Paśniczkowie z narażeniem życia uratowali synka żydowskich przyjaciół. Ostateczna liczba ocalonych przez Zofię i Franciszka nie jest do końca znana
Opublikowano:
Autor: Zbigniew Smółko
Autor: Tablicę poświęconą pamięci Franciszka Paśniczka odsłonięto w Garwolinie w 2017 roku w obecności ocalonego przez nich Olka Netzera (urodzonego jako Aleksander Lipsztat)
reklama
Z powiatu garwolińskiegoPrzyjaźń między rodzinami garwolińskiego lekarza Lipsztata i burmistrza Paśniczka zawiązała się długo przed wojną. W czasie Holocaustu stanęła przed straszną próbą: Paśniczkowie z narażeniem życia postanowili ratować synka żydowskich przyjaciół. Ostateczna liczba ocalonych przez Zofię i Franciszka nie jest do końca znana.
reklama
Franciszek Paśniczek był przedwojennym burmistrzem Garwolina. Politycznie związany był z orientacją piłsudczykowską. Przed I wojną działał w Polskiej Partii Socjalistycznej, później w Polskiej Organizacji Wojskowej (pseudonim Ksawery Brzostowski). Był jednym z liderów POW w okolicy, brał czynny udział w akcji rozbrajania Niemców w listopadzie 1918 r., był wtedy pełniącym obowiązki komendanta obwodu. Wydaje się, że była to dość silna struktura: nie dość, że dość sprawnie poradziła sobie z przejęciem głównych ośrodków z rąk niemieckich, to nawet była w stanie wspomagać okoliczne miasta: oddział pod dowództwem Ignacego Zowczaka, delegowany do Międzyrzeca Podlaskiego, poniósł tam ciężkie straty w czasie tzw. Krwawych Dni. Potem Paśniczek był liderem struktur Bezpartyjnego Bloku Wspierania Rządu. Wydaje się, że musiał być osobą dość lubianą - wiemy, że zajmował się muzyką, dyrygował chórami, aranżował wiele wydarzeń publicznych. Po wyborach samorządowych w 1934 r. Rada Miasta Garwolina początkowo wybrała burmistrzem handlowca Józefa Krzyśpiaka, a Paśniczek został zastępcą. Mimo że Krzyśpiak też był związany z obozem sanacyjnym, jego kandydatura nie została zatwierdzona przez wojewodę. Powtórzono więc głosowanie, ale nie udało się wyłonić zwycięzcy (z Krzyśpiakiem konkurował poprzedni burmistrz Dąbrowski). Dopiero trzecia próba, z pewnością poprzedzona intensywnymi negocjacjami, pozwoliła wybrać Paśniczka, a Krzyśpiak został zastępcą.
reklama
Wybitny lekarz z Garwolina
Po wybuchu wojny został założycielem i komendantem miejscowego oddziału Korpusu Obrońców Polski, od pierwszych dni angażował się w pomoc Żydom, także po utworzeniu getta w Parysewie.
Olek Lipsztat zaś był synem garwolińskiego lekarza, Pawła Lipsztata. Medyk cieszył się nie tylko przyjaźnią burmistrza, ale i powszechnym szacunkiem obu zaludniających Garwolin nacji. Żydzi mówili nawet, że mimo iż osobiście niezbyt pobożny, dr Lipsztat jest jednym z 36 żyjących w każdym pokoleniu nierozpoznanych filarów świata. Garwoliński lekarz miał też pewne ambicje naukowe - tłumaczył książki medyczne z angielskiego i francuskiego, sam publikował artykuły w prasie fachowej. W 1941 roku Lipsztatowie znaleźli się w warszawskim getcie. W 1942 roku postanowili o próbie umieszczenia Olka u polskich przyjaciół. Sami, mimo że mieli oferty pomocy, zostali w getcie i zginęli. Paweł prawdopodobnie popełnił samobójstwo.
reklama
Jak Olek stał się Jędrkiem, a Paśniczkowie ciocią i wujkiem
Jak się to zaczęło, opowiadał sam Olek Lipsztat: ...I przyjechałem do Garwolina. I tam ta kobieta wzięła mnie w ramiona i powiedziała: teraz ja będę się tobą opiekować, a ty będziesz mnie nazywał ciocią Zosią. A ja będę jak twoja matka. I tak było. Wszystkie moje dziecinne emocje poszły do niej. Była jedyną osobą, którą kochałem całym sercem. Przez większość lat życia opowiadałem sobie i innym, że ja przecież miałem matkę, przybraną, ale prawdziwą. Potem doprecyzowałem sobie, że przecież ja cały czas też wiedziałem, że ona nie jest matką. Wydaje mi się, że wszystkie dzieci mają taką świadomość, że należą do matki, że co by się nie wydarzyło, oni dalej będą synem czy córką. A ja wiedziałem, że jest jakoś inaczej. Ale wiedziałem, że oni zrobili coś nadzwyczaj odważnego i ja teraz muszę pokazać im i całemu światu, że ja jestem tego wart. Ciocia Zosia traktowała z wielkim szacunkiem i miłością mojego ojca. Był on humanistą, wielkim patriotą, Polakiem, który bycie Żydem traktował jako prywatną sprawę. Wiem, że chciał np. wyjechać z misją humanitarną do czarnej Afryki.
reklama
Imię i nazwisko Andrzej Paśnik było wymyślone tak, że liczono, iż Niemcy nie dostrzegą różnicy, a sąsiadom się wytłumaczy, że to daleki krewny, którego rodzice zginęli w bombardowaniu i Zosia przyjęła na wychowanie.
Franciszek w domu był rzadkim gościem, większość czasu ukrywał się przed Niemcami, podobnie jak ich zaangażowany w konspirację syn.
Jak Jędrek Paśnik stał się znowu Olkiem
Po wojnie Andrzej z powrotem stał się Olkiem. Opiekę nad nim przejęła ciotka, również ocalona przez Paśniczków. Nie był to łatwy proces dla obojga stron. Takie sytuacje rodziły potężne dylematy - Żydzi zabiegali o zachowanie ocalałych w takich okolicznościach dzieci w spektrum tożsamości żydowskiej, umieszczając je w sierocińcach i dalej transferując do Erec Israel. Na drugiej szali były czasem nawiązane więzi emocjonalne. Olek, po serii pobytu w sierocińcach, w 1949 roku znalazł się w Izraelu. W 1962 roku odwiedził Polskę i Zofię - Franciszek zmarł w 1955 roku. Drugi raz wrócił (już z nazwiskiem Netzer) na przełomie stuleci i po tej wizycie podjął starania o wpisanie Paśniczków na listę Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.
reklama
Ocalonych było więcej
Olek Lipsztat nie był jedynym ocalonym dzięki odwadze i determinacji Paśniczków. Zwykle liczbę Żydów, którym małżonkowie udzielili pomocy, określa się na trzynaście osób. Wydaje się, że jest jednak ona poważnie niedoszacowana. Kwerenda we wspomnieniach z epoki wskazuje, że Paśniczek był aktywnym członkiem warszawskiej siatki, której jednym z liderów był Feliks Cywiński. Nie miała ona sformalizowanego charakteru, ale działała wyjątkowo skutecznie. Wiedzę o niej czerpiemy m.in. ze wspomnienia Henryka Joffe opublikowanego przez Władysława Bartoszewskiego i Zofię Lewinównę w tomie "Ten jest z ojczyzny mojej" oraz kilku innych relacji dostępnych w zasobach Żydowskiego Instytutu Historycznego. W kontekście działania tej grupy dość istotny faktem wydaje się fakt, że pierwszymi "podopiecznymi" były osoby wydobyte z obozu pracy w Chyżynach koło Parysowa (dzisiaj w powiecie mińskim). Z inicjatywy inżyniera Jana Bocheńskiego (nazwisko to występuje w kilku wariantach) najpierw wydobyto dwie Żydówki (operacja była prowadzona na raty, trzeba było zrobić zdjęcia do kennkarty itd.), potem zaś, z ich rekomendacji, kolejne osoby.
Fabryka dobra
Przedsięwzięcie szybko rozrosło się do ogromnych rozmiarów - funkcjonowało kilka konspiracyjnych mieszkań, w innych były wymurowane skrytki (z cegieł, które Cywiński dostawiał w kieszeniach płaszcza!), współpracowano ze słynnymi Antoniną i Janem Żabińskimi, dyrektorami warszawskiego ZOO, którzy w jego zakamarkach ukrywali Żydów (opowiada o tym m.in. film "Azyl"). Koszty były ogromne: Cywiński postanowił nawet o sprzedaniu własnej willi, a Bocheński wyzbył się działki rolnej w Parysowie. Oprócz kilkudziesięciu osób ukrywanych całodobowo często podejmowano akcje doraźne - Cywiński i Paśniczek na przykład odwiedzili panią Dorembus, która, mając "dobry" wygląd, wynajmowała pokój po aryjskiej stronie, żeby uwiarygodnić ją w oczach zaczynającej mieć podejrzenia, właścicielki mieszkania. Szlachetna ta działalność znalazła swój epilog w czasie powstania warszawskiego: Cywiński, walcząc na Starym Mieście, ze swoich żydowskich podopiecznych sformował 18-osobową drużynę pod dowództwem Samuela Kenigsweina, również ukrywanego przez niego znanego przedwojennego boksera (chyba jedyny tego typu żydowski oddział!), a dziewczęta pracowały jako sanitariuszki. Najpewniej grupa Cywińskiego, Bocheńskiego i Paśniczka była jedną z najsprawniej i najskuteczniej działających siatek tego typu i bez większego ryzyka liczbę ocalonych przez nią Żydów szacować można na kilkadziesiąt osób.
reklama
reklama
Polecane artykuły:
wróć na stronę główną
ZALOGUJ SIĘ
Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM
e-mail
hasło
Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE
Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ BEZPŁATNIE reklama
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.