Uciekając przed hukiem. Historia Fabisia, która mówi więcej niż tysiąc apeli

Opublikowano:
Autor: js

Uciekając przed hukiem. Historia Fabisia, która mówi więcej niż tysiąc apeli - Zdjęcie główne
Autor: Nadleśnictwo Garwolin

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z powiatu garwolińskiegoNajpierw był huk. Ostry, nagły, nie do zniesienia. Potem instynkt — uciekać. Jak najdalej. Bez planu, bez kierunku, byle ocalić życie. Tak zaczęła się historia Fabisia – samca emu, który jednej nocy przebiegł ponad trzy kilometry w głąb lasu. Nie dlatego, że chciał. Dlatego, że się bał.
reklama

Wszystko wydarzyło się w okolicach Huty Garwolińskiej. Pan Irek Zawadka, spacerując w pobliżu ścieżki przyrodniczej, zauważył dużego, wyraźnie spłoszonego ptaka, przypominającego strusia. Zwierzę nie pozwalało się do siebie zbliżyć. Każdy ruch człowieka był kolejnym sygnałem zagrożenia. Udało się je nagrać, ale odnaleźć – już nie. Zapadł wieczór. Przyszła noc, mróz i śnieg.

Dopiero następnego ranka leśnicy z Leśnictwa Huta ruszyli jego śladem. Dosłownie. Świeże tropy odciśnięte w śniegu prowadziły coraz głębiej w las – w miejsce, które dla egzotycznego ptaka z Australii jest środowiskiem obcym, zimnym i niebezpiecznym. Tam odnaleźli Fabisia. Zmęczonego, wygłodzonego, po nocy spędzonej na mrozie.

reklama

Tym razem nie uciekał. Pozwolił do siebie podejść. Był spokojny. Jakby wiedział, że pomoc wreszcie przyszła. Niedługo później bezpiecznie wrócił do swojego właściciela.

Ta historia ma szczęśliwe zakończenie. Ale tylko dlatego, że ktoś był czujny. Że ktoś zareagował. Że pomoc nadeszła na czas.

Nie wszystkie historie kończą się tak samo

Wiele zwierząt po ucieczce nigdy nie zostaje odnalezionych. Giną z wychłodzenia, z wycieńczenia, w wyniku urazów. Dzikie – wpadają pod samochody. Udomowione – gubią się w panice. Dla nich huk fajerwerków nie jest rozrywką. Jest sygnałem śmiertelnego zagrożenia.

reklama

Emu, drugi co do wielkości ptak świata, osiągający nawet dwa metry wysokości, nie potrafi wzbić się w powietrze. Jego jedyną obroną jest ucieczka. I właśnie ta ucieczka niemal kosztowała Fabisia życie.

Historia z lasów Nadleśnictwa Garwolin to nie wyjątek. To kolejny dowód na to, jak ogromnym stresem są fajerwerki – nie tylko dla dzikich zwierząt, ale również dla tych, które żyją pod opieką człowieka. Dla nich nie ma „kilku minut zabawy”. Jest tylko strach.

Dlatego warto się zatrzymać. Zastanowić. Zrezygnować.

Rezygnacja z fajerwerków to realna pomoc dla zwierząt! Czasem oznacza po prostu różnicę między życiem a śmiercią.

reklama

źródło: Nadleśnictwo Garwolin

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo