W rozmowie opowiada o kulisach pozostania w Wildze, bolesnej degradacji i przekonuje, że celem na nowy sezon jest tylko jedno - szybki powrót na czwartoligowe boiska.
Spadek zakończył kilkuletnią walkę Wilgi Garwolin o utrzymanie na czwartoligowym poziomie, ale nie zachwiał wiarą Sebastiana Papiernika w odbudowę zespołu. Pomocnik odrzucił oferty z innych ekip i postanowił zostać, by pomóc klubowi wrócić tam, gdzie jego zdaniem jest jego miejsce. W szczerej rozmowie mówi o rozczarowaniu po degradacji oraz o tym, dlaczego dla niego liczą się przede wszystkim trening, rozwój i awans z Wilgą.
ROZMOWA Z Sebastianem Papiernikiem, pomocnikiem Wilgi Garwolin
Pieniądze nie prześwietlają mi drogi. Chcemy awansu!
Ostatni mecz sezonu, ostatni gwizdek i spadek do V ligi. Pojawiły się łzy na koniec poprzedniego sezonu?
- Może nie aż tak. Każdy był smutny, bo stało się coś, czego nie przeżywaliśmy, ale wiedzieliśmy, jaka jest sytuacja. Spadek Wilgi Garwolin nie wydarzył się z dnia na dzień. Degradacja nie stała się w jednym momencie. Był smutek, przykrość, zawód. Mimo wszystko zrobiliśmy wszystko w rundzie rewanżowej, żeby uchronić się przed spadkiem. Niestety, to nie wystarczyło. DO tego nie pomogły zespoły z trzeciej ligi z naszego województwa.
Dobrą wiadomością jest fakt, iż zostajesz w Wildze...
- Zostaję w zespole. Miałem kilka ofert z klubów, ale za każdym razem mówiłem, że jeśli Wilga będzie chciała wrócić do czwartej ligi, będę tym pierwszym, który postara się pomóc w realizacji celu. Do momentu, kiedy nie wrócimy, będę chciał dalej reprezentować klub ze swojego miasta.
Które ligi dzwoniły?
- Miałem oferty czwartoligowe. Mogę jedynie powiedzieć, że były to zapytania z ekip, z którymi rywalizowaliśmy w poprzednim sezonie. Wszystkie z naszego województwa.
Kilka miesięcy temu dostałem telefon od jednego z prezesów: Mateusz znajdź zawodnika do Klasy Okręgowej, który zrobi różnicę na boisku. Nie musi pojawiać się na treningach. Interesują mnie tylko mecze. Zapłacę dobre pieniądze...
- Ile dawał?
Bez względu na wynik, za samo wyjście na plac gry - tysiąc złotych. Miałbym po co do Ciebie dzwonić?
- Nie, nie, nie. Przez ostatni rok zrobiłem bardzo wiele, by wrócić po kontuzji. Nie pisałbym się na takie rozwiązanie. Jestem w takim momencie swojej przygody z piłką, że chcę i muszę trenować. Pieniądze nie prześwietlają mi drogi. Wiem, ile kosztowało mnie pracy wrócenie do piłki. Nie wyobrażam sobie sytuacji, bym pojawiał się na boisku od meczu do meczu. Nie umiałbym. To nie w moim stylu.
A za kilka lat?
- Jeżeli będę jeszcze grał w piłkę (śmiech - przyp. red.). Zobaczymy. Piłka lubi zaskakiwać.
Czy Wilga spędzi tylko jeden sezon w piątej lidze?
- Tylko i aż rok. Z tego, co rozmawiałem z prezesami, robią wszystko, by zespół tak samo mocny niż w poprzedniej rundzie. Myślę, że głównym założeniem będzie jak najszybszy powrót na czwartoligowe sezony.
Czasami jest tak, że jak się mocno chce, to nie zawsze wychodzi...
- Przez wiele lat dźwigaliśmy czwartą ligę, chociaż wielokrotnie byliśmy typowani jako pewny spadkowicz, który nie ma wielkich środków finansowych. My sobie zawsze dawaliśmy radę. Były strukturalne w ligach, a my zawsze potrafiliśmy zachować czwartoligowy byt. Kilku z nas ma doświadczenie z poprzednich lat. Wierzę, że będzie dobrze.
W mojej opinii dobrym posunięciem jest pozostawienie na stołku trenerskim Karola Zawadki...
- Mam takie samo zdanie. Zimą został zbudowany silny zespół. Zarząd poczynił kroki, by wzmocnić ekipę. Cieszę się, że będzie z nami Karol Zawadka. To najlepsze rozwiązanie. Zmiana na stanowisku byłaby zupełnie niepotrzebna. Pamiętajmy o tym, że latem jest bardzo mało czasu na zbudowanie dobrego zespołu. To wręcz niemożliwe, by w miesiąc zrobić "pakietę", która ma walczyć o awans. W naszym przypadku trzeba naprawić elementy, które nie zagrały.
W Wildze bardzo ważna jest atmosfera...
- Dokładnie. W naszym przypadku nie ma wielkich odejść. W wielu klubach jest tak, że spadek oznacza rewolucję kadrową. U nas są odejścia, ale nie jakoś wielce gromadne. Bardzo ważna jest atmosfera, ale również podejście zarządu. Nasz zachowuje się fair wobec zawodników. Nikt nie może narzekać. U nas nie ma opowiadania bajek. W naszym przypadku zabrakło wyniku, a nie ma rewolucji.
Wilga będzie Twoim ostatnim klubem, jeśli chodzi o półprofesjonalny poziom?
- Ciężkie pytanie. Na ten moment powiedziałbym tak. Mam wszystko, czego potrzebuję. Gram w dobrym, stabilnym klubie. Jestem w Garwolinie, gdzie mam pracę, swoich bliskich. Chciałbym grać w tym klubie jeszcze kilka dobrych lat. Bardzo często spotykamy się ze słowami zawodników odchodzących, którzy podkreślają fajną szatnię, dobrą atmosferę, zachowanie fair zarządu.
Niedawno mówiłeś, że pamiętasz mecz Wilgi z Olimpią Warszawa, kiedy to zespół z Garwolina robił awans do czwartej ligi...
- Oczywiście. Byłem wtedy młodym chłopcem, który emocjonował się spotkaniem z wysokości trybun.
A pamiętasz swój pierwszy mecz w roli kibica?
- Oj, to było ponad dwadzieścia lat temu. Zaczynałem swoją przygodę z piłką w Wildze, a później poszedłem do Mazowsza Miętne. Już wtedy oglądałem mecze w Garwolinie. Nie dało się inaczej. Od dziecka interesowałem się piłką. To było i jest moje życie. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez futbolu.
mp

Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.