Co skłoniło miasto do złożenia aż dziewięciu wniosków o zgodę na niszczenie gniazd i płoszenie gawronów w sezonie lęgowym?
Warto to pytanie podzielić na dwa oddzielne. Najważniejsze: dlaczego miasto złożyło takie wnioski? To nasza odpowiedź na liczne zgłoszenia mieszkańców dotyczących brudnych ławek na Skwerze Solidarności, placów zabaw, z których nie mogą korzystać dzieci, chodników, którymi nie można spokojnie przejść i terenów przy szkołach. To reakcja na to, co się dzieje w przestrzeni miejskiej – jak ona wygląda i czy służy naszym mieszkańcom. Dlaczego jest to aż 9 wniosków? Bo tego wymaga prawo. Każdy złożony wniosek musi dotyczyć konkretnego miejsca, konkretnej sytuacji i każdy będzie rozpatrywany oddzielnie.
Czy przed podjęciem tej decyzji analizowano dane dotyczące spadku liczebności gawrona w Garwolinie – z 920 zajętych gniazd w 1984 roku do około 220 obecnie?
Warto spojrzeć na dane w pełnym kontekście. 40 lat temu było 920 gniazd. W 2015 stwierdzono 226 gniazd, a w 2023 – 284 gniazda. Mamy więc tendencję wzrostową, a w 2024 i 2025 nie składaliśmy wniosków i w żaden sposób nie ingerowaliśmy w bytowanie kolonii gawronów w naszym mieście. Przez cztery dekady zmieniło się bardzo dużo. Spadek liczebności gawronów to zjawisko obserwowane w wielu miejscach w Polsce i ma wiele przyczyn, dlatego podchodzimy do sprawy bardzo ostrożnie. Gawrony są obecne w Garwolinie od pokoleń i są częścią naszego krajobrazu. Nawet jeśli poza sezonem lęgowym prawo dopuszcza działania, wolimy, żeby sytuację ocenili specjaliści z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska – ludzie, którzy mają wiedzę i doświadczenie w ochronie przyrody. Naszym celem nie jest wpływanie na populację ptaków, tylko rozwiązanie konkretnych problemów w kilku miejscach, gdzie mieszkańcy mają trudności z normalnym korzystaniem z przestrzeni publicznej.
Czy miasto rozważało alternatywne rozwiązania, takie jak przeniesienie infrastruktury parkowej, jej zadaszenie lub częstsze czyszczenie, zamiast ingerencji w kolonie ptaków?
Trudno mówić o przeniesieniu lub modernizowaniu Skweru Solidarności, który niespełna trzy lata temu oddaliśmy mieszkańcom, ciesząc się z nowego miejsca spotkań, odpoczynku i rekreacji. To jedna z wizytówek naszego miasta. Stosowaliśmy metodę częstszego czyszczenia chodników i mycia ławek. Wnioski do RDOŚ dotyczą wyłącznie tych miejsc, gdzie takie formy po prostu nie przynoszą efektu. Mamy pracowników gospodarczych, którzy zajmują się codziennym utrzymaniem całego miasta. Nawet przy systematycznym myciu ławek, na przykład na Skwerze Solidarności, problem bardzo szybko wraca. Zdarza się, że pracownik rano umyje ławkę, a po godzinie pojawiają się zgłoszenia mieszkańców, że "miasto nic nie robi", bo wszystko znów jest zabrudzone. To nie jest tak, że nie próbujemy innych rozwiązań. W niektórych miejscach one zwyczajnie nie wystarczają.
Jak Pani odniesie się do stanowiska Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków, które twierdzi, że rozbicie kolonii może doprowadzić do dalszego osłabienia lokalnej populacji gawronów?
Szanuję troskę organizacji przyrodniczych. To ich rola – patrzeć z punktu widzenia ochrony gatunku. Rolą samorządu jest patrzenie szerzej – również z perspektywy mieszkańców, którzy codziennie korzystają z określonych miejsc w mieście. Mówimy o szkole, placach zabaw, centralnym skwerze, czyli przestrzeniach intensywnie użytkowanych przez mieszkańców. Kiedy w tych lokalizacjach pojawiają się realne problemy sanitarne i utrudnienia w normalnym funkcjonowaniu, nie możemy ich ignorować. Naszym celem nie jest osłabienie populacji gawronów, lecz znalezienie równowagi między ochroną przyrody a normalnym funkcjonowaniem miasta.
W przypadku odmowy wydania zgody przez RDOŚ lub ewentualnego odwołania ze strony OTOP, czy miasto jest gotowe do podjęcia dialogu z organizacjami przyrodniczymi w celu wypracowania kompromisowych rozwiązań?
Tak, oczywiście. Jesteśmy otwarci na rozmowy i współpracę. Zależy nam na dialogu opartym na faktach, a nie na emocjach. Miasto nie działa w opozycji do organizacji przyrodniczych. Słuchamy tego, co mówią, ale chcemy, żeby nasz głos, głos mieszkańców także był usłyszany. Musimy uwzględniać całość odpowiedzialności za funkcjonowanie miasta. Jeżeli RDOŚ wyda decyzję odmowną, będziemy ją respektować. Jeżeli pojawią się alternatywne propozycje ze strony organizacji przyrodniczych – również jesteśmy gotowi je analizować. Najważniejsze jest to, żeby znaleźć rozwiązanie, które pozwoli w jednym mieście dobrze żyć i ludziom, i gawronom.
Czy Pani zdaniem organizacje ekologiczne nie uwzględniają w wystarczającym stopniu problemów zgłaszanych przez mieszkańców? Czy nie obawia się Pani, że działania wobec gawronów zostaną odebrane jako symboliczna "wojna z przyrodą"?
Nie postrzegam tego jako złej woli organizacji ani nie obawiam się takich ocen. Pełnienie funkcji burmistrza oznacza podejmowanie decyzji w sprawach, które budzą emocje i wymagają wyważenia różnych racji. Biorę odpowiedzialność za to, żeby w Garwolinie było miejsce i dla przyrody, i dla ludzi. Organizacje ekologiczne patrzą przede wszystkim z perspektywy ochrony gatunku – i bardzo dobrze, bo to jest ich zadanie. My musimy patrzeć szerzej, także z perspektywy mieszkańców, ich dobra, bezpieczeństwa i komfortu życia. W niektórych lokalizacjach problem jest wyraźnie odczuwalny przez mieszkańców. Między innymi w sercu naszego miasta, jakim jest Skwer Solidarności. Natomiast kilkaset metrów dalej, w Parku 500-lecia i na terenach przy rzece Wildze, gawrony spotykają się, zakładają gniazda i w żaden sposób nie przeszkadzają. Zostawiamy tereny nad Wilgą i przy zbiorniku jako naturalną przestrzeń dla ptaków. Reagujemy tylko tam, gdzie pojawia się realny problem.
Czy uważa Pani, że dyskusja wokół gawronów została nadmiernie upolityczniona lub wyolbrzymiona?
Mam wrażenie, że emocje wyprzedziły fakty. Tymczasem dla miasta złożenie wniosków do RDOŚ nie jest niczym nadzwyczajnym ani nowym. To standardowy element procedury administracyjnej, który stosujemy zawsze wtedy, gdy pojawia się sytuacja wymagająca oceny przez organ ochrony środowiska. Sam wniosek nie oznacza działania. Oznacza pytanie do właściwej instytucji, czy i w jakim zakresie jakiekolwiek rozwiązania są dopuszczalne. Warto też wyjaśnić jedną rzecz, z której często wiele osób po prostu nie zdaje sobie sprawy. W przypadku gatunków objętych ochroną czy też ochroną częściową nawet takie działania jak płoszenie – na przykład poprzez odtwarzanie odgłosów drapieżników – wymagają złożenia wniosku i zgody Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. To nie jest tak, że miasto może "po prostu spróbować czegoś" bez procedury. Każda forma ingerencji, nawet pozornie niewielka, musi mieć podstawę prawną, jaką jest decyzja RDOŚ.
Dziękuję za rozmowę.

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.