Opis: Walenty Lewandowski (1823 Łaskarzew - 1907 Cyganki k. Kutna) na anonimowym obrazie w wydanym w 1913 roku we Lwowie albumie rocznicowym. Wywodzący się z powiatu garwolińskiego dowódca spotykał się w historiografii z różnymi ocenami. Przyborowski odmawiał mu wszelkich zalet jako dowódcy, wyżej cenili go, jak się wydaje, sami Moskale. Nikt jednak nie odmawiał mu energii i patriotyzmu
Pochodzący z Łaskarzewa konspirator i dowódca powstanie przeżył niemal cudem. Najpierw był długi szlak bojowy. Zaczął 28 stycznia od ataku na rodzinny miasto, która to operacja - podobnie jak wiele innych podobnych akcji w Noc Styczniową i w kilka kolejnych dni - okazała się militarną klapą: Rosjanie wcześniej zaalarmowani szybko i sprawnie odparli atak mniej licznego oddziału.
Zmieniły się czasy, zmieniły okoliczności
Lewandowski odszedł w kierunku Białej Podlaskiej i dalej na północ uczestniczył w przegranej bitwie pod Siemiatyczami (9 lutego). Po powrocie w okolice Łukowa z lepszym skutkiem walczył pod Woskrzenicami, Sycyną, zajął Wojcieszków, bronił się efektownie pod Staninem, wreszcie, po ciężkim boju pod wsią Róża, 27 marca, poważnie ranny, dostał się do rosyjskiej niewoli. Oznaczało to niemal automatyczny wyrok śmierci, ale Lewandowski wygrał los na życiowej loterii: okazało się, że z generałem, który go pojmał, Mikołajem Drejerem, już raz w życiu się spotkali i to w zupełnie innych okolicznościach. W czasie wojny węgierskiej w 1848 - 1849 roku dowodzeni przez Lewandowskiego polscy legioniści mieli szczery zamiar dokonać samosądu nad pojmanymi sołdatami, wśród których był młody lejtnant Drejer. Lewandowski powstrzymał wtedy podkomendnych i teraz dobro wróciło. Rosjanin wydeptał u księcia Konstantego zmianę zasądzonej kary śmierci na zesłanie na Sybir.
Gorący tygiel Syberii
Syberia była w tym czasie, wbrew dzisiejszym wyobrażeniom, miejscem dość interesującym politycznie. Przeogromna, nigdy w pełni niezintegrowana z resztą Imperium. Zasiedlona zesłańcami wszystkich nacji i orientacji politycznych, których pilnowali żołnierze i żandarmi przysłani do tej roboty też nie w nagrodę, była istnym tyglem najoryginalniejszych pomysłów. Przysłany tam służyć jako konserwatysta książę Piotr Kropotkin w gabinecie jednego z generałów znalazł stosy socjalistycznej literatury, chwilę później spotkał ojca chrzestnego światowego anarchizmu Michała Bakunina, który w towarzystwie oficerów analizował możliwość oderwania Syberii od Rosji i powołania Stanów Zjednoczonych Syberii, być może nawet połączonych z tymi w Ameryce. W tej atmosferze sam Kropotkin szybko przystał do anarchizmu i został jednym z jego głównych ideologów.
Zesłanie Polaków po powstaniu styczniowym oczywiście stanowiło potężny zastrzyk świeżej, wywrotowej krwi. Na wschód przymusowo wyruszyło około 40 tysięcy weteranów, wszystkich przekonanych, że konspirowanie przeciw carowi jest ich najświętszym obowiązkiem niezależnie od okoliczności - kilkanaście lat później postawa taka zostanie nazwana nawet liberum conspiro.
Z powstania na powstanie
Lewandowski już w drodze na zsyłkę do miejscowości Barga Rybinskoje koło Kańska nawiązał relacje z miejscowym rewolucjonistą Mikołajem Sierno-Sołowiewiczem, związanym ze środowiskiem znaczącej wywrotowej organizacji "Ziemla i Wola". Polacy z okolic Kańska i Irkucka założył tajny klub, na czele którego stanęli właśnie Lewandowski, Józef Szlenkier – warszawiak, uczestnik powstania skazany na 10 lat katorgi oraz Karol Nowakowski. Plan był prosty, acz mocno niedookreślony: ideą było wywołanie powstania, w którym mieli uczestniczyć, oprócz zesłańców, także przedstawiciele miejscowych ludów oraz samych Rosjan. Bezpiece udało się jednak wprowadzić w szeregi konspiratorów agenta i spisek zakończył się wsypą. Nie wydaje się, żeby na tym etapie był bardzo zaawansowany, o czym świadczą stosunkowo łaskawe decyzje władz: Polaków rozsadzono po mniejszych ośrodkach, Lewandowski został uwięziony na dwa lata i zesłany do Kiryńska. Po kilku latach znajdujemy go jako kupca prowadzącego, z niemałymi sukcesami, sklep galanteryjny z tytoniem w Irkucku. Wydaje się, że dzięki posiadanym kontaktom i umiejętnie najwyraźniej dzielonym łapówkom doprowadził do cudownego zaginięcia jego akt sprawy, więc z czasem udało mu się przenieść najpierw do Rosji europejskiej, a potem wrócić do Warszawy. Tutaj prowadził sklep z herbatą, spisywał pamiętniki (w większości spłonęły, z jego osobistych wspomnień znamy za to jego zeznanie złożone po pojmaniu w 1863 roku oraz relację przekazaną Waleremu Przyborowskiemu).
Polacy w końcu wywołali powstanie
Konspiracja Lewandowskiego nie była oczywiście jedynym polskim spiskiem na Syberii. Gdyby miał okazję, zapewne wziąłby osobisty udział w tzw. powstaniu zabajkalskim. W 1866 roku Polacy pod dowództwem Gustawa Szaramowicza i Narcyza Celińskiego chwycili tam za broń, próbując przebić się do oddalonych o 300 kilometrów Chin. Po początkowych sukcesach wojsko, przy wsparciu miejscowych, okrążyło ich i zmusiło do kapitulacji. Zginęło około 60 zesłańców, czterech przywódców skazano na śmierć. Historycy określają często ten zryw jako ostatni akord powstania styczniowego.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.