Argentyńczyk trafił do Polski po tym, jak kilka lat temu przyjechał do Torunia na turniej piłkarski. Spodobały mu się spokój, bezpieczeństwo i codzienne życie w naszym kraju. Wkrótce dostał szansę na testy w Wildze Garwolin i został w klubie. W Polsce spędził dziewięć miesięcy, ale jak sam przyznaje, chciałby, żeby ten czas trwał znacznie dłużej. Dziś nadal gra w piłkę w Argentynie, pracuje jako kierowca, ale nie ukrywa, że gdyby pojawiła się oferta z Polski, bardzo poważnie rozważyłby powrót. Tym bardziej że jego nazwisko ma polskie korzenie, a wśród smaków, których najbardziej mu brakuje, jest... żurek.
ROZMOWA Z Paulem Boroskim, byłym zawodnikiem Wilgi Garwolin
Tęsknię za Wilgą. Chcę jeszcze strzelać gole w Polsce
Paul, tęsknisz za Polską?
- Bardzo. Czasami tęsknota jest naprawdę duża. Zdarza mi się śnić, że znowu jestem w Garwolinie, przechodzę przez miasto albo gram w Wildze. Budzę się wtedy bardzo podekscytowany, a czasami nawet ze łzami w oczach. To był wyjątkowy moment mojego życia. Mam nadzieję, że jeśli Bóg pozwoli, jeszcze kiedyś będę mógł wrócić do Polski. Marzę nawet o tym, żeby zakończyć swoją piłkarską karierę w Wildze Garwolin. Ten klub i to miejsce naprawdę dużo dla mnie znaczą.
W Polsce spędziłeś dziewięć miesięcy. To długo czy krótko?
- Patrząc na kalendarz, to całkiem sporo, ale z perspektywy czasu czuję, że ten pobyt był zdecydowanie za krótki. Chciałbym, żeby potrwał znacznie dłużej. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo będę później tęsknił za Polską. Dopiero kiedy wróciłem do Argentyny, zacząłem doceniać wiele rzeczy, które wcześniej wydawały mi się zwyczajne.
Jak w ogóle trafiłeś do Polski?
- Pierwszy raz przyjechałem do Polski w 2017 roku. Byłem wtedy w Toruniu, gdzie grałem w turnieju piłkarskim. Bardzo spodobała mi się Polska. Szczególnie zapamiętałem spokój, który panował w kraju. Po powrocie zacząłem rozmawiać z moim przedstawicielem. Powiedziałem mu, że moim marzeniem jest gra w Europie i zapytałem, czy istnieje możliwość znalezienia dla mnie klubu w Polsce. Udało się. Dostałem możliwość odbycia testów w Wildze Garwolin. Przyjechałem, spróbowałem swoich sił i zostałem.
Co najbardziej spodobało ci się w Wildze?
- Przede wszystkim ludzie. Zostałem bardzo dobrze przyjęty. Klub zachowywał się wobec mnie bardzo dobrze, a ja czułem, że jestem częścią zespołu. Miałem tam również polskich przyjaciół, którzy bardzo mi pomagali. Zapraszali mnie na różne spotkania, wyjścia i wspólne spędzanie czasu. Dzięki nim nie czułem się całkowicie sam po drugiej stronie świata. To było dla mnie bardzo ważne, bo przecież przyjechałem z Argentyny do zupełnie innego kraju.
Dlaczego więc zdecydowałeś się wrócić do Argentyny?
- Powodem był przede wszystkim mój ojciec. Miał problemy z sercem i bardzo chciałem być przy nim. To była trudna sytuacja. Sam pobyt tak daleko od rodziny również nie był łatwy. Polska jest przecież na drugim końcu świata względem Argentyny. Moi polscy przyjaciele byli wspaniali, ale rodziny nie dało się zastąpić. Dlatego podjąłem decyzję o powrocie. To była trudna decyzja, bo z piłkarskiego punktu widzenia chciałem zostać w Polsce.
Twój tata wiedział, jak ważna była dla ciebie Wilga?
- Tak. Mój ojciec jest fanem Wilgi. Pamięta mój pobyt w Polsce i wie, jak bardzo dobrze wspominam ten czas. To dla mnie bardzo ważne, że on również darzy ten klub sympatią.
A czym zajmujesz się dziś w Argentynie?
- Nadal gram w piłkę. Występuję w piątej lidze, w klubie Ferrocarril Villa Dominico. Poza tym pracuję na pół etatu. Jeżdżę ciężarówką i zajmuję się dostawą sera oraz wędlin. Piłka nożna nadal jest jednak bardzo ważną częścią mojego życia. Nie potrafię się z nią rozstać.
Masz jeszcze kontakt z ludźmi z Wilgi?
- Rozmawiam z trenerem Karolem Zawadką. Bardzo go cenię. Kiedy grałem w Wildze, był kapitanem i zawsze dobrze się wobec mnie zachowywał. Z chłopakami kontakt mam niestety mniejszy. Czasami rozmawiam z Pawłem Pyrą czy Dawidem Wasąśnikiem. Minęło już jednak sporo lat od mojego wyjazdu z Polski, a życie każdego z nas poszło w swoją stronę. Mimo wszystko bardzo dobrze ich wspominam.
Co najbardziej zapamiętałeś z życia w Polsce?
- Spokój. To chyba pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy. Podobała mi się również stabilność i bezpieczeństwo. W Polsce czułem, że można spokojnie żyć, pracować i planować przyszłość. W Argentynie życie wygląda trochę inaczej. Dlatego po powrocie zacząłem jeszcze bardziej doceniać to, co miałem w Polsce.
A czego najbardziej brakuje ci z polskiej kuchni?
- Bez dwóch zdań żurku! To była dla mnie wyjątkowa zupa. Nigdy wcześniej nie jadłem czegoś takiego. Bardzo mi smakowała. Lubiłem również naleśniki. Moja babcia przygotowywała je w Argentynie, więc miałem trochę polskich smaków także w domu. Ale jeśli miałbym wybrać jedną rzecz, którą chciałbym zjeść ponownie w Polsce, to zdecydowanie żurek.
Mało kto wie, że twoje nazwisko ma polskie korzenie. Skąd pochodzi rodzina Boroskich?
- Moi pradziadkowie byli Polakami. Przybyli do Argentyny statkiem, uciekając przed wojną. Nasze prawdziwe nazwisko brzmiało Borowski. Po przyjeździe do Argentyny zostało jednak błędnie zapisane. Z czasem w dokumentach pozostała forma Boroski i tak już zostało. Dlatego mam bardzo silną więź z Polską. To nie jest dla mnie tylko kraj, w którym kiedyś grałem w piłkę. To również część historii mojej rodziny.
Czy dlatego Polska jest dla ciebie czymś więcej niż tylko wspomnieniem z kariery?
- Zdecydowanie. Mam tam swoje korzenie. Kiedy byłem w Polsce, czułem pewnego rodzaju więź, choć oczywiście wtedy jeszcze nie znałem kraju tak dobrze. Dziś myślę o Polsce inaczej. Wiem, że część mojej rodziny pochodzi właśnie stamtąd. Tym bardziej chciałbym jeszcze kiedyś tam wrócić.
Gdybyś miał możliwość wrócić do Polski, co chciałbyś zrobić?
- Przede wszystkim chciałbym ponownie grać w piłkę. Chciałbym też zobaczyć miejsca, których wcześniej nie zdążyłem odwiedzić. Bardzo chciałbym pojechać do Zakopanego. Marzę o spokojnym życiu, bez ciągłej presji. Chciałbym jeszcze raz poczuć atmosferę Polski i oczywiście spotkać ludzi, których poznałem podczas mojego pobytu.
A piłkarsko? Myślisz, że w wieku 32 lat nadal możesz pomóc Wildze Garwolin?
- Oczywiście, że tak. Myślę, że wciąż mam wiele do zaoferowania. Jestem teraz bardziej doświadczony i dojrzalszy niż wtedy. Popełniłem w życiu błędy i podjąłem kilka złych decyzji, ale dziś już wiem, czego chcę. Te złe decyzje nie towarzyszą mi tak jak kiedyś. Jeśli jakiś klub w Polsce potrzebowałby napastnika, który potrafi strzelać gole, chciałbym dostać szansę.
Czyli gdyby jutro zadzwonił telefon z Polski z konkretną ofertą...
- Nie zastanawiałbym się długo. Oczywiście, że chciałbym wrócić. Chcę nadal zdobywać bramki w Polsce. Zostało mi tam jeszcze wiele do zrobienia. Dziś jestem innym zawodnikiem niż kilka lat temu. Mam więcej doświadczenia, jestem bardziej dojrzały i wiem, czego chcę. Jeżeli pojawiłaby się konkretna propozycja, bardzo poważnie bym ją rozważył.
Nawet gdyby oznaczało to zostawienie obecnego życia w Argentynie?
- Tak. Jeśli pojawiłaby się dobra możliwość, jestem gotowy. Polska wciąż jest w moim sercu. Wilga Garwolin również. Czasami zamykam oczy i wracam myślami do tamtego okresu. Widzę siebie na boisku, widzę chłopaków, przypominam sobie atmosferę. I wtedy myślę: chciałbym jeszcze raz tam zagrać.
A gdybyś mógł powiedzieć coś kibicom Wilgi Garwolin?
- Chciałbym powiedzieć, że nigdy o nich nie zapomniałem. Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiliście. Dziękuję za wsparcie, za dobre słowa i za to, że mogłem być częścią tego klubu. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. I kto wie... może jeszcze zobaczycie mnie w koszulce Wilgi na boisku. Nigdy nie mówię "nigdy".

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.