Stefan Jerzy Siudalski: Telefon, pali się! Kto tam? Diabeł z piekła!

Opublikowano:
Autor: Stefan Jerzy Siudalski

Stefan Jerzy Siudalski: Telefon, pali się! Kto tam? Diabeł z piekła! - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z powiatu garwolińskiegoDziecięce psoty, telefoniczne żarty i kot, który zdawał się rozumieć więcej, niż można przypuszczać. Stefan Jerzy Siudalski wraca we wspomnieniach do świata, w którym zwyczajna rozmowa mogła zakończyć się spotkaniem z „diabłem z piekła”, a powrót języka polskiego do domu sprawił, że po dwóch latach pojawił się w nim również niezwykły gość. Dwie historie, w których humor splata się z pamięcią, a codzienne zdarzenia skrywają zaskakujące znaczenia.
reklama

Telefon, pali się! kto tam ? Diabeł z piekła

Na początku lat pięćdziesiątych kolejnym miejscem naszego zamieszkania stały się Siedlce. Ojciec objął tam stanowisko komendanta straży pożarnej. W mieszkaniu które nam przydzielono podłączono telefon, taki na korbkę co to dla uzyskania połączenia trzeba było pokręcić korbką wtedy w centralce obsługiwanej przez telefonistkę odzywał się dzwonek i na tablicy opadała taka mała błyszcząca klapka która wskazywała z którego to numeru ktoś próbuje uzyskać połączenie. Zgłaszała się wtedy telefonistka i ręcznie wtykając odpowiednie sznury w odpowiednie gniazdka łączyła z numerem z którym chciało się rozmawiać. Centralka telefoniczna była zamontowana w straży pożarnej tej samej której ojciec był komendantem.

reklama

Dość szybko zorientowałem się co trzeba zrobić aby uzyskać połączenie i wymyśliłem zabawę która moim zdaniem była doskonała - dzwoniłem i po zgłoszeniu się telefonistki krzyczałem "pali się", telefonistka pytała "gdzie?" a ja zadowolony z dowcipu mówiłem "pod kuchnią" i odkładałem słuchawkę. Nie muszę dodawać, że telefonistka wiedziała z którego to aparatu telefonicznego dzwoni ten „pożarnik”.

Miałem wtedy pięć lat i poznawanie świata było nieustającą przygodą i chyba niczemu się nie dziwiłem, traktując wszystko dookoła za normalne i należne mi - no chyba że ktoś chciał mi spuścić lanie - to już wtedy nie uważałem tego za coś co mi się należy i potrafiłem zdecydowanie dawać temu wyraz.

reklama

Jak dzwonił telefon to oczywiście ja pierwszy byłem przy nim i podnosiłem słuchawkę mówiłem "tak, słucham". Po kilku dowcipach z tym pożarem co to pod kuchnią jedliśmy w domu wszyscy obiad, zadzwonił telefon, oczywiście to ja podniosłem słuchawkę. Mówię jak dorosły "słucham" a tam cisza, pytam więc "Kto tam?".

"Diabeł z piekła" odezwało się basem ze słuchawki - położyłem więc szybko tę dziwnie gadającą część telefonu na widełki i grzeczniutko siadłem z powrotem za stołem – takiego połączenia to ja się nie spodziewałem. Sam diabeł i to z piekła gadał!

Rodzice zapytali: "Kto dzwonił?" Nie chciałem powiedzieć ale się dowiedzieli - ojcu w końcu strażacy powiedzieli jak mnie oduczyli straszenia pożarem.

reklama

Miałem wtedy około 5 lat…

 

Polski kot

Koty nie mają narodowości. Tak myślałem.

W Słonimie [dziś to Białoruś] mieszkała babcia Jury i Igora. Mieszkała tam za Piłsudskiego, za pierwszego przyjścia Stalina co przyjaźnił się z Adolkiem, za Adolfa co się pokłócił z tym wąsatym Józiem i mieszkała też za drugiego przyjścia Stalina, Józio mu właśnie było. Ten drugi nabroił tyle, że nie można była jeździć do Polski.

reklama

A to tam nie było Polski?

Była ale "odjechała" na wiele lat jak Ci wielcy i Mocni co Świat po swojemu ustawiali majstrowali przy mapach.

Mój dziadek też tam mieszkał. Od 1922 roku jak wrócił z rodziną z nad Dniepru do Polski - czyli mieszkał tam do śmierci, do 1952.

Babcia Jury i Igora mówiła po polsku bo była Polką, mówiła po białorusku bo tam część ludzi używała tego języka, porozumiewała się w jidysz bo dla wielu sąsiadów ten język był zrozumiały. Niemniej w domu Babcia pilnowała by mówiono po polsku - także za czasów ZSRR-u.

Wprowadzili się razem z ZSRR do miasta nowi ludzie i oni mówili po rosyjsku. Babcia znała też rosyjski ale aż do śmierci udawała, że tego języka nie zna.

To jak porozumiewała się z nowymi?

A to był problem nowych nie babci.

Babcia miała kota - takiego zwykłego kota. Bardzo był ten kot do babci przywiązany i babcia do kota też.

Dwa lata przed naszym przyjazdem do Słonima babcia umarła. Kazała się pochować na polskim cmentarzu mimo, że władze ten cmentarz wiele lat wcześniej zamknęły.

To można zamknąć cmentarz?

Można - bo wtedy po 20-30 latach można go zlikwidować i powiedzieć, że Polacy to tu nigdy nie mieszkali.

Babcię pochowano zgodnie z jej wolą na tym zamkniętym cmentarzu i już. Wielu ludzi było na pogrzebie, bardzo wielu - mieszkała tam ponad siedemdziesiąt lat. Nawet kot odprowadził Babcię na cmentarz. Odprowadził i nie wrócił do domu.

Po śmierci Babci w domu mówiono już tylko po rosyjsku. Czasami sąsiedzi mówili, że podobny do babcinego kot podchodził pod dom ale to chyba nie ten bo do domu nie wchodził bo stał, słuchał i szedł dalej swoja kocią drogą.

Wieczorem pierwszego dnia naszego pobytu w Słonimie, a było to jak mówiłem dwa lata po śmierci Babci, siedzieliśmy z Lalą i rozmawialiśmy oczywiście po polsku. Do domu na kilka dni wrócił język polski. Było ciepło i drzwi do mieszkania były otwarte. W pewnej chwili słyszę miauczenie i w drzwiach widzę kota który bardzo ostrożnie rozglądając się po mieszkaniu wchodzi i miauczy. Kot jak kot - mnie nie zdziwił natomiast Lala jak by ducha zobaczyła. W pierwszej chwili oniemiała lecz już po chwili wstała w miseczkę nalała mleka i mówi, że to kot Babci który od dwóch lat, czyli od pogrzebu się nie pokazywał. Radość w domu - kot wrócił.

Kot przychodził każdego dnia podczas naszego pobytu. Gdy odjechaliśmy - kot znów zniknął - do domu powrócił język rosyjski a kot podchodził ponoć po naszym wyjeździe pod dom ale nie wchodził.

Kot do domu wchodził tylko wtedy gdy w domu mówiono po polsku.

Stefan Jerzy Siudalski

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo