Najbliższa sesja Rady Gminy Sobolew zapowiada się jako kolejna odsłona tego samego problemu. Już wcześniej obrady zdominowały skargi – podczas poprzedniej sesji rozpatrywano aż 39 projektów uchwał w tej sprawie. Część skarg uznano za zasadne, część pozostawiono bez rozpoznania, a w jednym przypadku wydłużono termin ich rozpatrzenia.
Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym każda skarga musi zostać przeanalizowana, a rozstrzygnięcie wymaga osobnej uchwały. W praktyce oznacza to ogromną pracę administracyjną. Jak wynika z relacji wójta Macieja Błachnio, skala zjawiska jest jednak czymś więcej niż standardową aktywnością obywatelską.
– To jest taki paradoks prawny, bo można powiedzieć, że te maile są wysyłane do naszego urzedu z dziewięćdziesięciu różnych kont mailowych. Wszystkie mają praktycznie jednakową treść – mówi.
Ten sam zarzut, wiele podpisów
Jak wynika z relacji wójta Macieja Błachnio, treść skarg jest w dużej mierze powielana i dotyczy tych samych zarzutów:
– Mam przed sobą jedną ze skarg. Chodzi o rzekome zaniedbania, brak reakcji. Dalej – o nieprawidłowości podczas nocnej interwencji w schronisku po jego zamknięciu. Jest też zarzut, że utrudniałem pracę wolontariuszy, którzy odbierali zwierzęta.
W dokumentach pojawiają się również kolejne oskarżenia:
– Że przerzuciłem odpowiedzialność finansową na wolontariuszy i fundacje, że nie zapewniono zwierzętom dostępu do wody i pożywienia, że panował chaos organizacyjny, że gaszono światło wolontariuszom, że zrzekłem się odpowiedzialności prawnej.
Jak podkreśla wójt, wszystkie te zarzuty powtarzają się w kolejnych pismach:
– Te skargi się powielają, są bardzo podobne, tylko wysyłane z różnych kont.
Problem polega jednak nie tyle na samej treści, co na skali. Z punktu widzenia prawa każda wiadomość – nawet jeśli identyczna – jest odrębną sprawą administracyjną. Każdą trzeba zarejestrować, przeanalizować i formalnie rozpatrzyć.
Urząd zamiast działać – odpowiada
W praktyce oznacza to poważne obciążenie dla administracji. – Mamy po prostu nawał pism i wniosków o informację publiczną. Pytania dotyczą wszystkiego – od wynagrodzeń w urzędzie po wszystkie sprawy związane ze schroniskiem i przetargami – mówi wójt.
To już nie jest zwykła praca urzędu, lecz równoległy proces obsługi masowej korespondencji. – Musieliśmy szybko zatrudnić dodatkową osobę do pomocy, bo pracownicy są bardzo obciążeni – dodaje.
W realiach niewielkiego samorządu to znacząca ingerencja w organizację pracy.
Presja, która ma konsekwencje
Skutki nie są wyłącznie administracyjne. – Ostatnie miesiące były nerwowe. Było bardzo dużo pracy, dużo tych pism, dużo zapytań – przyznaje Błachnio. Jak dodaje, doszło nawet do sytuacji zasłabnięcia jednej z pracownic na tle nerwowym.
To pokazuje, że konflikt wokół schroniska przestał być jedynie sporem medialnym. Stał się realnym obciążeniem instytucji – z protestów przeniósł się do procedur, uchwał i urzędowych odpowiedzi.
Źródłem całej sytuacji są wydarzenia sprzed kilku miesięcy – zamknięcie schroniska dla zwierząt w Sobolewie. Sprawa wywołała protesty i zaangażowanie środowisk prozwierzęcych. Na miejscu pojawili się wolontariusze i organizacje społeczne, które uczestniczyły w zabezpieczaniu zwierząt. Równolegle w przestrzeni publicznej pojawiły się liczne zarzuty wobec władz gminy, a dyskusja szybko przeniosła się do internetu i mediów. To właśnie w tym czasie rozpoczął się napływ skarg i wniosków, który – jak widać – trwa do dziś.

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.