Miasto poinformowało 1 kwietnia o rzekomym wdrożeniu Zintegrowanego Systemu Kontroli Gospodarki Odpadami (ZSKGO). Brzmiało to jak realna odpowiedź na problemy, o których mieszkańcy mówią od miesięcy. W komunikacie pojawiły się zapowiedzi walki z "nieuczciwymi praktykami" i tzw. "śmieciowymi oszustami", zwiększenia kontroli nad deklaracjami i ilością odpadów, wykorzystania nowoczesnych rozwiązań systemowych, a nawet pozyskania dofinansowania zewnętrznego na realizację projektu.
Całość utrzymana była w oficjalnym, urzędowym tonie – dokładnie takim, jaki towarzyszy rzeczywistym inwestycjom. Nie było tam mrugnięcia okiem. Nie było sygnału: "to tylko zabawa".
A dzień później? To był żart.
Mhhh... Trudno oprzeć się wrażeniu, że to jednak nie był niewinny primaaprilisowy żarcik, a komunikacyjny strzał w kolano. Bo jeśli najpierw ogłasza się coś z powagą – system, kontrolę, walkę z nieuczciwością, których mieszkańcy oczekują – a potem wycofuje się z tego stwierdzeniem "to był żart", to coś tu wyraźnie nie gra. To nie jest sytuacja, w której urząd żartuje z pogody czy miejskich gołębi. To temat, który dotyczy pieniędzy mieszkańców, ich poczucia sprawiedliwości i zaufania do instytucji.
Najpierw "musicie płacić więcej"…
Jeszcze chwilę temu mieszkańcy słyszeli coś zupełnie innego. Że system musi się bilansować, że koszty rosną, że odpadów jest coraz więcej i podwyżki niestety są konieczne. I rzeczywiście – liczby nie kłamią. Tysiące ton odpadów rocznie, rosnące koszty, coraz większe wymagania, problem z negocjowaniem należności... To nie jest łatwy temat, ale właśnie dlatego oczekuje się powagi.
…a potem "to był tylko żart"
I nagle pojawia się wpis o nowoczesnym systemie kontroli. Brzmi jak odpowiedź na problemy. Jak coś, co mogłoby poprawić sytuację. Jak realne działanie. Tyle że niestety to był żart...
Czy naprawdę to jest dobry temat do żartów? Trudno oprzeć się wrażeniu, że jednak dla wielu mieszkańców to nie jest śmieszne - chociaż pewnie chcieliby się pośmiać. Niestety kilka miesięcy temu usłyszeli, że muszą płacić więcej.
Jeszcze mocniej wybrzmiewają w tym kontekście słowa Krzysztofa Kota, który napisał, że "system śmieciowy w Garwolinie to fikcja".
Nie każdy żart jest potrzebny
Prima aprilis minie. Wpis zniknie w natłoku kolejnych informacji. Ale to, co pozostaje, to nie sam żart – tylko jego kontekst i moment, w którym się pojawił. Bo w tej historii tak naprawdę nie chodzi o humor. Chodzi o coś znacznie poważniejszego – o relację między mieszkańcami a władzą. O to, czy komunikaty urzędu są traktowane jako rzetelne i wiarygodne, czy zaczynają budzić wątpliwości.
Jeśli mieszkańcy słyszą, że muszą płacić więcej, bo system jest niewydolny i wymaga stabilizacji, to oczekują konkretów, działań i rozwiązań. Nie ironii. Nie fikcyjnych projektów. Nie komunikatów, które dzień później okazują się nieprawdziwe – nawet jeśli tylko na chwilę, nawet jeśli z okazji "święta żartów".
Zaufanie do instytucji publicznych nie opiera się na jednorazowych decyzjach, ale na konsekwencji. Na tym, że słowa mają wagę i znaczą to, co znaczą.
Bo w mieście, w którym mieszkańcy mówią o "fikcji systemu", a chwilę później urząd sam publikuje fikcyjny komunikat, trudno nie zadać sobie pytania: czy to był tylko żart… czy jednak niechcący bardzo trafny komentarz do rzeczywistości?

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.