Młyny wodne na obecnych terenach ziemi garwolińskiej funkcjonowały już ponad siedemset lat temu. Co ciekawe, powstawały prawie dwieście lat wcześniej niż wiatraki. Wędrując w przeszłość, trzeba pamiętać, że Mazowsze zostało włączone do Korony dopiero w 1529 roku, a system prawny Mazowsza dopiero w 1577 roku został ujednolicony z Koroną. Wsie i folwarki należące do książąt mazowieckich stały się podległe aktualnie panującemu królowi. Dobra te były wydzierżawiane, a nad ich prawidłowym prowadzeniem ustanowiony był system lustracji królewskich. Co kilka lat prowadzenie wsi i folwarku było oceniane – jak byśmy to dziś ujęli – kontrolą. Kontroli tej podlegały także młyny, a nawet praca młynarzy stąd część informacji o młynach i zmieniającej się nazwie rzek i miejscowości można znaleźć w zachowanych do dziś lustracjach królewskich.
Właśnie z lustracji dowiadujemy się, że młyny/zapory i koła wodne wykorzystywano nie tylko do wytwarzania mąki, ale także jako napędy do tartaków, foluszowania płótna, przygotowania jęczmienia do warzenia piwa, w dolinach rzeki Wilgi uprawiano chmiel, do tłoczenia oleju czasami też jako napęd w kuźniach /młot, dmuchawa/.
Nawadnianie pól
Młyny wodne to także, o czym się nie pamięta, podniesienie plonów z ziem leżących w zasięgu oddziaływania zapór. Gdy działał młyn wodny w Rębkowie, to na polach Rębkowa Parceli /Zakrupie 1/ siano pszenicę - gdy zapora uległa zniszczeniu, już tylko żyto rodziło się i to wtedy, jeśli był mokry rok.
Jaki mają wpływ na plony zapory przy młynach?
Przykładowe zestawienie zysków z hektara w zależności od plonów [wyliczenia wg cen z około 1990 roku].
Za życia mojego pokolenia większość młynów i tych wodny i tych napędzanych wiatrem za sprawą planowych działań władz powojennych zniknęła. Niemcy je oszczędzili, przetrwały dwie wojny a zmiany ustroju - nie przetrwały.
PRL-u już nie ma, ale młynów niestety też już prawie nie ma - ostały się pojedyncze niedobitki. Można by stawiać na zaporach agregaty prądotwórcze, ale zapór też już nie ma.
Gdy na jednej z grup dyskusyjnych w internecie poruszyłem problem planowego niszczenia młynów w Polsce po wojnie, odezwało się kilka głosów, że pewnie jestem synem właścicieli młyna i dlatego dla mnie to jest problem. W powszechnej świadomości umknęło, że młyny to zapory podnoszące poziom wody, a więc najtańsze z możliwych nawadnianie setek tysięcy hektarów leżących w dolinach rzek przed zaporami.
Zniszczenie młynów i ich zapór to obniżenie zysków, a więc i stopy życia setek tysięcy rolników, których pola były nawadniane przez zapory. Proszę popatrzeć na tabelę zysków z hektara. Brak nawadniania powodował spadek zysków rolnika nie o 20 czy nawet 50 proc., ale w skrajnym przypadku nawet piętnastokrotnie!
O młynach w okolicach Garwolina sporo już pisano i jest książka specjalnie nim poświęcona - to po co to opracowanie?
Sądzę, że ten materiał będzie kolejnym i nie ostatnim uzupełnieniem zawartych w dotychczasowych publikacjach informacji. Korzystałem tu w dużej mierze z książki "Garwolin dzieje miasta i okolicy" oraz jako podstawę weryfikacji danych stare lustracje królewskie, stare mapy, zdjęcia i przekazy ustne. Wiem, że miałem dostęp do dokumentów i map, których nie mieli autorzy poprzednich opracowań.
W książce "Garwolin dzieje miasta i okolicy" znalazłem informację, że przed wojną, tą drugą, to było ponad 80 młynów wodnych i tyle samo wiatraków na terenie Ziemi Garwolińskiej!
Ile jest ich dzisiaj? Mniej niż 10, szybko się nowe władze uwinęły w likwidacji prywatnych młynów. Niemcy, jak się okazuje, byli mniej "wydajni" w niszczeniu młynów.
Młyny, zwłaszcza te wodne, nie zawsze były dokładnie na terenie miejscowości. Czasami nawet trudno ustalić, do jakiej miejscowości przypisać konkretny młyn, zwłaszcza jeśli np. był on między trzema wioskami i na dodatek miał swoja własną nazwę. Co ciekawe, to chyba tylko młyny wodne miały swoje nazwy np. "U Jana na Boru", "Bojanowiec", "Czarna" /dziś Czarnowiec/ itd. Przyjąłem zasadę, że młyn przypisywałem do miejscowości, w której był dwór, chyba że na mapie było napisane inaczej.
Na tej mapie widoczne są cztery młyny – wzdłuż biegu rzeki – w Ozemkówce /Oziemkówce/, młyn Czarna, młyn w Łętowie, młyn w Głoskowie
Szukanie śladów
Młynami, a dokładnie to ich historią, zainteresowałem się "na raty" - najpierw przy okazji poszukiwań rodziny starego Żyda, co z Izraela do Polski po 60 latach przyjechał - poniżej fragment opowiadania:
- Ja też do nich jeździłem na wakacje – powiedział Stary Żyd. Młyn mieli w Zwoli pod Żelechowem właśnie na rzece Wildze. W balii jako dziecko pływałem przed zaporą - możesz nas tam zawieźć? - zapytał.
- Czemu nie – to przecież prawie po drodze do Puław.
Jedziemy do Zwoli. Gdzie tu jest młyn? – pytam ludzi, którzy na polu coś sprawdzają.
- Gdzie był młyn? A tam po drugiej stronie drogi do Żelechowa - fundamenty jeszcze widać.
Rzeczywiście, ledwie ślady po zaporze, fundamenty po młynie i w wodzie leży koło młyńskie – ruina. Mały to był młyn, bo i Wilga w tamtym miejscu bardziej strumień, który można przeskoczyć, przypomina niż rzekę. Chodzimy, oglądamy - po drugiej stronie rzeczki, na łąkach chodzi starszy człowiek. Idę do niego.
- Czy wie Pan coś o losach Zajdenworenów i Nirenbergów, którzy tu w tym młynie przed wojną mieszkali?
- A tak, pamiętam Szyję i dziewczyny. Dziewczyny to tu na łąkach w stogach się ukrywały, jak Getto zlikwidowano.
- Przeżyły?
- Tak, dwie dziewczyny przeżyły i chyba dwóch chłopaków.
- Z Zajdenworenów czy Nirenbergów?
- Z Nirenbergów. Więcej się Pan dowie u Eugeniusza Miki w Ryczyskach, bo on odkupił ten młyn po wojnie od tych, co przeżyli.
- To ten młyn przetrwał wojnę?
- Tak, dopiero za komuny domiarami go zniszczono...
Czyli wojna nie zniszczyła tego młynu, tylko poczynania władzy, która sama siebie nazwała "Ludowa"!

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.