Dokładna liczba ofiar nie jest znana - niektóre źródła informują nas, że zgładzonych w tym miejscu zostało 3, a nawet 4 tysiące istnień ludzkich. Wśród ofiar niemieckiego barbarzyństwa znajdowały się osoby różnych narodowości – byli wśród nich Polacy, Żydzi, Romowie – obywatele II Rzeczpospolitej, Polacy, także ci pochodzenia żydowskiego i romskiego - oraz jeńcy radzieccy. Ciała ofiar hitlerowskiej zbrodni, często ich szczątki, spoczęły w masowych grobach.
Po roku 1945 mogiły zostały oznakowane i upamiętnione. Wśród niewinnych osób, które pochowano na "Lisich Jamach" są rozstrzelani przez Niemców w lasach, więzieniach i innych okolicznych miejscach. Często wyciągnięci z domów w środku nocy i w odwecie za działalność konspiracyjną na rzecz Państwa Polskiego zgładzeni.
Bywało, że pozbawione życia w tym miejscu zostały całe rodziny
W czasie niemieckiej okupacji na terenie powiatu garwolińskiego przez wiele miesięcy funkcjonowała niemiecka ekspedycja karna, którą tworzyło około 150 żołnierzy. Ich oficjalnym zadaniem było zwalczanie szmuglu oraz wyłapywanie Żydów. W rzeczywistości rozstrzeliwali oni każdego, kto był dla nich niewygodny. Miejsce mordu zorganizowano na "Lisich Jamach". To tam codziennie rozstrzeliwano po kilkanaście lub kilkadziesiąt osób, mężczyzn i kobiet. Bywało, że pozbawione życia w tym miejscu zostały całe rodziny.
Schemat działań Niemców był zazwyczaj podobny. Sporządzali listę, przyjeżdżali na miejsce i wyprowadzali swoje ofiary z domów, po czym na oczach najbliższych rozstrzeliwali nieszczęśników. Zamordowanych ładowali na ciężarówki, a ich ciała wywozili na "Lisie Jamy". Bywało, że osoby w różny sposób zaangażowane w konspirację, przechwytujące niemieckie listy na poczcie, posiadające broń i inne były aresztowane przez żandarmów, wywożone do więzienia, w którym przez kilka tygodni były torturowane. Ich ostatnią drogą stawał się wywóz na "Lisie Jamy". Wśród zamordowanych byli także więźniowie Pawiaka. Pluton egzekucyjny rozstrzeliwał ponadto dowożonych samochodem skazańców z miasta. Po egzekucji ciała pomordowanych ładowano na samochody ciężarowe. W miejscu mordu okoliczna ludność składała kwiaty.
Odpowiadał za drukowanie i kolportaż podziemnej bibuły
Wśród zamordowanych na "Lisich Jamach" było wielu polskich patriotów, aktywnych członków ruchu konspiracyjnego. Nie sposób wymienić ich wszystkich – personalia wielu osób niemieckich zbrodni nie są znane. Na uwagę zasługują wszyscy, niemniej wspomnimy w tym miejscu jednego, którego postawa stała się symbolem polskiego czynu niepodległościowego przeciwko niemieckiemu oprawcy. Mowa o Władysławie Jóźwickim.
Bohater urodził się 20 kwietnia 1918 roku w Piotrkowie koło Lublina. Pochodził z rodziny robotniczej. W młodości służył w harcerstwie. Pobierał nauki w szkole powszechnej w Baranowie nad Wieprzem. Jako 18-latek został absolwentem Szkoły Handlowej im. Stanisława Szczepanowskiego w Warszawie. Pod koniec 1938 roku objął funkcję praktykanta biurowego w Urzędzie Gminy Górzno. Był śpiewakiem – amatorem, miłośnikiem rodzimej historii, zaczytanym w "Trylogii" Henryka Sienkiewicza.
Razem ze swoimi starszymi braćmi, Edwardem i Bolesławem (miał także trzy siostry), Władysław od pierwszych dni niewoli służył w konspiracji – jako jeden z pierwszych w Górznie został członkiem miejscowego oddziału Związku Walki Zbrojnej, późniejszej Armii Krajowej. Jako że był kawalerem, w swojej działalności odznaczał się dużą brawurą. Był podkomendnym pierwszego dowódcy lokalnej ZWZ-AK, nauczyciela i podporucznika rezerwy, Konstantego Domańskiego, ps. "Grzmotek". Był łącznikiem pomiędzy Placówką Górzno a komendą Obwodu "Gołąb" w Garwolinie, walczył w jednostce dywersyjnej. Odpowiadał za drukowanie i kolportaż podziemnej bibuły – w jego domu przez kilka miesięcy zlokalizowana była drukarnia wydawanego przez komendę Obwodu konspiracyjnego biuletynu informacyjnego.
Żołnierze Armii Krajowej, przy pomocy gajowego, zabrali ciało "Sępa" kilka dni po wykonaniu wyroku
Władysław Jóźwicki uczestniczył w wielu akcjach, m.in. w niszczeniu obiektów gospodarczych, pracujących na rzecz armii niemieckiej. Został pochwycony przez oprawców w czasie zniszczenia mleczarni – akcja wyznaczona została na północ 12 czerwca 1943 roku. Po torturach uciekł z transportu. Aresztowany przez żandarmów po raz drugi trafił w ręce gestapo, będąc poddanym brutalnemu śledztwu. W czasie przesłuchań nie załamał się, dzięki czemu jego organizacja mogła dalej działać.
Podobnie jak wielu polskich bohaterów został rozstrzelany na "Lisich Jamach". Żołnierze Armii Krajowej, przy pomocy gajowego, zabrali ciało "Sępa" kilka dni po wykonaniu wyroku. Potajemnie rozkopali mogiłę i złożyli zwłoki na wozie w trumnie, którą przykryli gałęziami. Po dotarciu do Unina w nocy zorganizowali męczennikowi żołnierski pogrzeb. Jego ciało złożono w przydrożnym grobie.
Po wojnie szczątki Władysława Jóźwickiego zostały przeniesione na cmentarz parafialny w Górznie, gdzie spoczął on obok towarzyszy broni, poległych w 1944 roku w czasie akcji likwidacji mleczarni, Stanisława Paziewskiego i Jana Więckowskiego. Dzisiaj kawaler Krzyża Armii Krajowej jest patronem Publicznej Szkoły Podstawowej w Górznie.

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.