czan maj 2022

Ciekawe tematy z Garwolina

''Zdarzało mi się, że płakałam przy tych obrazach''

Dodano:
garwolin - ''Zdarzało mi się, że płakałam przy tych obrazach''

Estera Lidzbarska maluje obrazy, tworzy murale. Swoje prace, których wykonała już ponad 100, przekazuje na aukcje charytatywne. Uwielbia zajęcia z dziećmi i młodzieżą.

Mieszkanka Kacprówka maluje głównie akryle, akwarele i suche pastele. Nie zamyka się jednak na nowe inspiracje, dużo eksperymentuje.
 - Nie ograniczam się do jakiegoś konkretnego rodzaju prac. Zależy mi, aby moje obrazy były kolorowe. Po prostu daje mi to radość. Ja tych prac nigdzie nie sprzedaję, ja je sobie gromadzę. Większość, jak się już na nie napatrzę, wystawiam na aukcje charytatywne. Często ludzie zgłaszają się do mnie w tej sprawie, więc im pomagam – mówi.

Główną tematyką prac pani Estery jest przyroda. Zdarza się jej jednak tworzyć rzeczy zupełnie inne.
- Tutaj jest moja córeczka na portrecie. Malowałam także koty. Co mi się rzuci w oczy, co mi się spodoba, biorę i to maluję. Nie ograniczam się, bo uważam, że wyzwania są, żeby pogłębiać swoje możliwości – zauważa.

Estera Lidzbarska jest artystycznym samoukiem. Do wszystkiego w swojej twórczości doszła sama.
- Siedziałam w domu, malowałam. Czasami zdarzało mi się, że płakałam przy tych obrazach. Tak było, kiedy nie wszystko wychodziło mi tak, jak chciałam, bo czasami głowa inaczej chce, niż pracuje ręka. Musiałam wówczas wszystko wypracować, żeby moja ręka słuchała mojej głowy i wówczas wszystko zaczynało się składać w całość – opowiada.

"Nauczyłam się przekazywać moje umiejętności młodzieży i dorosłym"

Pomysły do swoich prac artystka czerpie z rozmaitych źródeł. Czasami ze zdjęcia, bywa, że inspirowała się pracami innych twórców, które w pewnych okolicznościach zaobserwowała.
- Różnie bywało, czasami z kilku prac łączę sobie jedną. W taki sposób powstała moja "Papuga". Znalazłam grafikę komputerową, na której było właśnie to zwierzę. Połączyłam ją sobie z innymi obrazami. Do liści dodałam tło, takie bardziej nowoczesne, bo na tym mi zależało. Ta "Papuga" jest jedną z moich najnowszych prac.



Nasza rozmówczyni rysowała w zasadzie od zawsze. Swoje dwie pierwsze profesjonalne prace wystawiła na aukcji charytatywnej dla kolegi, który stracił rękę w wypadku.
- W taki sposób dostałam pierwszy staż w Ośrodku Kultury w Sulbinach, gdzie zostałam wrzucona na głęboką wodę. Prowadziłam tam od razu warsztaty z rękodzieła, a malarstwem zajmowałam się w domu – wspomina.

Obecnie mieszkance Kacprówka czas w największej mierze wypełnia rola mamy. Także dzisiaj zdarza się jej jednak prowadzić rękodzielnicze warsztaty.
- Zanim urodziłam drugie dziecko, pracowałam w Ośrodku Kultury w Pilawie, gdzie też zaczęłam z wysokiego "c". Zostałam poinformowana, że mam prowadzić warsztaty z malarstwa. Dzięki temu, że tak się zdarzyło, musiałam się spiąć i dać radę. Nauczyłam się przekazywać moje umiejętności młodzieży i dorosłym, dzięki czemu naprawdę wyszły z tego piękne prace. Obecnie zdarza mi się prowadzić warsztaty dla dzieci i młodzieży w okolicznych ośrodkach kultury - opowiada.

Przy wychowaniu dwójki dzieci czas na zajęcia artystyczne jest wyraźnie ograniczony. W związku z powyższym malarka często pracuje po nocach. Stworzenie jednego obrazu jest bardzo pracochłonne.

- Przy pracy tracę rachubę czasu. Nie liczy się on wówczas dla mnie. Czasami wydaje mi się, że spędziłam przy płótnie 15 minut, kiedy tymczasem okazuje się, że upłynęły już dwie godziny. Na zrobienie jednej pracy potrzebuję kilku godzin na pewno, czasami kilku dni, bo nie zawsze mam możliwość, aby dokończyć dzieło. Pierwszy obraz, jaki namalowałam, jak się przeprowadziliśmy do nowego domu, który dzisiaj wisi w salonie, stworzyłam w dwa wieczory. Uważam więc, że poszło mi naprawdę szybko.

"Gdy oddaję moje obrazy, to muszę się z nimi pożegnać, popatrzeć na nie, poobserwować"

Malowanie obrazów jest dla artystki w największej mierze przyjemnością. Daje jej ono szansę spędzania czasu samej ze sobą oraz stwarza możliwość odpoczęcia od życia codziennego.
- Zdarza mi się działać charytatywnie, przez co często spotykam dobrych ludzi. Jak malowałam u synka w przedszkolu mural na ścianie w szatni, to kiedy pojechałam po farby, udało mi się uzyskać od właścicieli sklepu farby za darmo. Takich szczęśliwych przykładów było więcej – zauważa.

Do większych sukcesów artystycznych Estery należą stworzone przez nią murale w recepcji hotelu Ibis w Grudziądzu oraz w Lublinie. To są ogromne prace, długie na sześć i szerokie na trzy metry. Większość obrazów artystka maluje jednak na płótnie. To jest podobrazie płócienne.
- Zazwyczaj moje prace najłatwiej jest kupić na aukcjach charytatywnych. Gdy je oddaję, to muszę się z nimi pożegnać, popatrzeć na nie, poobserwować. Doszłam do takiego etapu w moim życiu, że jestem z siebie dumna, czego nie odczuwałam do tej pory – mówi.



Artystka uwielbia pracę z dziećmi i młodzieżą. Może wówczas przekazać to, do czego doszła ciężką, mozolną pracą w ciągu wielu lat.
- Przy malowaniu obrazów trzeba wyćwiczyć rękę, nadenerwować się, ale jak się to kocha, jak się wie, do czego się dąży, to warto o to zabiegać. Jest to kwestia nie tyle talentu, co samozaparcia, chęci dążenia do celu, niepoddawania się. Nigdy nie zostawiam obrazu w połowie, ale gdy mi się on nie podoba, to siadam do niego za miesiąc, za dwa lub za rok, aż uzyskam taki efekt, jaki chcę.

"Uważam, że w malarstwie najważniejsze jest to, żeby człowiek miał z tego radość"

Nawet jedne zajęcia na warsztatach prowadzonych przez panią Esterę dają wymierne korzyści. Prace robione przed wykładami i te po ich zakończeniu wyraźnie zyskują na jakości.
- Aby człowiek był w stanie namalować obraz, należy go odpowiednio poprowadzić. Brzmi to bananie, ale jest to kwestia czasu, chęci i samozaparcia. Ważne, aby się nie poddać i uwierzyć w siebie. Uważam, że w malarstwie najważniejsze jest to, żeby człowiek miał z tego radość. Przy osiągnięciu tego założenia jest mu łatwiej osiągnąć cel, bo nie odczuwa porażek, które na początku na pewno się przydarzą. Bez wątpienia są ludzie, którzy posiadają talent, ale o tym nie wiedzą. On ujawnia się po latach. Jedna pani, jak zaczęła do mnie przychodzić na warsztaty, to była już na emeryturze, a dzisiaj jest po dwóch albo trzech swoich wystawach - opowiada.

3 kwietnia br. w OSP Melanów odbyło się spotkanie dotyczące utworzenia Izby Pamięci w gminie Łaskarzew. Zgromadzeni obejrzeli wówczas wystawę rękodzieła wykonaną przez kobiety z gminy. Jedną z osób, która zaprezentowała przybyłym swoje prace, była właśnie nasza rozmówczyni.
- W czasie spotkania opowiedziana została historia kobiet w gminie na przestrzeni wieków. Dla urozmaicenia tego wydarzenia zostałam zaproszona, żeby pokazać swoje obrazy. To była moja druga wystawa. Pierwsza miała miejsce dwa lata temu, kiedy koleżanka organizowała rajd po wsiach gminy Łaskarzew. Aby pokazać naszą wieś z jak najlepszej strony, zorganizowałam wystawę prac rękodzielników ze wsi Kacprówek – wspomina.

Niezwykle ważne dla Estery było to, iż w swoim życiu spotykała bardzo dużo dobrych ludzi. Kluczowym okazało się wsparcie rodziny. Ona pozwoliła artystce zaspokoić potrzebę samorealizacji.
- Te osoby wspierały mnie psychicznie, nie pozwalały mi się poddać w momentach, kiedy już przestawałam w siebie wierzyć. Uważam, że to jest bardzo ważne, aby mieć takich ludzi wokół siebie – kończy malarka.

REKLAMA:


Odwiedź nas na facebooku

Waszym zdaniem

Redakcja serwisu "Kurier Garwoliński" nie odpowiada za żadne działania Czytelników niezgodne z prawem lub regulaminem, w szczególności za treści zamieszczone w formie komentarzy. Jednocześnie w razie konieczności zastrzega sobie prawo do ich usunięcia, jeśli uznane zostaną za niezgodne z prawem lub regulaminem, a także w sytuacji, gdy uzna to za stosowne.