„Poczęli wyskakiwać przez okna”. Dramatyczna noc pod Sobolewem

Opublikowano:
Autor:

„Poczęli wyskakiwać przez okna”. Dramatyczna noc pod Sobolewem - Zdjęcie główne
Autor: O wypadku donosiło na swoich łamach m.in. czasopismo "Ilustracja Poznańska i Nowiny Sportowe". W numerze 37. z 15 października 1937 roku, na stronie tytułowej, zamieszczone zostało zdjęcie ukazujące ogrom zniszczeń kolejowych, pod którym znajdował się podpis: "Straszna katastrofa pod Sobolewem!!!" ("Ilustracja Poznańska i Nowiny Sportowe", numer 37., 15 października 1937)

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z powiatu garwolińskiego9 października 1929 roku doszło do katastrofy kolejowej na stacji w Sobolewie. W wypadku brały udział: towarowo – pospieszny skład nr 961 z Warszawy do Dęblina oraz pociąg osobowy nr 924 ze Lwowa do Warszawy.
reklama

O wypadku donosiło na swoich łamach m.in. czasopismo "Ilustracja Poznańska i Nowiny Sportowe". W numerze 37 z 15 października tegoż 1937 roku, na stronie tytułowej, zamieszczone zostało zdjęcie ukazujące ogrom zniszczeń kolejowych, pod którym znajdował się podpis: "Straszna katastrofa pod Sobolewem!!! Dnia 9. bm. na Stacji Sobolew, odległej o 90 km od Warszawy, zderzył się pociąg pospieszno - towarowy, idący z Warszawy z pociągiem osobowym, jadącym ze Lwowa. Ofiarą padło 3 osoby zabite, 24 rannych. Na zdjęciu widzimy szczątki zdruzgotanych wagonów na przejeździe kolejowym stacji Sobolew".

Wszystkie zabiegi okazały się daremne

O katastrofie informował także "Głos Polski". Był to dziennik polityczny, społeczny i literacki wydawany w Łodzi przy ulicy Piotrkowskiej 106. W numerze  231. z 11 października 1929 roku, na stronie 1., w artykule pt. "Wstrząsające sceny katastrofy kolejowej", czytamy (pisownia oryginalna): "Katastrofa kolejowa pod Sobolewem należy niewątpliwie do rzędu największych, jakie w ostatnich czasach wydarzyły się w Polsce. Nieskończone jeszcze śledztwo szczegółowo ustaliło do tej pory, że głównym sprawcą katastrofy jest maszynista pociągu towarowego, Rydzewski, który zasnął na posterunku i wskutek tego nie zatrzymał się, jak powinien, na 15-minutowy postój na stacji Sobolew". 

reklama

Relacja prasowa donosiła, że do katastrofy przyczynił się maszynista, który zasnął w czasie pracy. Podróżni w akcie desperacji podejmowali próby skoków w głęboki parów. Państwo polskie oszacowało straty materialne na 300 tysięcy złotych.

Fragment tekstu: "Znamiennym jest fakt. że w krytycznym momencie zwrotniczy, widząc, że maszynista przejechał przez stację bez zatrzymania się, rzucał kamieniami w parowóz, chcąc w ten sposób zwrócić uwagę obsługi lokomotywy na grożące niebezpieczeństwo. Również drużyna konduktorska, zdając sobie sprawę, że znajduje się w obliczu katastrofy dawała maszyniście odpowiednie sygnały. Lecz wszystkie te zabiegi okazały się daremne. Tuż za stacją (300 mtr.) pociąg towarowy zderzył się z osobowym, nadjeżdżającym właśnie od strony Dęblina".

Nie zatrzymał się na skutek silnego zamyślenia i zdenerwowania

reklama

Katastrofa miała miejsce o godzinie 4:07. Pobojowisko przedstawiało ponury obraz zniszczonych wagonów. Wydobyto z nich zwłoki pięciu osób (dane rozbieżne z tymi podawanymi przez "Ilustrację Poznańską i Nowiny Sportowe"), a byli wśród nich m.in. konduktor i bagażowy. Rannych zostało 18 pasażerów.

W katastrofie brał udział towarowo – pospieszny skład nr 961 z Warszawy do Dęblina oraz pociąg osobowy nr 924 ze Lwowa do Warszawy.

  "Głos Polski": "Ocalonych od śmierci i ran pasażerów pociągu osobowego ogarnęła panika. Nie wiedząc, że pociąg stoi nad głębokim parowem, poczęli w mrokach nocy wyskakiwać przez okna i to głównie powiększyło liczbę ofiar. Maszyniści obu pociągów ulegli ciężkim poranieniom i trudno było wydobyć od nich jakiekolwiek zeznania. Rydzewski zdołał jeszcze, mimo odgryzienia sobie w czasie zderzenia części języka, oświadczyć, że nie zatrzymał się w Sobolewie na skutek silnego zamyślenia i zdenerwowania, spowodowanego samobójstwem szwagra, który w przeddzień rzucił się pod pociąg. Stwierdzono również, że Rydzewski alkoholem nie był podniecony".

reklama

Na skutek katastrofy zniszczone zostały parowóz, brankard i trzy wagony pociągu osobowego. W składzie towarowym zniszczeniu uległo 8 wagonów, w tym ten pocztowy.

Poszkodowanymi w wypadku byli m.in. wojskowi z 4. Pułku Strzelców Konnych z Hrubieszowa, którzy jechali do Grudziądza.

Fragment artykułu: "Podkreślić trzeba przedewszystkiem pełną poświęcenia i energiczną akcję ratunkową, z jaką zgłosili się natychmiast po katastrofie felczer kolejowy p. R. Kraszewski, pani Kazimiera Noiszewska i p. Jan Waśniewski, aptekarz z Sobolewa. Następnie dopiero zajęli się rannymi przybyli lekarze i felczerzy z Dęblina. W strasznej tej katastrofie nieocenione wprost usługi oddały wojskowe samoloty sanitarne. Dwa z 1-go pułku lotniczego w Warszawie i trzeci z wyższej szkoły w Dęblinie przewiozły do szpitala okręgowego ogółem 9 rannych i dzięki temu tylko uda się utrzymać przy życiu rannych żołnierzy w katastrofie. Akcja samolotów jest pierwszym tego rodzaju wypadkiem podczas katastrofy kolejowej".

reklama

Kolej musiała zwrócić wartość uszkodzonych i zniszczonych ładunków

Niezwłocznie po katastrofie na miejsce wypadku wyruszył z Warszawy pociąg ratunkowy z dyrektorem ruchu dyrekcji warszawskiej inż. Michałem Butkiewiczem. Na miejscu zdarzenia zjawiła się komisja śledcza, w której byli prezes dyrekcji Witold Bieniecki i inspektor Ministerstwa Komunikacji Gustaw Ejsmont.

"Głos Polski": "Ministerstwo komunikacji donosi, że na miejscu strasznej katastrofy kolejowej pod Sobolewem przebywa komisja rewizyjna min starostwa wysłana dla przeprowadzenia śledztwa, kto ponosi winę. Według dotychczasowych danych jedynym winowajcą jest maszynista pociągu towarowego Rydzewski, który spał na lokomotywie podczas jazdy i przejechał zamknięty sygnał wjazdowy na dworzec. Straty materjalne kolei przewyższają znacznie 300 000 zł, a to dlatego, że kolej będzie musiała zwrócić właścicielom wartość uszkodzonych i zniszczonych ładunków zarówno w pociągu towarowym, jak i z rozbitego wagonu pocztowego w pociągu osobowym".

Dodajmy, że katastrofa kolejowa na stacji Sobolew nie była jedynym tego typu wypadkiem w okresie międzywojnia na terenie powiatu garwolińskiego. 3 czerwca 1931 roku doszło do katastrofy kolejowej pomiędzy stacjami Pilawa i Garwolin.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo