KurierGarwoliński.pl

czan maj 2022

Ciekawe tematy z Garwolina

Inflacja zbiera niepokojące żniwo. Blisko 44 proc. Polaków skarży się na pogorszenie zdrowia psychicznego

Dodano:
garwolin - Inflacja zbiera niepokojące żniwo. Blisko 44 proc. Polaków skarży się na pogorszenie zdrowia psychicznego

Polacy są niemal po połowie podzieleni na podupadłych na zdrowiu psychicznym z powodu inflacji, w tym rosnących cen i rat kredytowych, oraz na tych, którzy nie stracili kondycji. O pogorszeniu samopoczucia mówią głównie rodacy zarabiający 5000-6999 zł netto miesięcznie, kobiety, osoby młode i dobrze wykształcone. Przeważnie deklarują to mieszkańcy miast liczących 20-49 tys. ludności. Tak wskazuje najnowsze badanie opinii publicznej. Eksperci komentujący wyniki przewidują, że w IV kwartale br.

odsetek osób deklarujących utratę zdrowia psychicznego z powodów ekonomicznych wzrośnie nawet do 70%. W sezonie grzewczym najgorsze nastroje będą występowały na wsiach i w małych miejscowościach.



Inflacyjny podział

Wyniki badania pt. „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji”, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH oraz platformę ePsycholodzy.pl na próbie 1034 dorosłych Polaków, wskazują, że 43,7% respondentów doświadcza pogorszenia własnego zdrowia bądź funkcjonowania psychicznego, kondycji psychicznej albo samopoczucia w związku ze wzrostem inflacji. To, że spadają dochody i rosną ceny w sklepach oraz raty kredytów, a do tego drożeją waluty, nie wpływa natomiast na stan emocjonalny 44,2% ankietowanych. Z kolei 12,1% nie potrafi tego ocenić.

– Można wysnuć wniosek, że inflacja trwa zbyt krótko, żeby jej wzrost poważnie zaniepokoił większość społeczeństwa, którego zamożność jako całości jest bardzo duża. Im dłużej będą rosły ceny, tym większe będzie zaniepokojenie rodaków. W obecnej sytuacji jedyną nadzieją byłoby szybkie zduszenie inflacji – komentuje Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych z DI Xelion.

Jak zauważa ekonomista Marek Zuber, inflacja trwa już wystarczająco długo, ale całe społeczeństwo jeszcze mocno jej nie odczuło, ponieważ do maja br. rosła wolniej od wynagrodzeń. Dopiero teraz osoby, które otrzymały znaczące podwyżki jeszcze na początku tego roku, zaczynają ją odczuwać. A myśląc o jesieni i zimie, są wręcz przerażone, jak sobie poradzą. Zdaniem eksperta, jeśli badanie zostanie powtórzone np. w listopadzie, to odsetek rodaków odczuwających pogorszenie stanu zdrowia z powodu inflacji, może wynieść nawet 70%.

– Prędzej czy później inflacja będzie odczuwalna przez wszystkich dorosłych Polaków, bez względu na stan finansowy. Oczywiście każdy może w inny sposób jej doświadczać, w zależności od indywidualnych możliwości. Niemniej jednak podobny poziom stresu mogą przeżywać osoby, których zasobność portfeli znacznie się różni. Zarówno ludzie zamożni, jak i ubodzy mogą w identyczny sposób reagować na inflację, bojąc się zupełnie innych scenariuszy – stwierdza Michał Pajdak, jeden ze współautorów badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Zarobki i płeć
Co ciekawe, obecnie o pogorszeniu stanu zdrowia psychicznego z powodu sytuacji ekonomicznej mówią głównie osoby zarabiające 5000-6999 zł netto miesięcznie – 51,8%. Najubożsi Polacy, których dochody nie sięgają 1000 zł na rękę, są na drugiej pozycji w tym zestawieniu – 44,2%. Natomiast na ostatnim miejscu są rodacy uzyskujący co miesiąc ponad 9 tys. zł – 35,9%. Według Marka Zubera, osoby reprezentujące ten pierwszy pułap mogą mieć wiele zobowiązań finansowych i nie odkładać żadnych pieniędzy. Jeśli już teraz na bieżąco wydają całe zasoby, które uzyskują, to mogą odczuwać taki sam stres, jak wszyscy inni ludzie, którym nie starcza do przysłowiowego pierwszego.  

– Polacy, których miesięczne zarobki mieszczą się w przedziale 5000-6999 zł na rękę, lokują się blisko średniej płacy w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających ponad 9 osób w firmie. Mają oni rozbudzone potrzeby wydatkowe, na które rosnąca inflacja ma olbrzymi wpływ. To może skutkować zagrożeniem dla dotychczasowego stylu życia, a to z kolei musi mocno niepokoić – wyjaśnia Piotr Kuczyński.

Z badania również wynika, że częściej ww. problemów doświadczają kobiety niż mężczyźni (47,7% - 39,3%). Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl, uważa, że ma to związek z wciąż jeszcze dominującym w społeczeństwie modelem, zgodnie z którym mężczyzna utrzymuje rodzinę. Mąż i ojciec jako jedyny żywiciel może czuć się bardziej sprawczy niż niepracująca żona i matka, bo to on podejmuje konkretne działania.

– To znany społeczny problem, że kobiety zarabiają mniej od mężczyzn. Jednak, w mojej ocenie, nie to jest powodem większego zaniepokojenia Polek niż Polaków. Najczęściej to one dbają o codzienne zaopatrzenie gospodarstw domowych. Dlatego są bardziej wyczulone na kwestię wzrostu cen – przekonuje ekspert z DI Xelion.

Wiek i etap życia

Młodsi Polacy częściej niż starsi informują o pogorszeniu zdrowia w związku z inflacją. W grupie osób mających od 18 do 22 lat ten problem deklaruje 54%, a wśród ludzi w wieku 23-35 lat – 51,6%. To oznacza, że ponad połowa rodaków pomiędzy 18. a 35. rokiem życia skarży się na gorsze samopoczucie.

REKLAMA:


– Wysoka inflacja będzie najbardziej odczuwalna przez młodych Polaków, którzy mają jasno określone potrzeby i niskie zarobki. Dla wielu z nich już teraz oznacza odsunięcie w nieznane marzeń np. o mieszkaniu na kredyt. Dodatkowo osoby, które dopiero wchodzą na rynek pracy, często borykają się z wieloma innymi wyzwaniami, m.in. z wyprowadzką z rodzinnego domu czy miasta. Natomiast od początku 2020 roku kryzys goni kryzys, co może obciążać i demotywować – tłumaczy Michał Murgrabia.

Jak wynika z sondażu, wśród Polaków, którzy mają 36-55 lat, 41,1% odczuwa pogorszenie stanu zdrowia psychicznego. Natomiast w najlepszej formie są obecnie seniorzy pomiędzy 56. a 80. rokiem życia. W ich grupie tylko 35% dotykają ww. kłopoty.

– Starsze osoby zazwyczaj lepiej zarabiają niż młode. Mają też mniejsze potrzeby. Seniorzy nie spłacają kredytów. W większości posiadają własne, urządzone już mieszkania czy domy. Żyją wolniej, spokojniej i rzadziej potrzebują stołować się poza domem. Poza tym mają emerytury całkiem porządnie waloryzowane. To prawda, że najczęściej są one niskie, ale zawsze pewne, więc i niepokój jest mniejszy – zwraca uwagę Piotr Kuczyński.

Edukacja i zamieszkanie

Natomiast uwzględniając poziom edukacji respondentów, można zauważyć, że o problemach mówią głównie osoby z wykształceniem wyższym – 46,3%. Za nimi są ankietowani z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym – 44%, średnim – 42,1%, a na końcu – z zasadniczym zawodowym – 38,1%. Marek Zuber uważa, że osoby z wyższym wykształceniem mogą mniej zarabiać od tych z zasadniczym zawodowym. Dla przykładu, manikiurzystki, fryzjerzy czy hydraulicy często mają znacznie wyższe dochody niż nauczyciele albo urzędnicy.

– Stopień edukacji zasadniczo ma mały wpływ na nastroje. Widać jedynie dość dużą różnicę między osobami z wykształceniem wyższym i zasadniczym zawodowym. Stąd nasuwa się oczywisty wniosek, że wiedza daje większą świadomość dotyczącą czyhających zagrożeń – dodaje Piotr Kuczyński.

Biorąc pod uwagę wielkość miejsca zamieszkania, widać, że o problemach mówią głównie osoby z ośrodków miejskich liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców – 49,7%. Na drugim miejscu są Polacy z miejscowości mających od 5 tys. do 19 tys. ludności oraz z dużych miast, w których żyje od 200 tys. do 499 tys. osób – po 48,3%. Dalej są rodacy żyjący w największych aglomeracjach, liczących co najmniej 500 tys. ludności – 44%. Natomiast na końcu tej listy znajdują się Polacy z miast mających od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców – 35,2%.

– Według mnie, stosunkowo nieduże różnice w wynikach pokazują, że miejsce zamieszkania nie ma w tym wypadku znaczenia. Zarówno mieszkańcy dużych aglomeracji, jak niewielkich miejscowości nie czują się bezpiecznie. Jedynie w miastach mających od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców widać większy optymizm. Być może życie jest tam tańsze, a jednocześnie nie brakuje miejsc pracy – analizuje ekspert z DI Xelion.

Jak podsumowuje ekonomista Marek Zuber, gdy zacznie się sezon grzewczy, najgorsze nastroje będą występowały na wsiach i w małych miasteczkach, wszędzie tam, gdzie domy są opalane węglem. Niższe koszty życia nie będą wystarczającym powodem do optymizmu.


Odwiedź nas na facebooku

Waszym zdaniem

Redakcja serwisu "Kurier Garwoliński" nie odpowiada za żadne działania Czytelników niezgodne z prawem lub regulaminem, w szczególności za treści zamieszczone w formie komentarzy. Jednocześnie w razie konieczności zastrzega sobie prawo do ich usunięcia, jeśli uznane zostaną za niezgodne z prawem lub regulaminem, a także w sytuacji, gdy uzna to za stosowne.

Jarosław Polskę zbaw (, #IP 67f16798a6) Odpowiedz

Ludzie psioczą na PIS ale mamy takie społeczeństwo że będą siedzieć w zimnych mieszkaniach bo nie stać ich będzie na węgiel , a jak przyjdą wybory pójdą zagłosując na PIS i krzycząc Jarosław , Jarosław , no chyba że sie społeczeństwo obudzi i pogoni obecną władzę bo węgla i gazu nie są wstanie dodrukować tak jak pieniędzy !!!!!!!

Żal (, #IP 51e61f0298) Odpowiedz

Żal mi takiego pajaca hak ty. Nigdy jeszcze w całej powojennej historii Polski tak dobrze ludziom nie było. Wszyscy mają pieniądze. Za PO mieli ci co kradli. I na to czeka ta grupa ludzi aby można było oszukiwać , kraść i za to nie odpowiadać. Wybierzcie PO będzie dobry czas na bieda szyby i na szczaw i mirabelki. Dzięci będą znowu głodne a zdesperowane matki będą brały znowu wszystko na zeszyt. Przestań siać propagandę TVN tylko myśl

A miało być tak dobrze... (, #IP d8cf907ed7) Odpowiedz

Wcale się nie dziwię że ludzie skarżą się na pogorszenie zdrowia psychicznego. Trudno się dziwić. Inflacja to największy złodziej z którego wbrew pozorom korzytta przede wszystkim rząd. Więcej zarabia, ale mniej wydaje. Jak się mają czuć ludzie, którzy przez wiele lat oszczędzali na swoją starość, gdy może się okazać za chwilę, że ich dorobek życia poszedł w siną dal. Jak się mają czuć zazwyczaj młodzi ludzie gdy jeszcze tak niedawno brali kredyty na śmiesznych odstetkach, a teraz przychodzi im płacić blisko 100% większe raty. Można powiedzieć, to po co brali te kredyty. Jeste jedno ale.... W mojej opini zostali wprowadzeni w błąd, a nawet oszukani przez samego prezesa NBP, który zapewniał, że nie będzie żadnej inflacji. I niech mi nikt teraz nie mówi że wszystkiemu jest winna wojna na Ukrainie. Z całą pewnością po części napewno tak. Kryzys energetyczny odniósł soje piętno na sytuacji w Polsce. Ale duży wpływ ma na taką sytuację, miało i ma rozdawnictwo rządu PIS na niespotykana dotąd skalę. Wszystkie programy soscjalne w pierwszej kolejnośći 500+ gdzie przez wiele lat pieniądze były dawane ludziom, którzy zupełnie tego nie potrzebowali. Także wydano bez głębszej refleksji 100tki miljardów złotych podczas pandemi. Dawali komu popadnie i zazwyczaj nie temu co trzeba. Zadłużyli nas wtedy na 10tki lat. Obecnie te wszystkie 13, 14 i inne datki z drukowanych pieniędzy, pogrążają nas dzień po dniu. I dopóki ludzie nie zrozumieją, że to rozdawnictwo to największa plaga, któa napędza inflację czyli wzrost cen nie będzie lepiej. Każdy myśli że jak zarabia np. 1500 zł a nie 1000 zł to może więcej kupić. Tylko pozornie. Bo to zależy od siły nabywczej pieniądza, która zależy od cen. Więc się może okazać że mniej to więcej i zarabiając 1000 zł (przy niższych cenach) jesteśmy bogatsi niż byśmy zarabiali 1500 zł. To co robi rząd PIS to szaleństwo. Nie można przecież wszystkiego kontrolować, dotować, etc. To powienien kontrolować wolny rynek. I niech nikt nie ma wątpliwości że za tą sytuację którą teraz mamy odpowiada rząd PISu. Nie PO, którego darzę taką samą miłością jak PIS. Ktoś kiedyś powiedział, że komuna ma wiele wad, ale największą z nich jest głupota. Jeśli macie wątpliwośći czy rządy PISu to rządy, które dążą do komuny to proszę zapytać dziadków, rodziców, oni pamiętają. Warto też pamiętać, że pieniądze zawsze kiedyś się skończą. I wtedy nastąpi armagedon, dokładnie taki sam jak za rządów Balcerowicza. Niestety, idziemy w tym kierunku z pełną mocą ... Oczywiśćie główną prawdą jest taka, że kto powie prawdę przegra wybory w przyszłym roku. Bo kto powie, że trzeba zatrzymać wszystkie programy socjalne, kto powie, że trzeba jeszcze dokręcić stopy procentowe, etc. Wygrają jak zwykle populiści, bo ludzie nie chcą słuchać prawdy, wolą kłamstwo, ale takie, które im pasuje. Że będzie dobrze itd. Ale koniec będzie niestety żałosny...