"Szkoda czasu na takie jałowe dyskusje". Dwie godziny przerzucania się argumentami i… nic, czyli kolejna nadzwyczajna sesja powiatu

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: ok

"Szkoda czasu na takie jałowe dyskusje". Dwie godziny przerzucania się argumentami i… nic, czyli kolejna nadzwyczajna sesja powiatu - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z powiatu garwolińskiegoPonad dwie godziny dyskusji, dziesiątki argumentów i jeden wspólny mianownik: brak rozstrzygnięcia. Wczorajsza nadzwyczajna sesja Rady Powiatu Garwolińskiego miała przynieść odpowiedź na pytanie o miliony dla szpitala. Zamiast tego pokazała coś innego – konflikt, który coraz bardziej przypomina spór dla samego sporu.
reklama

To miała być sesja o zdrowiu mieszkańców. O 20 milionach złotych z Krajowego Planu Odbudowy, które mogą zmienić oblicze garwolińskiego szpitala. O nowoczesnej kardiologii, cyfryzacji i realnej poprawie leczenia.

Ale szybko stało się jasne, że nie o to dziś chodzi najbardziej.

Dyskusja, która kręci się w kółko

Z jednej strony dyrekcja SP ZOZ, która przekonuje: bez wsparcia powiatu trzeba będzie się zadłużyć. Z drugiej – zarząd, który odpowiada: „nie mówimy nie”, ale… jeszcze nie teraz, jeszcze nie wiemy ile. Między tym wszystkim mieszkańcy – i coraz większe wrażenie, że ta rozmowa nie prowadzi do żadnego finału.

Najcelniej – i chyba najbardziej bezlitośnie – podsumował to radny Maciej Kurowski:

– To wszystko, co się tutaj dzisiaj dzieje, to jest nic innego jak bicie piany. Nic z tego nie wynika. Słyszę tylko przerzucanie się argumentami. Szkoda czasu na takie jałowe dyskusje.

reklama

Trudno było nie odnieść wrażenia, że wielu obecnych myśli podobnie – choć nie wszyscy powiedzieli to wprost.

„Nie mówimy nie”… ale też nie mówimy „tak”

Zarząd powiatu konsekwentnie podkreślał, że nie odrzuca pomysłu wsparcia szpitala. Problemem ma być brak konkretnych danych – przede wszystkim ostatecznej wartości inwestycji.

reklama

– Nie wiemy, jakie to będą kwoty. Czekamy na rozstrzygnięcia przetargów – tłumaczył wicestarosta.

Dyrekcja szpitala odpowiadała równie stanowczo: czasu nie ma. Projekty muszą być zrealizowane do końca czerwca. A bez decyzji finansowej trudno planować.

W tle pojawiły się też zarzuty o opieszałość, brak komunikacji i… brak dobrej woli.

– Proszenie się o pieniądze to najgorsza rzecz, jaka może być. Tym bardziej, gdy ktoś tych pieniędzy nie chce dać – mówił zastępca dyrektora szpitala.

Prawo, procedury i… pat

reklama

Do dyskusji weszły także argumenty formalne. Skarbnik powiatu jasno wskazała: jeśli szpital ma zabezpieczone środki własne, przekazanie dotacji może zostać zakwestionowane przez Regionalną Izbę Obrachunkową.

Czyli nawet jeśli ktoś „chce dać”, niekoniecznie „może dać”. I tu pojawia się sedno problemu: każda ze stron ma argumenty. Każda może je uzasadnić. I żadna nie jest w stanie postawić kropki.

Coraz mniej o szpitalu, coraz więcej o polityce

Z każdą kolejną minutą sesji coraz wyraźniej było widać, że dyskusja wykracza poza temat inwestycji. Pojawiły się osobiste wycieczki, zarzuty o brak kontroli nad szpitalem, a nawet anegdoty z politycznym podtekstem.

Starosta Iwona Kurowska nie kryła emocji:

– Tu nie chodzi o to, co się dzieje w szpitalu. Szpital jest pewnego rodzaju zwornikiem, który was spaja. Tu nie chodzi o dobro mieszkańców.

reklama

Mocne słowa. I chyba jedne z najbardziej znaczących w całej tej debacie.

Wreszcie merytorycznie? Nie wszyscy są przekonani

Przewodniczący rady Michał Pałyska próbował tonować nastroje, przekonując, że tym razem rozmowa była bardziej rzeczowa niż podczas poprzednich sesji. Ale patrząc na przebieg obrad, trudno oprzeć się wrażeniu, że… to wciąż ta sama historia. Te same argumenty. Te same strony. Ten sam brak finału.

Na koniec przyjęto stanowisko „w sprawie zabezpieczenia środków finansowych w budżecie Powiatu Garwolińskiego na rok 2026 na realizację projektów inwestycyjnych SP ZOZ w Garwolinie współfinansowanych ze środków Krajowego Planu Odbudowy”. Problem w tym, że jeszcze zanim doszło do głosowania, padły poważne wątpliwości natury prawnej. Radca prawna starostwa jasno wskazała, że dokument jest nieprawidłowo skonstruowany i… wykracza poza kompetencje rady powiatu.

Mimo to radni zdecydowali się głosować. Wynik? Symboliczny dla całej tej sesji - 12 głosów „za”, 11 „przeciw”. Minimalna większość. Maksymalny podział

I choć formalnie stanowisko zostało przyjęte, trudno oprzeć się wrażeniu, że to bardziej gest polityczny niż realne rozwiązanie problemu. Bo pieniędzy nadal nie ma. Decyzji nadal nie ma. A konflikt — jak był, tak jest. Zostaje więc coś, co coraz wyraźniej widać po kolejnych sesjach: polityczna wojna pozycyjna, w której każda ze stron trwa przy swoim.

 

 
reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo