jaki jest zasięg działalności firmy?
BM:
Oczywiście mamy wielu lokalnych odbiorców, ale mamy również klientów z Ryk, Łukowa, Stoczka Łukowskiego, Dęblina, Wilgi i z okolic Warszawy.

KG: Co zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat w branży spożywczej?
BM:
Przede wszystkim trzeba wymienić olbrzymie zmiany strukturalne rynku dystrybucji i sprzedaży detalicznej. Ostatnie lata, to dynamiczna konsolidacja i przejęcia wielkich hurtowych graczy oraz szaleńczy rozwój handlu sieciowego. Oczywiście odbywa się to kosztem rynku niezależnego, tradycyjnego. Zmieniają się też upodobania kulinarne konsumentów. Taka sytuacja wymaga od nas wielkiej koncentracji w poszukiwaniu i wdrażaniu nowych efektywnych rozwiązań.

KG: A jeśli chodzi o zmiany funkcjonowania samej hurtowni?
BM:
Dawniej handel opierał się przede wszystkim na klientach, którzy przyjeżdżali do hurtowni i odbierali towar we własnym zakresie. Obroty były o 30-40% wyższe w porównaniu do tego co jest obecnie. Owszem, warunki bazowe były trudne, ale sklepów spożywczych było dużo więcej. Dziś odbiorcy indywidualni to znikomy procent. Teraz odbywa się to przez naszych przedstawicieli handlowych, niektórzy zamawiają towar telefonicznie, a my dostarczamy zamówienia pod wskazany adres. Stąd chociażby dużo większa flota samochodowa.


KG: Czyli dziś jest trudniej niż jeszcze dziesięć lat temu?
BM:
Biorąc pod uwagę zmiany zachodzące na rynku w naszym obszarze działalności, możemy powiedzieć, że na pewno nie jest łatwiej. Obecna sytuacja wymaga od nas bardziej strategicznego podejścia w obszarze działalności: szukania odpowiednich nisz produktowych, wdrażania i analizowania nowych projektów oraz bacznego śledzenie kroków konkurencji.
Rywalizacja jest duża, klient również jest bardziej świadomy i wymagający. Trzeba zadbać o wizerunek firmy, poza tym parking, obsługa, personel. To są wymagania nowych czasów, nowych technologii. Musi być szybko, sprawnie, konkurencyjnie. Ale jeśli ktoś stawia sobie wymagania, to traktuje wszelkie zmiany jako nowe wyzwania – tak to postrzegam. Ja spędzam 12 godzin w pracy bo to lubię i mnie  to nie męczy.

KG: Jakie są Pani plany?
BM:
Jeśli chodzi o plany na najbliższą przyszłość to przede wszystkim szukamy nowych rozwiązań w obszarze naszej oferty handlowej. Od 6 miesięcy skupiamy się na rozwoju kategorii chemii gospodarczej. Dzięki temu nasza oferta handlowa stała się bardziej komplementarna. Cały czas pracujemy również nad udoskonalaniem systemu obsługi klienta. Ten rozwój jest więc podyktowany zmianami rynku. Każdy kto prowadzi własny biznes nieustannie musi coś zmieniać i udoskonalać. Ja nie boję się nowych wyzwań, jestem gotowa stawić im czoła, zresztą było ich już tak dużo, więc myślę, że dam radę i teraz (śmiech).


Odwiedź nas na facebooku