Pasja, talent, odwaga i wielkie serca! Niezwykli mężczyźni z powiatu garwolińskiego

Opublikowano:
Autor: ok

Pasja, talent, odwaga i wielkie serca! Niezwykli mężczyźni z powiatu garwolińskiego - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z powiatu garwolińskiego10 marca w Polsce obchodzimy Dzień Mężczyzn. Święto może nie tak hucznie celebrowane jak Dzień Kobiet, ale to dobra okazja, by na chwilę zatrzymać się i pomyśleć o tych, którzy na co dzień robią swoje – często po cichu, bez wielkich fanfar, za to z pasją, charakterem i uporem godnym podziwu. Nie przygotowaliśmy rankingu. Nie będzie miejsc pierwszych, drugich ani trzecich. Bo jak właściwie zmierzyć niezwykłość? Czy da się porównać człowieka, który przez pół wieku wychowuje sportowców z artystą podbijającym światowe sceny albo z regionalistą, który ocala pamięć o dawnym Garwolinie? Każdy z nich jest wyjątkowy na swój własny sposób!
reklama

Postanowiliśmy więc zrobić coś innego. Z okazji Dnia Mężczyzn przedstawiamy kilku niezwykłych panów z powiatu garwolińskiego – ludzi różnych profesji, temperamentów i życiowych dróg. Łączy ich jedno – pasja do tego, co robią, oraz wpływ, jaki wywierają na innych. To nie jest lista "najlepszych". To raczej galeria charakterów – ludzi, którzy pokazują, że niezwykłość nie zawsze musi oznaczać wielką karierę czy pierwsze strony gazet. Czasem oznacza po prostu konsekwencję, pasję i odwagę, by robić w życiu to, w co naprawdę się wierzy. A takich mężczyzn – na szczęście – w powiecie garwolińskim nie brakuje!

Nazwiska ułożyliśmy w kolejności alfabetycznej.

reklama

Stanisław Buszta – trener, który przez pół wieku wychowywał mistrzów i charaktery

W historii garwolińskiego sportu są nazwiska, których nie trzeba przedstawiać. Jednym z nich jest Stanisław Buszta – trener, wychowawca i człowiek, który przez ponad pięćdziesiąt lat wprowadzał młodych mieszkańców Garwolina w świat sportu. Dla wielu pokoleń zawodników był nie tylko szkoleniowcem, ale także przewodnikiem, mentorem i autorytetem.

 Choć pochodzi z niewielkiej miejscowości na Podkarpaciu, to właśnie Garwolin stał się miejscem, w którym zbudował swoje sportowe dzieło życia. Od 1974 roku związany jest z klubem Wilga Garwolin, gdzie objął funkcję instruktora lekkoatletyki. Od tamtej pory niemal codziennie można było spotkać go na stadionie – wśród młodzieży, treningów i sportowych emocji.

reklama

 Jego przygoda ze sportem zaczęła się jeszcze w młodości. Do lekkiej atletyki namówił go starszy brat Janusz. To właśnie wtedy młody Stanisław odkrył fascynację "królową sportu" – dyscypliną wymagającą wszechstronności, determinacji i charakteru.

 – Brat mówił, że w jego drużynie przydałby się ktoś, kto potrafi skakać w dal, biegać na krótkich dystansach i rzucać piłeczką palantową. Tak się zaczęło, a ja się w tym szybko zakochałem – wspominał po latach.

 Z czasem starty na stadionie ustąpiły miejsca pracy trenerskiej. Buszta szybko zrozumiał, że jego prawdziwą misją jest praca z młodzieżą. Przez kolejne dekady wychował ponad tysiąc młodych zawodników, z których wielu zdobywało medale na zawodach regionalnych i ogólnopolskich, a niektórzy sięgali także po sukcesy międzynarodowe i reprezentowali Polskę na prestiżowych imprezach sportowych.

reklama

 Jednak dla trenera Buszty sport nigdy nie był tylko walką o medale.

 – Staram się uczyć młodzież, że najważniejsze to mieć zapał, ale i pokorę. Sukces nie przychodzi łatwo. Trzeba go wypracować – podkreślał.

 Jego filozofia była prosta, ale niezwykle skuteczna: dyscyplina, wytrwałość i odpowiedzialność za własną pracę. Trening był dla niego nie tylko procesem sportowym, ale przede wszystkim wychowawczym. Uczył młodych ludzi cierpliwości, systematyczności i wiary w siebie – wartości, które przydają się nie tylko na stadionie, ale również w dorosłym życiu.

 Wychowankowie wspominają go jako człowieka wymagającego, ale jednocześnie pełnego ciepła i zrozumienia. Wielu z nich podkreśla, że to właśnie on pomógł im nie tylko osiągać sportowe wyniki, ale także kształtować charakter i życiową postawę.

reklama

 Satysfakcją i nagrodą były dla niego zawsze sukcesy podopiecznych.

 – Największą radość daje mi widok dzieciaków, które zaczynają od zera, a potem zdobywają medale i reprezentują nasze miasto – mówił.

 Dla wielu z nich był początkiem drogi, która prowadziła dalej – do kariery trenerskiej, pracy nauczycielskiej czy dalszego rozwoju sportowego.

 Po ponad pięciu dekadach pracy trener Buszta stanął jednak przed trudną decyzją o ograniczeniu swojej działalności. Wpłynęły na to względy zdrowotne oraz rodzinne.

 – Sport to moje życie. Ale każdy kiedyś musi powiedzieć sobie stop – przyznał.

 Choć nie prowadzi już codziennych treningów, nadal pozostaje blisko sportu. Wspiera działalność sekcji lekkoatletycznej Wilgi Garwolin, dzieli się swoim doświadczeniem i uczestniczy w ważnych wydarzeniach klubowych.

 Trudno dziś wyobrazić sobie historię lekkiej atletyki w Garwolinie bez jego nazwiska. To właśnie Stanisław Buszta stworzył fundamenty tej dyscypliny w mieście i wychował pokolenia młodych sportowców.

 Jego historia pokazuje, że prawdziwy trener nie mierzy sukcesu wyłącznie medalami. Największym osiągnięciem jest to, że setki młodych ludzi dzięki niemu uwierzyły w siebie, nauczyły się wytrwałości i pokochały sport. A to dziedzictwo, które pozostaje na długie lata.

Antoni Garwoliński – Garwolin to dla niego nie tylko miejsce na mapie – to niezwykła opowieść, którą warto ocalić dla kolejnych pokoleń

Jego nazwisko nie jest przypadkowe. Urodzony i wychowany w Garwolinie, przez całe swoje życie był świadkiem historii miasta – a z czasem stał się także jej kronikarzem. Z zawodu kuśnierz i rolnik, z zamiłowania regionalista, historyk i społecznik, który z niezwykłą pasją dokumentował dzieje miejsca, w którym przyszło mu żyć.

 Pan Antoni urodził się 11 czerwca 1934 roku w rodzinie rzemieślniczo-rolniczej. Już jako kilkuletni chłopiec przeżył wydarzenia, które na zawsze zapisały się w historii Garwolina – bombardowania miasta, okupację niemiecką, prześladowania ludności żydowskiej i dramatyczne chwile przejścia frontu w 1944 roku.

 – Wypadło mi żyć w ciekawych czasach – mówi z charakterystycznym spokojem.

 Jego dziecięce wspomnienia to obrazy wojny: samoloty bombardujące miasto, rozstawione karabiny maszynowe, pożary i polowe szpitale. W pamięci zachował również osobiste tragedie – śmierć bliskich w walkach partyzanckich i dramatyczne wydarzenia powojennych lat.

 To właśnie te doświadczenia sprawiły, że postanowił ocalić od zapomnienia historie ludzi i miejsc związanych z Garwolinem.

 Przez całe życie był aktywnym uczestnikiem życia społecznego miasta. Od 1952 roku działa w Ochotniczej Straży Pożarnej w Garwolinie, gdzie przez lata brał udział w akcjach ratowniczych i pracach organizacyjnych. Równolegle śpiewał w chórze parafialnym przy kościele Przemienienia Pańskiego oraz angażował się w działalność parafii jako członek rady parafialnej.

 W latach 1970–1990 przez trzy kadencje pełnił funkcję radnego miejskiego Rady Narodowej w Garwolinie. Jest także członkiem Ludowego Towarzystwa Naukowo-Kulturalnego, Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej oraz Rady Seniorów przy Radzie Miasta Garwolina.

 Jednak prawdziwa pasja pana Antoniego rozwinęła się dopiero na emeryturze.

 Kiedy w 1996 roku zakończył pracę zawodową, postanowił spisać wspomnienia swoje i swoich przodków. Z czasem te zapiski zaczęły przekształcać się w opowieść o dziejach całego miasta.

 Tak powstały publikacje, w których dokumentuje życie dawnego Garwolina – jego mieszkańców, zwyczaje i wydarzenia.

 Nauczył się nawet obsługi komputera, by móc swoje wspomnienia zapisywać.

 – Siadłem za tym komputerowym urządzeniem i zacząłem pisać. Ile z tą nauką było przygód, to wiedzą tylko moi rówieśnicy – wspomina z uśmiechem.

 Jedną z jego publikacji są "Wspomnienia", wydane w 2017 roku w ramach projektu "Z kart historii". W książce tej opowiada o losach swojej rodziny oraz o dawnym Garwolinie – świecie, którego dziś już nie ma.

 Pan Antoni jest także aktywistą życia społecznego i kulturalnego. Przez lata pielęgnował tradycje rzemieślnicze i rolnicze regionu, tworzył wieńce dożynkowe, angażował się w wydarzenia religijne oraz popularyzował lokalne zwyczaje, m.in. kult św. Anny w Garwolinie.

 Chętnie spotyka się z mieszkańcami, a szczególnie z młodzieżą, opowiadając o historii miasta i ludziach, którzy je tworzyli. Jego niezwykła pamięć i pasja sprawiają, że każde takie spotkanie zamienia się w fascynującą podróż w czasie.

 W 2022 roku Antoni Garwoliński został uhonorowany tytułem "Zasłużony dla Powiatu Garwolińskiego", przyznanym na wniosek Rady Miasta Garwolina.

 Dziś, mając ponad dziewięćdziesiąt lat, pozostaje człowiekiem niezwykle aktywnym i młodym duchem. Wciąż pisze, wspomina i opowiada historię swojego miasta.

Stanisław Jałocha – strażnik ligawkowego brzmienia Mazowsza

W grudniowe, mroźne poranki nad polami Mazowsza Leśnego rozlega się dźwięk, który dla wielu mieszkańców jest jednym z najstarszych znaków zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. To głos ligawki – archaicznego instrumentu, którego brzmienie od wieków towarzyszyło adwentowi. Dziś jednym z najważniejszych strażników tej tradycji jest Stanisław Jałocha z Kalonki w gminie Pilawa.

 Urodzony w 1948 roku, całe swoje życie związał z rodzinną wsią. Tu prowadzi gospodarstwo rolne, tu także pielęgnuje tradycję, która w wielu miejscach Polski już dawno zanikła. Umiejętność budowania i gry na ligawce przejął po swoim ojcu, Bolesławie Jałosze (1916–2006). To właśnie od niego nauczył się zarówno stolarskiego kunsztu, jak i charakterystycznej techniki wydobywania dźwięku z tego niezwykłego instrumentu.

 Dawniej gra na ligawkach była w tej części Mazowsza czymś powszechnym. W Kalonce, Gocławiu i okolicznych wsiach wielu młodych chłopców samodzielnie wykonywało instrumenty i uczyło się na nich grać. Dźwięk ligawki można było usłyszeć w całej okolicy – od Kołbieli aż po Garwolin.

– Kiedyś w każdym domu było po trzech czy czterech kawalerów i każdy miał ligawkę, na której grał. To było wtedy modne – wspomina Stanisław Jałocha.

 Dziś ta tradycja przetrwała w zaledwie kilku miejscach. Pan Stanisław jest ostatnim aktywnym legaczem starszego pokolenia w regionie, który wciąż kontynuuje zwyczaj porannego ogrywania adwentu.

 Ligawki buduje własnoręcznie – najczęściej z drewna wierzbowego, a ustniki wykonuje z drewna wiśniowego. Każdy instrument powstaje ręcznie i wymaga dużej precyzji oraz doświadczenia. To rzemiosło, które przez pokolenia przekazywano z ojca na syna.

 Sam instrument ma niezwykle długą historię. Już w średniowieczu używano podobnych rogów w wojsku i pasterstwie – do komunikacji na odległość, wzywania pomocy czy zwoływania stad. Z czasem ich brzmienie zaczęło nabierać znaczenia religijnego.

 Na wschodnim Mazowszu ligawka stała się instrumentem adwentu – jej donośny, głęboki dźwięk miał przypominać trąby aniołów zwiastujących narodziny Chrystusa.

 – Granie na ligawce słychać było codziennie w całej wsi. Temu muzykowaniu towarzyszyły pieśni pełne tęsknoty i oczekiwania na Boże Narodzenie – opowiada.

 Tradycyjnie na ligawkach grało się o świcie, często jeszcze przed wschodem słońca. Najlepszą pogodą do gry był lekki mróz – wtedy dźwięk niósł się najdalej nad polami i wsiami.

 Dzięki działalności Stanisława Jałochy ta tradycja nie zanikła. Przez lata wychował kilkunastu młodych legaczy, którzy dziś kontynuują adwentowe muzykowanie w regionie.

 Pan Stanisław nie tylko gra i buduje instrumenty, ale także opowiada o ich historii. Podczas spotkań i wydarzeń kulturalnych dzieli się wiedzą o ligawkach i dawnych zwyczajach regionu.

Jann – niezwykły kontratenor z powiatu garwolińskiego, który zachwycił świat

Gdy pojawia się na scenie, trudno oderwać od niego wzrok i jeszcze trudniej zapomnieć jego głos. Jann – artysta pochodzący z powiatu garwolińskiego – w krótkim czasie zdobył popularność, o jakiej wielu muzyków marzy latami. Jego charakterystyczne brzmienie i sceniczna charyzma sprawiły, że dziś mówi się o nim nie tylko w Polsce, ale i za granicą.

 Nie każdy artysta potrafi połączyć w jednym głosie emocję, teatralność i niepokojącą energię. Jann – właściwie Jan Rozmanowski – należy do tej rzadkiej grupy. To wokalista, który w ciągu zaledwie kilku lat stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych młodych artystów polskiej sceny muzycznej, a jego charakterystyczny, niemal operowy głos sprawił, że zaczęto mówić o nim także poza granicami kraju.

 Choć urodził się w Lublinie, dorastał w powiecie garwolińskim – w miejscowości Natalia w gminie Garwolin. Wychowywał się w dużej, artystycznej rodzinie, w domu pełnym muzyki i twórczej energii.

 Już jako dziecko wyróżniał się niezwykłym głosem. Mając zaledwie 12 lat, śpiewał w Operze Narodowej w Warszawie, występując w spektaklu "Król Roger". To doświadczenie pokazało mu, że scena może stać się jego naturalnym środowiskiem.

 Później rozwijał swoje umiejętności muzyczne również za granicą – studiował w Wielkiej Brytanii w szkole artystycznej oraz w uczelni muzycznej BIMM Institute. Jednak zamiast klasycznej kariery operowej wybrał własną drogę – nowoczesną muzykę pop i alternatywną, w której mógł połączyć teatralność z elektronicznymi brzmieniami.

 Na scenie Jann wyróżnia się nie tylko głosem, ale także niezwykłą charyzmą. Jego głos określany jest jako kontratenor – rzadki typ męskiego głosu, który pozwala osiągać bardzo wysokie rejestry i nadaje jego interpretacjom wyjątkową ekspresję.

 Przełom w jego karierze nastąpił w 2023 roku, gdy wystąpił w polskich preselekcjach do Konkursu Piosenki Eurowizji z utworem "Gladiator". Jego spektakularny występ zachwycił publiczność, a artysta zdobył największe poparcie widzów w głosowaniu SMS.

 Choć ostatecznie zajął drugie miejsce, jego występ stał się jednym z najgłośniejszych momentów tamtych preselekcji. Występ Janna obejrzały miliony widzów, a piosenka "Gladiator" błyskawicznie zdobyła ogromną popularność w internecie i serwisach streamingowych.

 Dla wielu fanów był prawdziwym zwycięzcą tego konkursu.

 Po tym występie jego kariera nabrała tempa. Jann zaczął występować na największych festiwalach muzycznych w Polsce, koncertował w kraju i za granicą, a jego utwory trafiały na popularne playlisty streamingowe.

 W krótkim czasie z artysty znanego głównie w internecie stał się jedną z najciekawszych postaci młodej polskiej sceny alternatywnej.

 Jednak mimo rosnącej popularności Jann często podkreśla swoje związki z miejscem, w którym dorastał. Garwolin i okolice pozostają ważną częścią jego historii – miejscem pierwszych muzycznych doświadczeń i artystycznych inspiracji.

Krzysztof Kot – człowiek, który ocala pamięć Garwolina

Nie każdy potrafi zatrzymać przeszłość na dłużej niż jedną chwilę. Krzysztof Kot z Garwolina robi to od lat – z pasją, cierpliwością i ogromnym zaangażowaniem. Dzięki niemu stare fotografie, dokumenty, mapy czy wspomnienia mieszkańców nie znikają w zapomnieniu, lecz stają się częścią żywej historii miasta i całego powiatu garwolińskiego.

 Jego przygoda z historią zaczęła się od rodzinnych korzeni. Tworzenie drzewa genealogicznego szybko przerodziło się w znacznie szerszą pasję – badanie historii Garwolina i dawnego powiatu garwolińskiego. Szczególne miejsce w jego sercu zajmuje stara fotografia – ta na papierze, błonach fotograficznych czy szklanych negatywach. Dla takich skarbów jest gotów zrobić naprawdę wiele, bo – jak sam mówi – każde zdjęcie to fragment czyjegoś życia i kawałek historii miejsca.

 Od blisko dziesięciu lat jest współtwórcą portalu garwolin.org oraz popularnego fanpage`a "Dawny Powiat Garwolin i Okolice", gdzie razem z innymi pasjonatami przypomina historię regionu poprzez fotografie, dokumenty i opowieści mieszkańców. To właśnie tam wielu ludzi po raz pierwszy odkrywa, jak wyglądał dawny Garwolin i jak bogata jest historia ziemi garwolińskiej.

 Krzysztof Kot to jednak nie tylko internetowy popularyzator historii. To przede wszystkim społecznik i inicjator licznych działań w przestrzeni miasta. Jest pomysłodawcą I Garwolińskiej Nocy Muzeów bez Muzeum, organizuje spacery historyczne po Garwolinie, prowadzi spotkania i wykłady, podczas których opowiada o miejscach, budynkach i ludziach, którzy tworzyli historię miasta.

 Współtworzył także książkę "Przedwojenny Garwolin z albumów mieszkańców", w której udało się ocalić wiele unikatowych fotografii z prywatnych kolekcji. Od 2019 roku angażuje się również w tworzenie Mini Izby Pamięci Garwolina przy ulicy Senatorskiej, gdzie gromadzone są pamiątki związane z historią miasta.

 Jako wiceprezes Fundacji Koszary – Przywróćmy Pamięć działa na rzecz zachowania dziedzictwa Garwolina i przypominania historii 1. Pułku Strzelców Konnych. Jednym z jego marzeń jest stworzenie w mieście miejsca, w którym mieszkańcy i odwiedzający mogliby poznać historię Garwolina i całej ziemi garwolińskiej.

 Jego działalność to również troska o materialne ślady przeszłości. Bierze udział w kwestach na rzecz ratowania najstarszych nagrobków na garwolińskim cmentarzu, indeksuje źródła metrykalne i dokumenty historyczne, a przede wszystkim zaraża pasją do historii młodsze pokolenia.

 Za swoją działalność został uhonorowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Srebrną Odznaką "Za opiekę nad zabytkami", przyznaną na wniosek starosty powiatu garwolińskiego.

 Krzysztof Kot jest przykładem człowieka, który pokazuje, że historia to nie tylko daty w podręcznikach. To ludzie, miejsca i wspomnienia – a ktoś musi zadbać o to, by nie zostały zapomniane. Dzięki jego pracy przeszłość Garwolina nadal żyje, inspiruje i przypomina mieszkańcom, skąd pochodzą.

 Bo właśnie taka jest jego misja: ocalić od zapomnienia.

Jakub Liszko – chłopak z Garwolina, który dotarł do światowej ligi muzyki

W świecie muzyki są artyści, którzy stoją na scenie w blasku reflektorów. Są też tacy, którzy pracują w cieniu – ale to właśnie oni często współtworzą największe światowe hity. Do tej drugiej grupy należy Jakub Liszko, producent muzyczny i kompozytor z Garwolina, którego droga do światowej branży fonograficznej jest historią odwagi, cierpliwości i niezwykłej determinacji.

Choć sam często mówi o sobie skromnie: "jestem tylko chłopakiem z małego Garwolina", jego osiągnięcia pokazują, że marzenia z małego miasta mogą prowadzić naprawdę daleko.

 Liszko jest współtwórcą albumu "Coming Home" legendarnego Ushera, który otrzymał nominację do nagrody Grammy w kategorii Best R&B Album. Dla producenta z Polski to jedno z największych możliwych wyróżnień w światowej branży muzycznej.

 Jego droga do tego momentu zaczęła się bardzo wcześnie. Już jako jedenastolatek zaczął grać na gitarze. Początkowo była to gitara klasyczna, ale szybko zamienił ją na elektryczną – zafascynowany muzyką metalową.

 W młodości grał w zespołach rockowych i metalowych, występował m.in. podczas lokalnych wydarzeń i koncertów, a nawet nagrał album z zespołem HEXFIRE w amerykańskiej wytwórni Nightmare Records.

 Jednak z czasem jego muzyczna ciekawość zaczęła kierować go w stronę produkcji muzycznej. Podczas studiów anglistycznych w Warszawie zaczął eksperymentować z programami do tworzenia muzyki, komponując utwory z pogranicza popu, R&B, hip-hopu i elektroniki.

 Prawdziwy przełom nastąpił w 2012 roku, kiedy wraz z kolegą zdecydował się na odważny krok – wyjazd do Los Angeles, by spróbować swoich sił w światowej branży muzycznej.

 Nie znali tam nikogo. Mieli jedynie oszczędności, laptop z demówkami i ogromną wiarę w to, że warto spróbować.

 To właśnie wtedy Liszko poznał Paula Dawsona (Ghost Kid), który współpracował z takimi gwiazdami jak Rihanna, Ariana Grande czy Chris Brown.

 Od tamtego czasu Jakub Liszko konsekwentnie rozwija swoją karierę w międzynarodowej branży muzycznej.

 Największym przełomem okazała się współpraca przy utworze "Stone Kold Freak", który znalazł się na albumie Ushera "Coming Home".

 To właśnie ten projekt przyniósł Liszce nominację do nagrody Grammy.

 Mimo międzynarodowych sukcesów Jakub Liszko wciąż mieszka w Garwolinie, który – jak sam mówi – jest dla niego idealnym miejscem do życia.

Mateusz Niwiński – dzięki niemu dawne melodie Mazowsza wciąż mają swoich muzykantów

Są ludzie, którzy historię opisują w książkach. Są też tacy, którzy sprawiają, że zaczyna ona znowu żyć – w muzyce, w tańcu i w spotkaniach ludzi. Do tej drugiej grupy zdecydowanie należy Mateusz Niwiński – etnolog, skrzypek, animator kultury i jeden z najważniejszych popularyzatorów tradycyjnej muzyki Mazowsza.

 Choć pochodzi z Warszawy, od ponad dwóch dekad swoje życie i działalność związał z powiatem garwolińskim. Mieszka w Starej Hucie, a od 2004 roku aktywnie działa w Stowarzyszeniu Akademia Łucznica, gdzie prowadzi warsztaty, projekty edukacyjne oraz działania związane z ochroną lokalnego dziedzictwa kulturowego.

 Z wykształcenia jest etnologiem i antropologiem kultury – absolwentem Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Jednak jego działalność wykracza daleko poza teorię. Mateusz Niwiński jest przede wszystkim praktykiem – człowiekiem, który nie tylko bada kulturę ludową, ale także ją gra, uczy jej i przekazuje dalej.

 Jego wielką pasją jest muzyka tradycyjna Polski centralnej, szczególnie Mazowsza. Na skrzypcach gra w ludowej manierze charakterystycznej dla regionu, której uczył się u mistrzów wiejskiej muzyki – przede wszystkim u legendarnego skrzypka Piotra Gacy ze Rdzowa. Sam przez lata odwiedzał mazowieckie wsie, spotykał się z dawnymi muzykantami i poznawał ich repertuar, styl gry oraz opowieści związane z lokalną kulturą.

 Dziś jest prymistą Kapeli Niwińskich i jednym z najbardziej rozpoznawalnych muzyków kultywujących tradycyjną muzykę Mazowsza. Współtworzył wiele ważnych inicjatyw związanych z kulturą ludową, m.in. Klub Festiwalowy Tyndyryndy podczas Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu, Akademię Kolberga, Radomską Szkołę Tradycji czy pierwsze Tabory Domu Tańca.

 Jednym z jego najważniejszych osiągnięć jest odtworzenie tradycji gry na adwentowych ligawkach w gminie Pilawa. Dzięki jego pracy zwyczaj ten powrócił do życia religijno-kulturalnego regionu, a charakterystyczny dźwięk dawnych instrumentów znów można usłyszeć w grudniowe poranki nad mazowieckimi polami.

 Mateusz Niwiński nie tylko gra i uczy, ale także dokumentuje ginące tradycje muzyczne regionu. Współpracował m.in. z wybitnym skrzypkiem ludowym Stefanem Nowaczkiem z Podłęża, czego efektem było nagranie i wydanie płyty dokumentującej muzykę Powiśla Maciejowickiego.

 W jego dorobku znajdują się również nagradzane wydawnictwa dokumentalne, m.in. płyta "Maria Siwiec. Śpiewaczka z Gałek Rusinowskich", która zdobyła pierwszą nagrodę Fonogram Źródeł Polskiego Radia w 2016 roku.

 Ogromnym wkładem w życie kulturalne powiatu garwolińskiego jest powołane przez niego w 2023 roku Mazowieckie Ognisko Muzyki Tradycyjnej "Spółdzielnia Muzykantów" w Garwolinie. To wyjątkowe miejsce, w którym dzieci, młodzież i dorośli mogą bezpłatnie uczyć się gry na instrumentach, poznawać lokalne melodie, tańce i przyśpiewki.

 Jak sam podkreśla, chodzi nie tylko o naukę, ale przede wszystkim o radość ze wspólnego muzykowania i budowanie wspólnoty. Zajęcia prowadzone są metodą słuchową – tak, jak dawniej uczono się muzyki na wsiach Mazowsza.

 Jego działalność obejmuje również warsztaty rzemieślnicze, projekty edukacyjne oraz działania związane z ochroną architektury drewnianej i tradycyjnych zwyczajów ludowych. Jest współautorem wystaw oraz publikacji popularyzujących tradycyjne budownictwo i kulturę regionu.

 Za swoją działalność na rzecz kultury regionalnej został w 2024 roku uhonorowany przez Mazowiecki Instytut Kultury nagrodą w kategorii "Lokalne działania twórcze", a jego projekty wspierane są przez Ministerstwo Kultury oraz instytucje zajmujące się ochroną dziedzictwa.

 Mateusz Niwiński pokazuje, że tradycja nie musi być muzealnym eksponatem. Może być żywą muzyką, wspólną zabawą, tańcem i spotkaniem ludzi, którzy chcą poczuć więź z miejscem, w którym żyją.

 Dzięki takim ludziom jak on dawne melodie Mazowsza nie milkną – wciąż brzmią i znajdują nowych słuchaczy. A to oznacza, że historia regionu nadal trwa.

Mateusz "Mati" Pałysa – człowiek orkiestra, który potrafi poruszyć serca tysięcy ludzi

Mąż, ojciec, syn, przyjaciel – ale przede wszystkim człowiek, który zawsze jest dla innych. Tak o Mateuszu Pałysie mówią ci, którzy znają go najlepiej. Niektórzy żartują nawet, że dobry Bóg musiał się pomylić i dał mu dwa serca – jedno dla siebie, a drugie dla wszystkich wokół. Bo trudno inaczej wytłumaczyć energię, z jaką od lat organizuje jedną z największych charytatywnych inicjatyw w powiecie garwolińskim.

 To właśnie on stoi za wydarzeniem "Spotkajmy się w Miastkowie", które z niewielkiej lokalnej inicjatywy przerodziło się w ogromne święto pomagania. Z roku na rok przyciąga tysiące ludzi, znanych artystów, setki wolontariuszy i sponsorów, a przede wszystkim przynosi realną pomoc potrzebującym dzieciom.

 Historia tego wydarzenia zaczęła się jednak bardzo skromnie – od potrzeby serca.

 W 2018 roku jeden z kolegów Mateusza z klubu piłkarskiego Wilga Miastków doznał rozległego wylewu. Wtedy pojawiła się myśl, która zmieniła wszystko.

– Chcieliśmy mu jakoś pomóc. Wpadliśmy na pomysł, żeby zorganizować zbiórkę – wspomina Pałysa.

 Ta spontaniczna inicjatywa szybko okazała się początkiem czegoś znacznie większego. Pierwsza edycja wydarzenia przyniosła ponad 63 tysiące złotych pomocy. Druga – już ponad 120 tysięcy. Po pandemicznej przerwie wydarzenie wróciło z jeszcze większą siłą – zbiórki zaczęły przekraczać 200, a nawet 280 tysięcy złotych.

 Dziś "Spotkajmy się w Miastkowie" to największa charytatywna impreza w powiecie garwolińskim – prawdziwy festiwal dobra, muzyki i wspólnoty.

 Mateusz Pałysa jest jej sercem i motorem napędowym. To on organizuje wydarzenie, zaprasza artystów, mobilizuje sponsorów, koordynuje wolontariuszy i potrafi przekonać ludzi, że pomaganie może być wielkim, wspólnym świętem.

 A robi to w swoim stylu – z ogromną energią, pomysłowością i dystansem do siebie. Jedną z edycji wydarzenia rozpoczął... przylatując śmigłowcem. Ten spektakularny gest stał się symbolem jego charakteru – odważnego, pełnego pasji i trochę szalonego w najlepszym znaczeniu tego słowa.

 Jednak za tą widowiskowością kryje się coś znacznie ważniejszego – autentyczne, bezinteresowne serce do pomagania.

 Każdego roku wydarzenie wspiera inne chore lub potrzebujące dzieci. Podczas imprezy odbywają się koncerty znanych artystów, licytacje, zbiórki do puszek i liczne atrakcje dla całych rodzin. Dzięki temu pomoc zamienia się w wielkie wydarzenie integrujące mieszkańców całego regionu.

 Najbardziej wzruszające momenty przychodzą jednak wtedy, gdy na scenie pojawiają się dzieci, dla których organizowana jest zbiórka.

 – To bardzo poruszające chwile. Wszyscy stoimy razem na scenie i widać wtedy, że choć oni potrzebują pomocy, to tak naprawdę jesteśmy jedną wspólnotą – mówi Mateusz.

 Drugim momentem, który szczególnie zapada mu w pamięć, jest zakończenie wydarzenia i podziękowanie dla wolontariuszy – tzw. "żółtej siły", czyli setek osób w charakterystycznych koszulkach, które pomagają w organizacji całego przedsięwzięcia.

 Bo choć Mateusz jest twarzą wydarzenia, sam zawsze podkreśla, że to sukces całej społeczności.

 Jednak bez jego energii i determinacji trudno wyobrazić sobie skalę tego przedsięwzięcia. Pałysa potrafi zarażać innych entuzjazmem, przekonywać, że warto działać i pokazywać, że nawet w niewielkiej miejscowości można stworzyć wydarzenie o ogromnym zasięgu.

 Jego pomysłowość nie zna granic. Organizatorzy nie ograniczają się jedynie do plakatów czy informacji w internecie – potrafią jeździć po okolicznych miejscowościach ciągnikiem z wozem, zapraszając mieszkańców do udziału w wydarzeniu i wspólnego pomagania.

 To właśnie ta autentyczność sprawia, że inicjatywa z roku na rok rośnie.

 – To wydarzenie utwierdza nas w przekonaniu, że idziemy w dobrą stronę. Bo "Spotkajmy się w Miastkowie" ma przede wszystkim pomagać – pomagać poprzez dobrą zabawę i wielką integrację ludzi – podkreśla Mateusz.

 Dziś impreza przyciąga tysiące uczestników, a na scenie pojawiają się znani artyści. Organizatorzy prowadzą także spektakularne licytacje – jak choćby samochodu przekazanego przez jedną z gwiazd wydarzenia.

 Ale dla Mateusza Pałysy najważniejsze jest coś zupełnie innego.

 To moment, gdy widzi, że tysiące ludzi przyjeżdża do Miastkowa Kościelnego po to, by pomagać.

I właśnie dlatego jego historia jest tak niezwykła. Bo pokazuje, że jedna osoba z wielkim sercem, pomysłem i odwagą może uruchomić lawinę dobra.

Piotr Strzeżysz – wolny ptak na dwóch kołach. Podróżnik z Trąbek, który rowerem przemierzył pół świata

Nie wszyscy potrafią żyć według własnych zasad. Piotr Strzeżysz potrafi – i właśnie dlatego przypomina wolnego ptaka, który zamiast siedzieć w jednym miejscu, wybiera drogę i nieustannie podąża za horyzontem. Podróżnik, pisarz i fotograf pochodzący z Trąbek w gminie Pilawa przemierzył na rowerze ogromne przestrzenie świata – od Alaski po Patagonię, przez Tybet i dziesiątki innych krajów. Udowadnia przy tym, że prawdziwa wolność nie polega na tym, dokąd się jedzie, lecz na odwadze, by w ogóle ruszyć w drogę i żyć tak, jak się naprawdę chce.

 Urodzony w 1973 roku w Garwolinie, wychowany w Trąbkach w gminie Pilawa, od lat należy do najbardziej rozpoznawalnych polskich podróżników rowerowych. Jeździ rowerem, odkąd sięga pamięcią, ale dla niego podróżowanie to znacznie więcej niż sport czy przygoda. To styl życia i sposób patrzenia na świat. Strzeżysz przemierzył na rowerze ogromne połacie globu – od Alaski po Patagonię, przez Tybet i dziesiątki innych krajów. Najczęściej wybiera miejsca z dala od cywilizacji, gdzie przestrzeń jest szeroka, a horyzont otwarty. Jak sam mówi, właśnie tam najłatwiej "bujać w obłokach".

 Jego podróże nie są jednak wyłącznie geograficznym przemieszczaniem się z punktu A do punktu B. Najważniejsze są dla niego spotkania z ludźmi. To oni – przypadkowo spotkani w drodze – tworzą najcenniejsze wspomnienia i doświadczenia. Jak podkreśla, podróże uczą przede wszystkim otwartości i pozwalają zobaczyć świat bez stereotypów. Strzeżysz jest także uznanym autorem literatury podróżniczej. Napisał kilka książek, w których opisuje swoje wędrówki, refleksje i spotkania z ludźmi: "Campa w sakwach", "Makaron w sakwach", "Powidoki", "Sen powrotu", "Zaistnienia" oraz "Niespełnienia".

 Szczególny rozgłos przyniosła mu książka "Powidoki", która zdobyła Nagrodę Bursztynowego Motyla im. Arkadego Fiedlera oraz Nagrodę Magellana dla najlepszej książki podróżniczej. Jego niezwykłe podejście do życia i podróżowania zostało docenione również w środowisku podróżników. W 2014 roku otrzymał prestiżową Nagrodę Kolosa w kategorii podróże, przyznaną mu "za odwagę w przyjmowaniu tego, co przynosi droga".

 Historia Piotra Strzeżysza stała się także tematem filmu dokumentalnego "Nie dojechać nigdy" w reżyserii Bartosza Liska. Film pokazuje jego drogę – zarówno tę fizyczną, przemierzaną na rowerze przez kontynenty, jak i tę wewnętrzną, związaną z poszukiwaniem wolności i sensu życia. Sam o sobie niechętnie mówi "podróżnik". Woli określenia "włóczykij", a czasem nawet "wariat". Kilkanaście lat temu podjął jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu – porzucił pracę w szkole, aby mieć więcej czasu na podróże. Od tego momentu droga stała się jego domem, a rower – najważniejszym środkiem transportu i symbolem wolności.

 Jego filozofia życia jest prosta, ale niezwykle inspirująca: "Żyć trzeba tak, jak się chce, a nie jak wypada".

 W świecie, w którym wielu ludzi podąża utartymi schematami, Piotr Strzeżysz wybrał własną drogę. Dzięki temu stał się jedną z najbardziej charakterystycznych i inspirujących postaci związanych z powiatem garwolińskim – człowiekiem, który na rowerze przejechał pół świata, a przy okazji pokazał, że prawdziwa podróż zaczyna się wtedy, gdy odważymy się żyć po swojemu.

Jan Szamryk – przez 60 lat kroczył po wszystkich kontynentach kuli ziemskiej

Wśród najbardziej niezwykłych mieszkańców powiatu garwolińskiego z pewnością znajduje się Jan Szamryk – podróżnik, który przez sześć dekad przemierzał świat. W ciągu ponad 60 lat odwiedził aż 157 krajów na wszystkich kontynentach, docierając do miejsc, o których wielu może jedynie przeczytać w książkach. Jego podróżnicza droga zaczęła się ponad sześćdziesiąt lat temu, gdy po raz pierwszy opuścił Polskę. Od tego czasu niemal całe dorosłe życie poświęcił poznawaniu świata.

 Mieszkaniec Garwolina jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Już od najmłodszych lat fascynowały go podróże i odkrywanie odległych kultur. Należy do grona romantycznych odkrywców, dla których podróżowanie jest nie tylko pasją, ale także sposobem na życie. Jego pierwsza zagraniczna wyprawa rozpoczęła się w ówczesnej Czechosłowacji i była początkiem niezwykłej drogi, która trwa do dziś.

 Podczas swoich wypraw Jan Szamryk nie tylko przemierzał kraje i kontynenty, ale również spotykał się z przedstawicielami odległych kultur i plemion – wodzami Indian, mieszkańcami Afryki, Polinezji czy Aborygenami. Zdarzało mu się mieszkać wśród pierwotnie żyjących społeczności, opuszczać się na dno mórz i oceanów czy przemierzać dzikie tereny, gdzie przygoda i ryzyko były codziennością. Spacerował wśród lwów, głaskał krokodyle nilowe i karmił z ręki sepy. Jego podróże często prowadziły śladami dawnych cywilizacji i wielkich szlaków historycznych. Wędrował między innymi tropami Majów w Ameryce Środkowej, Inków w Ameryce Południowej, a także wzdłuż Jedwabnego i Herbacianego Szlaku w Azji.

 Odbył również niezwykłą wyprawę śladami Aleksandra Wielkiego wzdłuż rzeki Oksus – dzisiejszej Amu-darii. Choć przemierzył niemal cały glob, nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. W każdym miejscu opowiadał o Polsce i o swoim rodzinnym Garwolinie, pozostawiając drobne pamiątki – symbole miasta. Dzięki temu dziś w wielu zakątkach świata można znaleźć ślady Garwolina. Mieszkanie podróżnika przypomina dziś małe muzeum świata. Ściany wypełniają pamiątki z najdalszych zakątków globu, a wśród nich liczne nagrody i dyplomy przyznane przez międzynarodowe organizacje turystyczne, których jest członkiem.

 Przez wiele lat swoją wiedzą i doświadczeniem dzielił się także z młodszymi pokoleniami. Przez 15 lat bezinteresownie prowadził spotkania z dziećmi i młodzieżą w szkołach i przedszkolach Garwolina oraz powiatu garwolińskiego, opowiadając o świecie i zachęcając do odkrywania innych kultur. Jego działalność została doceniona również przez rodzinne miasto. W 2013 roku burmistrz Tadeusz Mikulski uhonorował podróżnika za promowanie Garwolina poza granicami kraju, wręczając mu pamiątkowy plater. W 2019 roku burmistrz Marzena Świeczak przekazała mu statuetkę z herbem miasta oraz statuetkę wędrowca za osiągnięcia w poznawaniu świata. W 2021 roku Jan Szamryk został także laureatem plebiscytu "Osobowość Roku 2020" Polska Times w kategorii kultura w powiecie garwolińskim.

 Historia Jana Szamryka pokazuje, że nawet z niewielkiego miasta można wyruszyć w podróż dookoła świata. Jego życie jest dowodem na to, że pasja, ciekawość świata i odwaga mogą zaprowadzić człowieka na wszystkie kontynenty.

 

 

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo