Miały zniknąć ponad dwa lata temu. Dziś WIOŚ wskazuje je jako źródło zanieczyszczeń. W tle sprawa grupy przestępczej

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: ia

Miały zniknąć ponad dwa lata temu. Dziś WIOŚ wskazuje je jako źródło zanieczyszczeń. W tle sprawa grupy przestępczej - Zdjęcie główne
Autor: AI/zdjęcie poglądowe

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z GarwolinaPonad dwa i pół roku temu wydano decyzję nakazującą usunięcie niebezpiecznych odpadów z posesji przy ul. Brukarskiej w Garwolinie. Odpady nadal tam są. Teraz, po ujawnieniu substancji chemicznej w rowie przy ul. Stacyjnej, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska wskazuje właśnie to miejsce jako najbardziej prawdopodobne źródło zanieczyszczeń. Historia jednego wycieku prowadzi do znacznie większego problemu – procederu, z którym od lat bezskutecznie mierzą się samorządy w całej Polsce.
reklama

Wieczorem 5 czerwca przy ul. Stacyjnej w Garwolinie pojawiły się zastępy straży pożarnej, policjanci oraz Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego z Warszawy. W rowie melioracyjnym ujawniono substancję chemiczną, której pochodzenie nie było znane.

Służby zabezpieczyły teren, wykonano pomiary, pobrano próbki i rozpoczęto działania mające ograniczyć rozprzestrzenianie się zanieczyszczeń. Już wtedy wielu mieszkańców zwracało uwagę na oczywiste skojarzenie – znajdujące się kilkaset metrów dalej nielegalne składowisko odpadów chemicznych przy ul. Brukarskiej.

Przez kolejne tygodnie nie było jednak oficjalnego potwierdzenia takiego związku.

Dziś sytuacja wygląda inaczej.

reklama

WIOŚ: najbardziej prawdopodobne źródło znajduje się przy ul. Brukarskiej

W odpowiedzi przekazanej naszej redakcji Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Warszawie poinformował, że jego pracownicy prowadzili czynności na miejscu zdarzenia przez kilka dni.

„Przez kilka dni inspektorzy WIOŚ w Warszawie prowadzili czynności służbowe – 6, 8 i 9 czerwca 2026 r. dokonali oględzin miejsca zdarzenia” – przekazał Inspektorat.

9 czerwca pobrano próbki zanieczyszczonej wody opadowej, gleby oraz wody z rzeki Wilgi. Badania laboratoryjne nadal trwają, jednak już teraz inspektorzy wskazują najbardziej prawdopodobny kierunek.

„Najbardziej prawdopodobnym źródłem zanieczyszczeń jest pobliska nieruchomość, na której nielegalnie nagromadzone są pojemniki typu Mauser wypełnione odpadami chemicznymi.”

reklama

To pierwsza tak jednoznaczna ocena państwowego organu od czasu czerwcowego zdarzenia.

Jeszcze bardziej interesujący jest kolejny fragment odpowiedzi.

„Na ww. posesji ujawniono odpływ wód deszczowych, którym zanieczyszczone wody opadowe mogły dostać się do rowu melioracyjnego.”

To właśnie ten element może okazać się kluczowy dla wyjaśnienia całej sprawy.

Decyzja została wydana ponad dwa lata temu

W odpowiedzi WIOŚ przypomina również fakt, który może zaskoczyć część mieszkańców.

„15 grudnia 2023 r. Burmistrz Miasta Garwolina wydał decyzję nakazującą właścicielce nieruchomości położonej przy ul. Brukarskiej w Garwolinie usunięcie z tej nieruchomości pojemników typu Mauser z zawartością odpadów chemicznych.”

reklama

Od wydania tej decyzji minęło ponad dwa i pół roku.

Mimo to odpady nadal znajdują się na terenie miasta.

To właśnie ten fakt najlepiej pokazuje, dlaczego podobne sprawy należą do najbardziej skomplikowanych problemów środowiskowych w Polsce.

Bo choć z punktu widzenia mieszkańców rozwiązanie wydaje się proste – odpady powinny zostać usunięte – w praktyce procedura jest znacznie bardziej złożona.

Ponad 330 tysięcy litrów niebezpiecznej substancji

Według danych zawartych w Raporcie o stanie miasta Garwolina za 2025 rok przy ul. Brukarskiej znajduje się 338 pojemników typu Mauser zawierających techniczny kwas siarkowy.

Łącznie to ponad 330 tysięcy litrów niebezpiecznej substancji.

reklama

Samorząd nie ukrywa, że jest to jeden z najpoważniejszych nierozwiązanych problemów miasta.

W raporcie zapisano wprost:

„Omawiając stan bezpieczeństwa miasta trzeba podkreślić, że ważnym i do chwili obecnej nierozwiązanym problemem jest składowanie na nieruchomości przy ul. Brukarskiej odpadów niebezpiecznych.”

To znamienne, że problem opisano nie w części poświęconej ochronie środowiska, ale bezpieczeństwu mieszkańców.

Dlaczego nikt po prostu tego nie wywiezie?

To pytanie wraca przy każdej publikacji dotyczącej ul. Brukarskiej.

Odpowiedź prowadzi jednak daleko poza granice Garwolina.

Nielegalne składowiska niebezpiecznych odpadów są problemem wielu polskich miast i gmin. W większości przypadków samorządy trafiają na podobną ścianę.

Po pierwsze – koszty. Usunięcie niebezpiecznych substancji nie polega na załadowaniu pojemników na ciężarówkę. Konieczne są specjalistyczne badania, zabezpieczenie odpadów, często przepompowanie ich do nowych zbiorników, transport zgodny z rygorystycznymi przepisami i ostateczna utylizacja w wyspecjalizowanych instalacjach. Koszty takich operacji liczone są zwykle w milionach złotych.

Po drugie – odpowiedzialność. Teoretycznie powinien zapłacić sprawca. Problem w tym, że firmy odpowiedzialne za porzucenie odpadów często przestają istnieć, nie posiadają majątku lub okazują się jedynie elementem bardziej skomplikowanego procederu.

Po trzecie – procedury. Odwołania, postępowania administracyjne, procesy sądowe i kwestie własnościowe sprawiają, że podobne sprawy potrafią ciągnąć się przez lata.

Ślad prowadzi do zorganizowanej grupy przestępczej

Sprawa przy ul. Brukarskiej ma jeszcze jeden wymiar. Jak przypomniano w miejskim raporcie:

„Jednocześnie sprawą tą zajęła się prokuratura, która skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej, która zajmowała się procederem podrzucania odpadów niebezpiecznych na terenie całego kraju.”

To zdanie pokazuje, że Garwolin nie stał się ofiarą pojedynczego incydentu. Według śledczych podobne grupy przez lata zarabiały na nielegalnym obrocie odpadami. Mechanizm był prosty. Legalna utylizacja kosztowała dużo, więc pojawiali się pośrednicy oferujący znacznie tańsze rozwiązania. Odpady formalnie znikały z dokumentów, a w rzeczywistości trafiały do magazynów, hal przemysłowych lub na prywatne posesje.

Kiedy proceder wychodził na jaw, sprawcy często byli już poza zasięgiem instytucji lub nie posiadali majątku pozwalającego pokryć koszty usunięcia odpadów. W efekcie problem pozostawał na miejscu, a jego rozwiązanie spadało na barki samorządów.

Wyniki badań mogą odpowiedzieć na najważniejsze pytanie

WIOŚ podkreśla, że badania próbek pobranych po czerwcowym zdarzeniu nadal trwają. Inspektorat zaznacza również, że ustalanie sprawców ewentualnego zanieczyszczenia nie należy do jego kompetencji. Jednak już dziś odpowiedź przesłana przez inspektorów pokazuje, że sprawa wykracza daleko poza jednorazowy wyciek ujawniony przy ul. Stacyjnej.

To historia o odpadach, które miały zniknąć z Garwolina ponad dwa lata temu. I o problemie, który mimo decyzji administracyjnych, kontroli, interwencji służb i kolejnych zapowiedzi rozwiązania, nadal pozostaje nierozwiązany.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo