Przez 10 lat wolontariat i organizowanie zbiórek były bardzo ważną częścią jej życia. Dziś jest wolontariuszką inicjatywy „Spotkajmy się w Miastkowie” – wydarzenia, które łączy mieszkańców wokół idei pomocy osobom chorym i potrzebującym. 12 lipca odbędzie się już 7. edycja tej akcji. W tym roku pani Anna odpowiada m.in. za organizację loterii fantowej.
– Serdecznie zapraszam wszystkich, którzy chcieliby włączyć się w to dzieło, przekazując fanty, książki, zabawki, kosmetyki itp. Każdy gest ma znaczenie – zachęca mieszkanka Garwolina.
„Spotkajmy się w Miastkowie” to inicjatywa, która pokazuje, jak wielką siłę ma wspólnota. Łączy mieszkańców, lokalne instytucje i przedsiębiorców wokół jednego celu – realnej pomocy konkretnym osobom.
– Dla mnie to także dowód, że w małych miejscowościach drzemie ogromny potencjał dobra – mówi Anna Mucha.
Przeszłość wiecznie żywa
Równolegle coraz intensywniej angażuje się w ochronę pamięci historycznej i dziedzictwa kulturowego. To potrzeba jej serca, ale także poczucie obowiązku wobec tych, którzy byli przed nami.
Dla pani Anny bardzo ważna jest historia jej rodziny. Niemal dokładnie dwa lata temu, 15 września, zmarł nagle jej tata – Robert Cichocki. To on nauczył ją patrzeć na rodzinne miejsca z wrażliwością i uważnością.
– Zabierał nas na spacery po Szczukach i Krasnem, opowiadał o dworku, o rodzinie Żórawskich, u których pracowała Maria Skłodowska-Curie, o cukrowni w Krasińcu, o historii tej ziemi. Dla niego przeszłość była żywa – wspomina pani Anna.
Po śmierci ojca otrzymała rodzinne pamiątki od swojego wujka, Włodzimierza Cichockiego. Wówczas zrozumiała, że nie może już odkładać historii „na później”. Tak powstała grupa „Krasiniec/Szczuki dawniej i dziś” – przestrzeń wspomnień, która dziś liczy ponad dwa tysiące osób. Ludzie odnajdują tam rodzinę, dawnych sąsiadów i wspomnienia. Za to dzieło w 2023 roku otrzymała w Przasnyszu wyróżnienie od Kapituły Medalu Stanisława Ostoi-Kotkowskiego.
Później powstały kolejne grupy: „Krasne dawniej i dziś” oraz „Bogate dawniej i dziś”. Każda z nich stała się przestrzenią łączenia pokoleń.
W swojej rodzinie kultywuje pamięć o dziadku, Tadeuszu Cichockim – więźniu niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof. W 1944 roku został aresztowany i przewieziony do Ciechanowa, gdzie był brutalnie przesłuchiwany i torturowany, a następnie wywieziony do obozu, w którym odebrano mu imię i nadano numer 103305.
– Każdy dzień jego pobytu w KL Stutthof był walką o przetrwanie w nieludzkich warunkach głodu, przemocy i ciągłego upokorzenia. Mimo skrajnego wycieńczenia potrafił w listach do żony przekazywać słowa nadziei i wiary w powrót do domu. Pod koniec wojny został zmuszony do udziału w marszu śmierci – jednej z najbardziej dramatycznych prób, jakie spotkały więźniów ewakuowanych z obozu. Wielu z nich straciło życie z wycieńczenia, zimna i głodu – opowiada wnuczka Tadeusza.
Symboliczne domknięcie historii
Dziadek pani Anny przeżył marsz śmierci, choć jego organizm był skrajnie wyniszczony. Gdy trafił do szpitala w Kościerzynie, ważył zaledwie 35 kilogramów i był cieniem człowieka, którym był przed wojną. Przetrwał jednak to piekło i wrócił do rodziny, niosąc w sobie doświadczenie, które na zawsze go naznaczyło. Dla jego wnuczki stało się ono zobowiązaniem do pielęgnowania pamięci o nim i o wszystkich, którzy przez to miejsce przeszli.
W 80. rocznicę wyzwolenia obozu pani Anna miała zaszczyt uczestniczyć w uroczystościach w Muzeum Stutthof.
– To było dla mnie symboliczne domknięcie historii – zdjęcie mojego dziadka z rocznicy wyzwolenia obozu i moje, wykonane w tym samym miejscu po wielu latach. Dwa pokolenia, jedna pamięć. Zorganizowałam autorską wystawę poświęconą historii Krasińca i Szczuk, w której wątek obozowy jest obecny jako osobiste świadectwo – wyjaśnia mieszkanka Garwolina.
Pierwsza wystawa odbyła się w Krasińcu dzięki pomocy wójta gminy Płoniawy-Bramura, Jakuba Dudka. Druga – na zaproszenie wicestarosty makowskiego Agnieszki Dąbrowskiej-Kot – w Centrum Dialogu Kulturowego „Dom Wesołka” w Makowie Mazowieckim. Do 27 lutego wystawa była dostępna w Muzeum Historycznym w Przasnyszu. Kolejna odsłona planowana jest w Mławie.
Obiektem zainteresowań pani Anny stała się także Maria Skłodowska-Curie oraz dworek w Szczukach, z którym postać naszej dwukrotnej noblistki jest nierozerwalnie związana. W 1886 roku, jako osiemnastoletnia guwernantka, zamieszkała w dworku należącym do rodziny Żórawskich. Tam przeżyła pierwszą wielką miłość, tam też uczyła nie tylko dzieci z dworu, ale potajemnie również dzieci wiejskie.
– Dworek został w ostatnich latach zabezpieczony – wzmocniono fundamenty, naprawiono dach i mury. Wierzę jednak, że to dopiero początek. Moim marzeniem jest, aby powstało tam muzeum przypominające o młodości naszej noblistki. Takie miejsca są cichymi świadkami historii – nie wolno nam pozwolić im zniknąć – podkreśla Anna Mucha.
Pamięć o małych miejscach
Od zapomnienia stara się uchronić także cukrownię „Krasiniec”. Została ona założona w latach 1866–1867 przez hrabiego Ludwika Krasińskiego i była sercem lokalnej społeczności. Wokół niej powstały szkoła, biblioteka, orkiestra oraz straż pożarna.
Dziś budynki niszczeją, dlatego tak cenne są fotografie jej wujka, Włodzimierza Cichockiego.
– Dokumentował życie cukrowni i okolic. Część jego zdjęć została opublikowana w „25 mikrowyprawach po Mazowszu”. Mam tę samą pasję – również fotografuję miejsca i wydarzenia, by zatrzymać je w czasie – wyjaśnia rozmówczyni.
Felietony Anny Muchy publikowane są na stronie Starostwa Powiatowego w Makowie Mazowieckim. Pisze o historii lokalnej, pamięci oraz ludziach i miejscach, które warto ocalić.
– O mojej działalności informują media z Przasnysza, Ciechanowa, Makowa Mazowieckiego i Ostrołęki. Ogromnym wzruszeniem było dla mnie także to, że moja wystawa została wymieniona wśród wydarzeń na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To znak, że pamięć o małych miejscach jest ważna – opowiada pani Anna.
Do Garwolina przeprowadziła się 17 lat temu – stąd pochodzi jej mąż. Jej dzieci chodzą tu do szkoły i przedszkola. Synowie grają w miejscowym klubie Wilga Garwolin.
– Początki nie były łatwe – zmiana miejsca, ludzi, całego dotychczasowego życia. Spotkałam tu jednak wielu życzliwych ludzi. Dziś Garwolin jest moim domem – miejscem życia mojej rodziny i mojej działalności społecznej – mówi.
Wśród swoich najbliższych planów wymienia kolejne odsłony wystawy oraz dalsze starania o pełną renowację dworku w Szczukach.
– Chciałabym odnaleźć kolejne fotografie i dokumenty, dotrzeć do świadków historii, nagrać ich wspomnienia. I nadal łączyć ludzi poprzez pamięć – dodaje.
Czego można jej życzyć? Wytrwałości. Aby nie zabrakło jej siły i odwagi w odkrywaniu historii oraz w pomaganiu innym. Aby dworek stał się muzeum. Aby pamięć trwała.
– Bardzo ważne jest dla mnie wsparcie najbliższych. Z wdzięcznością dziękuję mojej rodzinie i wszystkim osobom, które mnie wspierają – kończy pani Anna.

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.