W numerze 73 z 29 grudnia tegoż 1908 roku, w tekście pt. "Stosunki małomiasteczkowe (Korespondencja własna Wiad. Codziennych). Garwolin w grudniu 1908 r." czytamy (pisownia oryginalna): "Wywiązując się z obowiązku korespondenta, podaję kilka faktów z życia miasta i okolicy, a że owe fakty dodatnio lub ujemnie będą nas przedstawiały, to już wina lub zasługa tych, którzy w życiu tutejszem przodują. Najprzód słów parę o rozpuście. Gad ów olbrzymiemi swemi mackami z wielkich zbiorowisk ludzkich sięga na prowincję pod postacją pornografji fotograficznej, obrazkowej, książkowej, a nawet i chodzącej, a rekrutującej się przeważnie z pośród wielbicieli teatru "Nowości"; nie brak wśród chodzącej pornografji i tych, co powinni, jak gwiazda przewodnia, świecić przykładem i z obowiązku swego stanu zwracać zbłąkanych na drogę cnoty i obowiązku... Prawdę pan Straszewicz w artykule swoim "Rozpusta" powiedział: "Gdy zniknie z pośród nas moralność, jedyny nasz filar podstawowy, staniemy się Łazarzami – gnojem cuchnącym".
Brak było oświaty, zrozumienia własnego interesu, a później zgody
Według autora artykułu rozumu praktycznego w mieszkańcach Garwolina było mało. Zmyślności politycznej jeszcze mniej.
Fragment tekstu: "(...) przemysł wegetuje, kapitały w obcych rękach, a jeżeli zaś mamy swoje oszczędności, to po staremu pod gruszką lub kominem się przechowują, ludzie zaś obrotniejsi i więcej pomysłowi, z braku kredytu lub kapitału marnieją; że drożyzna wzrasta, wydatki i potrzeby zwiększają się, więc nic dziwnego, że rozpusta i zezwierzęcenie coraz większe zakreślają koła; od czasu do czasu znajdują się trupy człowiecze, o kradzieżach niemal co dzień się słyszy, a sprawcy złego pozostają niewyświetleni, nikną jak ogniki fosforyczne na bagnach".
Życie umysłowe naszego powiatowego miasta zaspokajały dwie czytelnie oraz kilkadziesiąt pism. Czytelnie rozwijały się powoli, ale stale.
"Wiadomości Codzienne": "Tych ostatnich (pism – przyp. red.) powinno być kilkaset, lecz pisma nasze nie umieją tak przyciągać, jak "monopolka" lub "knajpka" albo "karcięta". Przemysł miejski reprezentują przeważnie kuśnierze, konkurujący zawzięcie z sobą i przeklinający wiecznie jeden drugiego, zamiast zlania się w jeden związek, który by dał możność nabywania hurtem lepszego towaru i wyzyskania rynków zbytu, ale na to brak nam oświaty, zrozumienia własnego interesu, a później zgody. Pod względem zgody przedstawiamy wierną odbitkę bajki Mickiewicza p. t. "Trójka koni", które kłócą się nad obrokiem, godzą się pod batem".
Okolica dotkliwie odczuwała brak szkoły średniej
Szerzenie oświaty w Garwolinie rozpoczęły: ochronka dla dzieci i siedmioklasowa szkoła handlowa. Obie ku nieszczęściu miejscowych były traktowane przez ogół po macoszemu.
"Garwolin w grudniu 1908 r.": "(...) ochronka bowiem, przytulając dużo dzieci drobnych, nie ma nawet dla nich odpowiedniego pomieszczenia z powodu braku funduszów, o które ledwie kilka jednostek z prawdziwem i godnem naśladownictwa zaparciem się siebie stara, szkołą zaś dla braku uczniów, chociaż prawidłowo prowadzona, da w roku pierwszym założycielowi duży deficyt, na wstyd okolicy, dotkliwie odczuwającej brak szkoły średniej. Założone świeżo koło Towarzystwa wpisów szkolnych, opłacając wpisy za niezamożnych uczniów, których do 40-tu znalazłoby się, o ile będzie popierane przez ogół, może podtrzyma szkołę, zatem owe koło szkolne poleca się łaskawym względom tak okolicznych czytelników, jak i proboszczów naszego powiatu".
Przemysł tutejszy był niebogaty. Reprezentowały go nowo budująca się gorzelnia i rektyfikacja.
Fragment tekstu: "(...) no, i kapelusznictwo, rozpowszechnione wśród dziewcząt, które jednak są wyzyskiwane przez fabrykantów, ponieważ za kapelusz 2 do 4 rubli płacony, pracowniczka otrzymuje zaledwie 50 kop. Prócz materjału, czyli tygodniowo zarabia od rb. 1 do rb. 1 k. 50. Szkoda wielka, że tkactwo i koszykarstwo u nas zaniedbane; materjały są na miejscu, brak tylko przedsiębiorcy, lub nauczyciela, któryby warsztaty założył, tani zaś robotnik, rekrutujący się z młodzieży, powiększałby zyski odważnego."
Skrzyżowanie ulic Długiej i Staszica z ulicą Szosejną - obecnie ulica Kościuszki. Początek XX wieku (Pocztówka wydana przez księgarnię M. Mokotowa w Garwolinie; Polona, polona.pl)
Nie myśleli, jak oddzielić rzemiosło od rolnictwa
Sprawy społeczne przez obywateli garwolińskich były traktowane po macoszemu. Sami z siebie mieszkańcy nie wykazywali żadnej inicjatywy.
"Wiadomości Codzienne": "Prosić obywatela tutejszego na zebranie, to albo nie pójdzie, albo idzie odrazu z opozycją – "nie trzeba", - chociaż nie wie często o co chodzi. Zrobić coś bez niego" wymyśla później, że sami w ręce wszystko biorą, nas niedopuszczając. Wieźmy rzemieślnika naszego: Żyd, chociaż nie ma termin, ale zrobi, chrześcijanin zgodzi się o cenę, wpierw zapłatę wybierze, niż robotę odda, a w końcu albo robotę nieskończoną porzuci, albo podwyżki żąda. Wynika to poniekąd albo z braku godności obywatelskiej, albo z niemożności obliczenia się z wydatkami, a najczęściej z utartego frazesu "z kogo brać, jak nie z takiego".
Przeważna część mieszkańców Garwolina była zapalonymi politykami. Nie takimi jednak jak Niemcy, którzy wysilali mózgi, aby jak najmniejszym kosztem jak największą korzyść otrzymać dla siebie.
"Garwolin w grudniu 1908 r.": "Naszego Garwoliniaka więcej obchodzi Japonja i Chiny, niż Garwolin; on by tylko wojował, bił, zabijał, a jak mu się krzywda stanie, to myśli, że Japończyk przyjdzie o niego się upomnieć. Ale pomyśleć o tem, jakby grunty miejskie, długie na 3 wiorsty, a szerokie na 2 lub 2 ½ sążnie, zcalić, jakby to oddzielić rzemiosło od rolnictwa i w ten sposób jedno i drugie ulepszać, aby szkód nie wyrządzać jeden drugiemu – o tem Garwoliniak nie chce myśleć, a gdy mu kto wspomni o te, to westchnie i odrazu powie: "e, czy to podobne", "bo wie, że samby się wściekł ze złości, gdyby widział, że jego sąsiad gdzieś upatrzony przez niego kawałek ziemi zabiera przy komasacji, - pomimo, że w Garwolinie są wszyscy albo krewni, albo powinowaci".
Autorem tekstu w "Wiadomościach Codziennych" był czytelnik o pseudonimie "Ostroga". Wydźwięk artykułu jest pesymistyczny, być może przejaskrawiony surową oceną rzeczywistości mieszkańca Garwolina.
Fragment tekstu: "Rozpisałem się może zbyt szeroko o stosunkach miejscowych, ale robiłem to nie w celu dokuczenia swoim sąsiadom, lecz z myślą, że gdy zobaczą swe wizerunki, starać się będą stosunki poprawić i dla dobra ogólnego nieco czasu poświęcić".

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.