Ciekawe tematy z Garwolina

Dr Paweł Basiukiewicz: Nowe Szaty Cesarza w czasie pandemii COVID-19

Dodano:
garwolin - Dr Paweł Basiukiewicz: Nowe Szaty Cesarza w czasie pandemii COVID-19

Na kwarantannie i izolacji przebywa w Polsce 108 tysięcy osób: miasto wielkości Koszalina. W okresie pandemii COVID-19 w stosunku do identycznego okresu z 2019 r. o 50 proc. zmniejszyła się liczba chorych leczonych z powodu zaburzeń rytmu, a o 30 proc. z powodu ostrej niewydolności serca. Czy nowy doradca prezydenta USA d.s. walki z pandemią odważy się krzyknąć głośno: „Król jest nagi !”? I czy to wystarczy, aby nas obudzić?


Od początku 2020 r. świat zerkał na wykresy zachorowań i zgonów z powodu infekcji spowodowanej nowym koronawirusem (nCoV-19). Wszystko to wraz z całą erupcją chaosu odgrywało się w chińskim mieście Wuhan w prowincji Hubei.  Spoglądaliśmy na to początkowo z ciekawością, jak ogląda się sztuczny pożar na ćwiczeniach straży pożarnej. Następnie, z biegiem kolejnych tygodni, z rosnącym niepokojem, jak zerka się na nadjeżdżającego TIRa. Aż na przełomie lutego i marca 2020 r. doszło do takiej kumulacji lęków, półprawd, napięcia emocjonalnego, że nerwy społeczeństwom świata zachodniego puściły. Rozpoczęły się działania bez precedensu. Wszyscy to widzieliśmy, wszyscy to przeżyliśmy, wszyscy podobnie się baliśmy. 13 marzec 2020 – czarny piątek na giełdach, kiedy indeksy pikowały pionowo – dolał oliwy do ognia histerii, jaka zaczęła trawić społeczności. Szeroko rozlewał się „lockdown”.

Za miesiąc będziemy wentylować ”Covidowców” po 3 na jednym respiratorze

Doniesienia o infekcji dróg oddechowych wywołanej nowym koronawirusem zaczęły przebijać się do opinii publicznej na początku 2020 r. Zapadało w pamięć: śmiertelność – ok. 3,5%. Uwadze większości umykał fakt, że była to tzw. CFR czyli Case Fatality Ratio – śmiertelność wśród osób z potwierdzonym zakażeniem. Ginęły w krzykliwym hałasie trzeźwe spostrzeżenia, że aby oszacować rzeczywistą skalę zagrożenia nowym koronawirusem, należy policzyć IFR (infected fatality ratio – śmiertelność w populacji zakażonej). Włochy. Lombardia. Chiny. Wuhan. Telewizyjne i internetowe relacje obfitujące w agresywne spoty przedstawiające zaspawywanie drzwi lokatorom na kwarantannie, rozpylanie chloru po ulicach, kolumny transporterów wojskowych wiozących, zgodnie z podpisem słynnego już zdjęcia, zwłoki do krematoriów, które podobno nie nadążały z ich spopielaniem. Wszystko to rozpalało do białości ludzkie emocje, a publikatorom dawało upragnioną „klikalność”. Naukowcy z Imperial College of London stworzyli model rozprzestrzeniania się wirusa i śmiertelności, który jak mem  multiplikował się po mediach społecznościowych jeszcze długi czas po tym, jak został skrytykowany za nierzetelność i straszył dziesiątkami, setkami tysięcy zgonów w Polsce.

Trudno zatem się dziwić pierwszej reakcji rządów (w tym Rządu RP) na epidemię COVID-19, która była zwykłym atawistycznym odruchem obronnym. Zamknęliśmy państwo i czekaliśmy na impakt.  Wśród nas – lekarzy – mówiono – „o !… kwiecień za miesiąc – będziemy wentylować ”Covidowców” po 3 na jednym respiratorze”.  Zamknięto poradnie, wstrzymano zabiegi, odwołano planowe przyjęcia. Czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy i nic. Mówiono – „to lockdown tak zadziałał”. Poluzowano w maju, znów czekaliśmy i znów nic… Mówiono – „jest lato, czekamy na drugą falę jesienią”.

Zawracamy wiatr przy pomocy miotły

W średniej wielkości oddziale kardiologicznym, hospitalizującym 1400 pacjentów rocznie, efekty dla pacjentów są takie, że w okresie COVID-19 pandemic (luty – lipiec) w stosunku do identycznego okresu z 2019 r. zanotowano istotny spadek chorych (i chorób) leczonych z powodu: zaburzeń rytmu (ablacje) – spadek o 50%, zatorowości płucnej – spadek o 30%, ostrej niewydolności serca – spadek o 30%. Od lutego do maja ilość ambulatoryjnych porad kardiologicznych w naszym ośrodku spadła o 85% w stosunku do 2019 r.

REKLAMA:


Tymczasem w chwili gdy piszę te słowa (połowa sierpnia) na kwarantannie i izolacji w Polsce przebywa 108 tysięcy osób – miasto wielkości Koszalina. Rząd i inspekcja sanitarna próbuje powstrzymać epidemię, izolując przymusowo osoby z dodatnim testem, które słabo rozprzestrzeniają infekcję, oraz nakładając kwarantannę na osoby, których jedyną winą jest, że znalazły się w pobliżu kogoś, kto miał dodatni test PCR. Izolowani są także (w zależności od ilości zdrowego rozsądku na osi lekarz-SANEPID) pacjenci z podejrzeniem infekcji SARS-CoV-2 postawionym na podstawie bardzo nieostrych wytycznych GIS (wystarczy jeden objaw z pięciu aby podejrzewać COVID-19: gorączka, duszność, kaszel, zaburzenia węchu, zaburzenia smaku).

Przy pomocy testów PCR wykrywamy być może 10% wszystkich aktywnych infekcji w Polsce, a w dodatku spośród testowanych osób „przepuszczamy” ok 50% ze względu na niską czułość testów PCR. Bliskie prawdy będzie założenie, że 90% osób SARS2+ chodzi sobie nieświadomie po Polsce, pracuje, wypoczywa, przebywa w sanatoriach. Nie izolują się ani oni, ani ich rodziny. Te osoby są także hospitalizowane w szpitalach niejednoimiennych, nie są izolowane od innych pacjentów i nie wywołują pandemonium, jakiego baliśmy się w marcu. Praktyka jest taka, że bardzo drogie, uciążliwe i, powiedzmy to głośno, łamiące prawa człowieka działania administracji są zupełnie nieskuteczne – próbujemy zawrócić wiatr przy pomocy miotły.

Spirala intensywnego testowania


Najpilniejszą sprawą przed jesiennym wybuchem „sezonu grypowego” jest zmiana Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 6 kwietnia 2020 r. poz. 607, gdyż na podstawie tego aktu prawnego rozkręcana jest spirala intensywnego testowania, izolowania, nowych rekordów zakażeń i w efekcie medialnej paniki. Należy zmienić przepisy o zgłaszaniu i izolacji infekcji SARS-CoV-2 oraz o kwarantannie kontaktów.

Gdy piszę te słowa, w USA zaszła rewolucja, gdyż na stanowisku naczelnego epidemiologa (doradcy Prezydenta d.s. walki z pandemią) dr Scott Atlas z Uniwersytetu Stanford zastąpił dr. Antoniego Fauciego. Uniwersytet Stanford to miejsce, gdzie zdrowy rozsądek i chłód w podejściu do pandemii COVID królował od początku – dość powiedzieć, że tam pracuje i publikuje dr John Ioannidis, od marca ostrzegający przed nadmierną reakcją na pandemię i jej nieobliczalnymi skutkami dla całej światowej gospodarki i życia). Czy dr Scott Atlas będzie tym małym dzieckiem, które krzyknie głośno „król jest nagi !”? I czy to wystarczy aby nas obudzić?

Paweł Basiukiewicz, 14 sierpnia 2020 r.

Lek. Paweł Basiukiewicz, kardiolog, specjalista chorób wewnętrznych, pracuje w Oddziale Kardiologicznym SPS Szpital Zachodni w Grodzisku Mazowieckim, na co dzień w pracy zawodowej zajmuje się elektroterapią.

Tekst pochodzi z portalu: https://swiatlekarza.pl/

Odwiedź nas na facebooku

Waszym zdaniem

Redakcja serwisu "Kurier Garwoliński" nie odpowiada za żadne działania Czytelników niezgodne z prawem lub regulaminem, w szczególności za treści zamieszczone w formie komentarzy. Jednocześnie w razie konieczności zastrzega sobie prawo do ich usunięcia, jeśli uznane zostaną za niezgodne z prawem lub regulaminem, a także w sytuacji, gdy uzna to za stosowne.

Ja (, #IP fae81403cf) Odpowiedz

Chyba powoli świat otwiera oczy... Ale (co oczywiście nierealne) świat powinien się domagać rozliczenia tej zawieruchy, zaczynając od tego, czemu akurat WHO na potrzeby COVIDa zmieniło definicję pandemi...

Takie tam (, #IP 602b8221c3) Odpowiedz

Już dawno mówiłam, że ten wirus to jak Nowe Szaty cesarza i główny morał tej bajki. Brawo!!!