„Czołem, pani starosto!” Poszło w Polskę. Kto tu naprawdę się skompromitował?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: ok

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z powiatu garwolińskiego„Czołem, kadeci!” – mówi Iwona Kurowska. Kilkadziesiąt osób w mundurach odpowiada: „Czołem, pani starosto”. Kadeci stoją w szyku, salutują. W tle słychać „Marsz Generalski”. Nagranie z uroczystości w żelechowskim liceum w ciągu kilku dni przeszło drogę od szkolnego apelu do ogólnopolskich mediów społecznościowych. Jedni zobaczyli w nim element ceremoniału klas mundurowych. Inni – obraz samorządowej władzy wchodzącej w rolę wojskowego dowódcy. Wokół tych kilkudziesięciu sekund narosło już sporo komentarzy, ale również sporo nieścisłości.
reklama

Uroczystość odbyła się w Liceum Ogólnokształcącym im. Joachima Lelewela w Żelechowie. Okazją były awanse uczniów klas mundurowych na wyższe stopnie. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele szkoły, samorządu i służb mundurowych. Był także przedstawiciel Wojskowego Centrum Rekrutacji.

Największe zainteresowanie wzbudził jednak fragment z udziałem starosty powiatu garwolińskiego.

Na nagraniu Iwona Kurowska przechodzi przed ustawionymi w szyku kadetami. Uczniowie oddają honory. Po chwili starosta mówi: „Czołem, kadeci!”. Odpowiedź: „Czołem, pani starosto!”.

Wystarczyło.

Nagranie zaczęło krążyć poza lokalnym środowiskiem. Pojawiły się komentarze o „prezydencie powiatu”, pytania, czy starosta „poczuła się jak zwierzchnik sił zbrojnych”, a także zarzuty politycznego teatru. Sprawę podchwycili politycy. Bartłomiej Pejo nazwał scenę kuriozalną, Miłosz Motyka pisał o „Misiewiczostwie”, a nagranie zaczęły publikować kolejne profile i media.

reklama

Jeden szczegół zmienia optykę

W wielu komentarzach Kurowska występuje po prostu jako starosta, która znalazła się przed szeregiem młodzieży w mundurach.

Tyle że Iwona Kurowska ma również mundurową przeszłość. Jest podporucznikiem. Służyła w Wojskach Obrony Terytorialnej, a pierwszy stopień oficerski otrzymała po ukończeniu kursu oficerskiego „Agrykola”. Oficjalne materiały 6. Mazowieckiej Brygady Obrony Terytorialnej określają ją jako podporucznika tej formacji.

To nie czyni jej dowódcą szkolnych klas mundurowych. Nie oznacza również, że jako starosta zyskuje wojskowe kompetencje wobec kadetów. Ale trudno też opisywać tę scenę tak, jakby osoba, która stanęła przed uczniami w mundurach, nie miała z wojskiem nic wspólnego.

reklama

I tu zaczyna się właściwa historia.

Bo kadeci rzeczywiście ćwiczą wojskowy ceremoniał

Żelechowskie liceum od lat prowadzi klasy mundurowe. Musztra, szyk, ceremoniał, awanse na kolejne stopnie – to część ich szkolnej rzeczywistości.

W materiałach szkoły z poprzednich uroczystości pojawiają się pododdziały kadetów, poczty sztandarowe i dowódcy uroczystości. Podobne ceremonie odbywały się także z udziałem przedstawicieli wojska i samorządu. Nie jest więc tak, że wojskowa oprawa pojawiła się w Żelechowie dopiero przy okazji nagrania, które teraz zrobiło furorę.

To istotne, bo część internetowej krytyki opiera się na założeniu, że sama scena była czymś całkowicie niecodziennym. Nie była. 

reklama

W sieci najczęściej powtarzanym elementem jest właśnie powitanie. Tymczasem sam zwrot nie przesądza o niczym. W klasach mundurowych stosowanie podobnych formuł jest częścią przyjętego sposobu funkcjonowania.

Znacznie więcej mówi obraz, który widzi widz: ustawiony pododdział, salutowanie, muzyka, przejście przed szeregiem i odpowiedź skierowana do starosty. To właśnie całość sprawiła, że nagranie zostało odebrane jako coś więcej niż szkolny apel.

Czy doszło do złamania wojskowych zasad?

reklama

Na podstawie dostępnych materiałów nie ma podstaw, by stawiać taki zarzut jako fakt. Nie można automatycznie przenieść zasad obowiązujących żołnierzy Wojska Polskiego na uczniów klas mundurowych. Szkolny ceremoniał może posługiwać się elementami musztry i oddawania honorów.

Dlatego twierdzenie, że „kadetom nie wolno było salutować staroście”, wymagałoby wskazania konkretnego przepisu lub regulaminu, który tego zabrania.

Warto przy tym pamiętać, że żelechowska uroczystość nie była pierwszą, podczas której mundurowe klasy występowały w szyku, odbywały apel, salutowały i otrzymywały awanse w obecności osób związanych z wojskiem. W podobnych ceremoniach w szkole przez lata pojawiali się przedstawiciele wojska, Wojskowych Centrów Rekrutacji i samorządu. Sam ceremoniał klas mundurowych nie jest więc żelechowskim wynalazkiem ani efektem jednej kadencji władz powiatu. To element szkolnej tradycji, w której wojskowa oprawa miesza się z edukacją, wychowaniem i lokalnym samorządem.

Ale działa to również w drugą stronę. Sam fakt, że szkoła ma klasy mundurowe, nie odpowiada na pytanie, czy każda forma wojskowej stylizacji jest właściwa i kto powinien w niej występować. To już kwestia ceremoniału i obyczaju, a nie prostego rachunku: wolno–nie wolno.

Internet wybrał prostszą wersję

W mediach społecznościowych takich niuansów zwykle nie ma. Jest obraz.

Starosta. Mundury. Salutowanie. „Marsz Generalski”.

Do tego polityczne nazwisko i bardzo łatwa do podania dalej scena.

W ten sposób lokalna uroczystość została opowiedziana jako historia o polityczce, która „poczuła się prezydentem”. Tak właśnie sprawę przedstawiały niektóre ogólnopolskie publikacje. Tyle że takie ujęcie pomija dwa fakty: Kurowska rzeczywiście jest oficerem oraz żelechowska szkoła ma wieloletnią tradycję pracy z klasami mundurowymi.

I tak kilkadziesiąt sekund z żelechowskiego liceum ruszyło w Polskę. Najpierw jedno duże konto, potem kolejne, politycy, komentatorzy i ci, którzy najwyraźniej nie potrzebowali już całego nagrania, żeby wydać wyrok. Z każdą kolejną publikacją szkolna uroczystość coraz mniej przypominała szkolną uroczystość, a coraz bardziej polityczny spektakl. Jedni zobaczyli w niej „generała”, inni „zwierzchnika sił zbrojnych powiatu”, jeszcze inni po prostu kolejną okazję, by uderzyć w konkretną osobę.

Sama Iwona Kurowska nie odpowiedziała serią komentarzy, nie urządziła w internecie wojny z przeciwnikami. Napisała tylko: „CZOŁEM WIELKIEJ POLSCE‼️ Nasze klasy mundurowe to moja osobista duma 🤍❤️ Powodzenia Kadeci‼️”. I właściwie tyle.

Resztę dopisali już inni. Internet zrobił z jednego szkolnego kadru polityczną historię, a duże konta nadały jej zasięg, którego w Żelechowie nikt zapewne się nie spodziewał. Być może więc na końcu warto zadać pytanie, które w tej całej historii jest ciekawsze od wszystkich internetowych kpin. Czy rzeczywiście kompromitujące było to, co wydarzyło się w piątek w Żelechowie, czy dopiero to, co później zrobiono z tych kilkudziesięciu sekund? Bo między szkolną uroczystością a ogólnopolską polityczną awanturą jest jednak spora różnica. Kto ją zatarł — i kto ostatecznie bardziej się skompromitował: osoba stojąca przed szeregiem czy ci, którzy z tego szeregu postanowili zrobić polityczną amunicję?

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo