To miała być sesja o zdrowiu mieszkańców. O 20 milionach złotych z Krajowego Planu Odbudowy, które mogą zmienić oblicze garwolińskiego szpitala. O nowoczesnej kardiologii, cyfryzacji i realnej poprawie leczenia.
Ale szybko stało się jasne, że nie o to dziś chodzi najbardziej.
Dyskusja, która kręci się w kółko
Z jednej strony dyrekcja SP ZOZ, która przekonuje: bez wsparcia powiatu trzeba będzie się zadłużyć. Z drugiej – zarząd, który odpowiada: „nie mówimy nie”, ale… jeszcze nie teraz, jeszcze nie wiemy ile. Między tym wszystkim mieszkańcy – i coraz większe wrażenie, że ta rozmowa nie prowadzi do żadnego finału.
Najcelniej – i chyba najbardziej bezlitośnie – podsumował to radny Maciej Kurowski:
– To wszystko, co się tutaj dzisiaj dzieje, to jest nic innego jak bicie piany. Nic z tego nie wynika. Słyszę tylko przerzucanie się argumentami. Szkoda czasu na takie jałowe dyskusje.
Trudno było nie odnieść wrażenia, że wielu obecnych myśli podobnie – choć nie wszyscy powiedzieli to wprost.
„Nie mówimy nie”… ale też nie mówimy „tak”
Zarząd powiatu konsekwentnie podkreślał, że nie odrzuca pomysłu wsparcia szpitala. Problemem ma być brak konkretnych danych – przede wszystkim ostatecznej wartości inwestycji.
– Nie wiemy, jakie to będą kwoty. Czekamy na rozstrzygnięcia przetargów – tłumaczył wicestarosta.
Dyrekcja szpitala odpowiadała równie stanowczo: czasu nie ma. Projekty muszą być zrealizowane do końca czerwca. A bez decyzji finansowej trudno planować.
W tle pojawiły się też zarzuty o opieszałość, brak komunikacji i… brak dobrej woli.
– Proszenie się o pieniądze to najgorsza rzecz, jaka może być. Tym bardziej, gdy ktoś tych pieniędzy nie chce dać – mówił zastępca dyrektora szpitala.
Prawo, procedury i… pat
Do dyskusji weszły także argumenty formalne. Skarbnik powiatu jasno wskazała: jeśli szpital ma zabezpieczone środki własne, przekazanie dotacji może zostać zakwestionowane przez Regionalną Izbę Obrachunkową.
Czyli nawet jeśli ktoś „chce dać”, niekoniecznie „może dać”. I tu pojawia się sedno problemu: każda ze stron ma argumenty. Każda może je uzasadnić. I żadna nie jest w stanie postawić kropki.
Coraz mniej o szpitalu, coraz więcej o polityce
Z każdą kolejną minutą sesji coraz wyraźniej było widać, że dyskusja wykracza poza temat inwestycji. Pojawiły się osobiste wycieczki, zarzuty o brak kontroli nad szpitalem, a nawet anegdoty z politycznym podtekstem.
Starosta Iwona Kurowska nie kryła emocji:
– Tu nie chodzi o to, co się dzieje w szpitalu. Szpital jest pewnego rodzaju zwornikiem, który was spaja. Tu nie chodzi o dobro mieszkańców.
Mocne słowa. I chyba jedne z najbardziej znaczących w całej tej debacie.
Wreszcie merytorycznie? Nie wszyscy są przekonani
Przewodniczący rady Michał Pałyska próbował tonować nastroje, przekonując, że tym razem rozmowa była bardziej rzeczowa niż podczas poprzednich sesji. Ale patrząc na przebieg obrad, trudno oprzeć się wrażeniu, że… to wciąż ta sama historia. Te same argumenty. Te same strony. Ten sam brak finału.

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.